Miłość, gniew i pamięć – to podstawowe zasady mojego pisarstwa

W mediach czy­ta­my o ofia­rach ata­ku rakie­to­we­go: dwóch zabi­tych, dwu­dzie­stu ran­nych. Celem lite­ra­tu­ry czy po pro­stu sztu­ki jest opo­wie­dze­nie histo­rii tych dwóch zabi­tych i tych dwu­dzie­stu ran­nych ludzi – mówi Ołek­sandr Myched w roz­mo­wie z Łuka­szem Kaczyń­skim.

Łukasz Kaczyń­ski: Przed naszą roz­mo­wą przy­po­mnia­łem sobie roz­mo­wę z Sal­ma­nem Rush­diem, któ­rą pro­wa­dzi­łeś na Festi­wa­lu Hey we Lwo­wie rok temu. Tema­tem była jego książ­ka Nóż, a ude­rzy­ło mnie, że oto widzę dwie roz­ma­wia­ją­ce ze sobą oso­by, któ­re doświad­czy­ły agre­sji, kru­cho­ści życia, jego koń­ca, choć w róż­ny spo­sób i w róż­nej ska­li: oso­bi­stej oraz roz­cią­ga­ją­cej się na cały naród (spo­łe­czeń­stwo). Rush­die mię­dzy inny­mi powie­dział wte­dy, że kon­tro­la nad nar­ra­cją to źró­dło wła­dzy i że Rosja chce prze­ko­nać wszyst­kich o ist­nie­niu tyl­ko jed­nej wer­sji histo­rii – jej wer­sji. Chciał­bym zapy­tać cię jako pisa­rza: czy Ukra­ina ma dziś kon­tro­lę nad nar­ra­cją?

Ołek­sandr Myched: To świet­ne pyta­nie na począ­tek. Mogę odpo­wie­dzieć wyłącz­nie na pod­sta­wie wła­snych doświad­czeń. Nie znam glo­bal­ne­go kon­tek­stu, czy­li tego, jak mogło­by to wyglą­dać w Niem­czech, Indiach, Bra­zy­lii czy w innych kra­jach. Ale ogól­nie uwa­żam, że Ukra­ina pora­dzi­ła sobie świet­nie w pierw­szych osiemnastu–dwudziestu mie­sią­cach inwa­zji. Świat zain­te­re­so­wał się naszy­mi histo­ria­mi, a my byli­śmy goto­wi dzie­lić się nimi we wła­ści­wy spo­sób, tak aby poka­zać szer­szy kon­tekst histo­rycz­ny oraz zro­zu­mie­nie współ­cze­snej rze­czy­wi­sto­ści glo­bal­ne­go świa­ta. Od tego momen­tu roz­go­rza­ło wie­le kon­flik­tów na całym świe­cie i z pew­no­ścią na nich rów­nież sku­pi­ła się uwa­ga mediów świa­to­wych oraz glo­bal­nej publicz­no­ści. Ale mimo to moc ukra­iń­skiej opo­wie­ści jest taka, że dzien­ni­ka­rze, któ­rzy przy­by­li tutaj w pierw­szych mie­sią­cach inwa­zji, wciąż tu są, wciąż są z nami, sta­li się naszy­mi przy­ja­ciół­mi i amba­sa­do­ra­mi ukra­iń­skiej kul­tu­ry, histo­rii, a tak­że wła­śnie tej ukra­iń­skiej nar­ra­cji. Wła­śnie wró­ci­łem z waka­cji w Bar­ce­lo­nie i widzia­łem – dla przy­kła­du – jak wie­le na księ­gar­skich pół­kach jest kla­sycz­nej lite­ra­tu­ry rosyj­skiej przy jed­no­cze­snym bra­ku ksią­żek, któ­re opo­wia­da­ły­by histo­rię o ukra­iń­skiej odważ­nej wal­ce i ukra­iń­skim opo­rze wobec rosyj­skich oku­pan­tów. To może być przy­gnę­bia­ją­ce, ale wciąż rozu­mie­my, że Ukra­ina sta­ra się prze­trwać za wszel­ką cenę, a Rosja kon­ty­nu­uje ata­ki na Ukra­inę – i robi to w każ­dej sfe­rze, w tym tak­że w sfe­rze kul­tu­ral­nej i prze­strze­ni poznaw­czej.

Jak z per­spek­ty­wy pisa­rza, czy­li kogoś, kto two­rzy opo­wieść, postrze­gasz to, co dzie­je się w sfe­rze woj­ny kogni­tyw­nej?

Według mnie napraw­dę waż­ne jest, aby zro­zu­mieć, że Rosja ma swo­je par­tie poli­tycz­ne w każ­dym kra­ju, przy­naj­mniej w Euro­pie. Zazwy­czaj są to ruchy skraj­nie pra­wi­co­we z wyraź­ny­mi anty­unij­ny­mi hasła­mi, obie­cu­ją­ce pro­ste odpo­wie­dzi na bar­dzo skom­pli­ko­wa­ne pyta­nia. Dla­te­go za każ­dym razem, gdy zoba­czysz w mediach spo­łecz­no­ścio­wych jakiś pro­wo­ka­cyj­ny, szo­ku­ją­cy post lub obraz albo opo­wieść, któ­ra łatwo wyja­śnia zło­żo­ny cha­rak­ter jakiejś spra­wy, sprawdź, pro­szę, dwu­krot­nie, czy nie jest to rosyj­ski troll lub bot spe­cjal­nie zapro­jek­to­wa­ny do two­rze­nia tre­ści dzie­lą­cych spo­łe­czeń­stwo.

W książ­ce Zmie­szam z węglem two­ją krew robisz coś, co wyda­je mi się cen­nym zabie­giem wła­śnie w sfe­rze kogni­tyw­nej. Nazwał­bym to pró­bą włą­cze­nia ukra­iń­skie­go doświad­cze­nia do histo­rii i wyobraź­ni Zacho­du. Poka­zu­jesz, jak wie­le miast w obwo­dach doniec­kim i ługań­skim zosta­ło zbu­do­wa­nych na począt­ku XX wie­ku przez ludzi pocho­dzą­cych z Bel­gii czy Wiel­kiej Bry­ta­nii (ci oczy­wi­ście trak­to­wa­li to miej­sce jak „dzi­ki wschód”, ale to już inna histo­ria). A teraz Rosja wyma­zu­je i nisz­czy tam wszyst­ko, co jest zwią­za­ne z Euro­pą, co ma rze­ko­mo dowo­dzić jej wkła­du w roz­wój wspo­mnia­nych tere­nów. To waż­ne, bo gdy doświad­cze­nie ukra­iń­skie sta­nie się trwa­łą czę­ścią zachod­nie­go kra­jo­bra­zu kul­tu­ro­we­go, zmie­ni się spoj­rze­nie na rosyj­ską agre­sję i nisz­cze­nie ukra­iń­skie­go dzie­dzic­twa kul­tu­ro­we­go. Rów­no­cze­śnie w tym regio­nie kur­czą się tere­ny pod ukra­iń­ską kon­tro­lą, wie­le miast, któ­re odwie­dzi­łeś i opi­sa­łeś, jest w cało­ści albo w znacz­nej czę­ści znisz­czo­nych lub oku­po­wa­nych. Nie jest pew­ne, czy te obsza­ry pozo­sta­ną czę­ścią Ukra­iny. Jakie skut­ki może to przy­nieść w przy­szło­ści?

Z jed­nej stro­ny jest to część ludo­bój­czej prak­ty­ki, zresz­tą tej, któ­rą Rosja zawsze reali­zu­je. Pró­bu­je wyma­zać Ukra­iń­ców z prze­strze­ni fizycz­nej. Ale z dru­giej stro­ny na pew­no jest to coś, co łączy się z kate­go­rią przy­szło­ści w rozu­mie­niu meta­fi­zycz­nym: my, Ukra­iń­cy, powin­ni­śmy czuć, że dla nasze­go naro­du i dla nasze­go kra­ju nie ma przy­szło­ści – i ten zamysł może być reali­zo­wa­ny albo przez pory­wa­nie naszych dzie­ci, albo przez eko­bój­stwo, nisz­cze­nie naszej natu­ry.

Jednym z narzędzi, po które sięgają Rosjanie, jest atak na wszystko, co wiąże się z naszą odrębną kulturą. Nie ma w tym przypadku, że uderzają w budynki muzeów, niszczą dziedzictwo kulturowe.

Wła­śnie w ten spo­sób reali­zu­je się cią­głość sowiec­kiej stra­te­gii, mają­cej poka­zać, że Ługańsz­czy­zna i Doniec­czy­zna są wyni­kiem jedy­nie sowiec­kiej indu­stria­li­za­cji, a nie efek­tem obec­no­ści Walij­czy­ków, Bel­gów czy na przy­kład okre­ślo­ne­go fran­cu­skie­go przed­się­bior­cy na wscho­dzie Ukra­iny. Wła­ści­wie nie jest to niczym nowym. Jed­nym z naj­lep­szych przy­kła­dów, któ­re zwy­kle poda­ję, jest to, że Rosja­nie nazwa­li bitwę o Bach­mut „bitwą o Artio­mowsk”, posłu­gu­jąc się daw­ną nazwą tego mia­sta. Ponie­waż nie wal­czy­li nigdy o przy­szłość ludzi, któ­rzy żyją na zaję­tych obsza­rach, ani o przy­szłość same­go tery­to­rium – oni wal­czą o prze­szłość. Wal­czą o przy­wró­ce­nie sowiec­kich duchów i o przy­wró­ce­nie pomni­ków Leni­na. Co do two­je­go pyta­nia – jakie to będzie mia­ło skut­ki albo wpływ na oku­po­wa­ne tery­to­ria i na całą kul­tu­rę ukra­iń­ską – to na pew­no powin­no zostać zba­da­ne i okre­ślo­ne. Z całą pew­no­ścią licz­ba znisz­czo­nych miast jest tak ogrom­na, a w dodat­ku nadal rośnie, że pamięć sta­je się nie tyle poję­ciem fizycz­nym, ile raczej poję­ciem wyima­gi­no­wa­nym, cyfro­wym, ewen­tu­al­nie czymś, co jest w naszym umy­śle, a nie tym, co moż­na zoba­czyć i cze­go doświad­czyć w kra­jo­bra­zie mia­sta. Gro­za rosyj­skiej inwa­zji pole­ga na tym, że nie wie­my, jak dłu­go potrwa, i że nie wie­my, w któ­rym punk­cie się znaj­du­je­my. Czy to jest punkt środ­ko­wy, czy koniec inwa­zji, czy dopie­ro począ­tek? A jeśli to dopie­ro począ­tek, musi­my sobie uświa­do­mić, że wię­cej rze­czy tego rodza­ju, jak wła­śnie te, o któ­rych mowa, jesz­cze się wyda­rzy.

Prze­glą­da­jąc ukra­iń­ski inter­net, nie­daw­no zna­la­złem świet­ne archi­wum mozaik sowiec­kich, mię­dzy inny­mi znaj­du­ją­cych się w mia­stach, któ­re teraz są oku­po­wa­ne. Przy­kła­do­wo w Mariu­po­lu pra­ce Ałły Hor­skiej Pustuł­kaDrze­wo życia zosta­ły uszko­dzo­ne przez rosyj­skie rakie­ty w pierw­szych dniach inwa­zji. Kil­ka lat temu zosta­ły zna­le­zio­ne pod cegla­ną ścia­ną, za któ­rą je ukry­to, ponie­waż artyst­ka nale­żą­ca do gru­py szi­st­de­siat­ny­ków była prze­śla­do­wa­na i seko­wa­na przez wła­dzę radziec­ką za dzia­łal­ność na rzecz praw czło­wie­ka.

Tak, wszyst­kie te pro­jek­ty upa­mięt­nia­nia i doce­nia­nia prze­szło­ści zaczę­ły być reali­zo­wa­ne na dużą ska­lę po Maj­da­nie w 2014 roku. Podob­nie jak dłu­go­ter­mi­no­we bada­nia pro­wa­dzo­ne przez wybit­ne­go ukra­iń­skie­go foto­gra­fa Jewhe­na Niki­fo­ro­wa1.

Wróć­my do Rush­die­go. We Lwo­wie tłu­ma­czył ci, że napi­sał Nóż, bo nie chciał, aby to nie­do­szły zabój­ca zde­fi­nio­wał mu dal­sze pisar­stwo, nazna­czył je aktem prze­mo­cy. Przez tę książ­kę Rush­die chciał powie­dzieć: „Ja tu jestem pisa­rzem”. Myślę, że mógł to zro­bić, bo agre­sja, któ­rej sam doświad­czył, już się zakoń­czy­ła. Czy ta sytu­acja przy­po­mi­na sytu­ację, w jakiej jest Ukra­ina, i czy dopó­ki ta rosyj­ska agre­sja trwa, w pew­nym stop­niu defi­niu­je ona waszą lite­ra­tu­rę? A kie­dy się skoń­czy, będzie to inny roz­dział czy może lite­ra­tu­ra dopie­ro się zacznie?

Nie mam na to pyta­nie wła­ści­wej odpo­wie­dzi, ponie­waż naj­więk­szym wyzwa­niem w tej chwi­li jest to, aby ludzie zaj­mu­ją­cy się lite­ra­tu­rą – i sze­rzej: kul­tu­rą – mogli po pro­stu prze­trwać. To jest głów­ny pro­blem i dzi­siaj nie wiem, co oni będą pisać po tym wszyst­kim, co nas spo­ty­ka. Jak już sobie powie­dzie­li­śmy, nie wia­do­mo rów­nież, jak dłu­go to potrwa. Na razie tra­ci­my ludzi we wszyst­kich dzie­dzi­nach kul­tu­ry – i nie mówi­my tu o samej lite­ra­tu­rze, ale rów­nież o arty­stach, któ­rzy zosta­li zabi­ci: mala­rzach, reży­se­rach fil­mo­wych, ope­ra­to­rach, muzy­kach. Nato­miast naj­więk­szą popu­lar­no­ścią na ryn­ku lite­rac­kim cie­szą się obec­nie roman­tycz­ne powie­ści fan­ta­sy dla mło­dzie­ży (young adult fan­ta­sy books). Kto jesz­cze rok temu mógł­by sobie wyobra­zić, że to wła­śnie sta­nie się naj­więk­szym tren­dem w tłu­ma­cze­niu z całej fali róż­nych powie­ści z ryn­ku anglo­ję­zycz­ne­go czy ame­ry­kań­skie­go? Ale to wła­śnie jest lite­ra­tu­ra, któ­rą zoba­czy­li­by­ście na pół­kach księ­gar­ni, gdy­by­ście zja­wi­li się w Ukra­inie. Cho­ciaż są tak­że wzno­wie­nia kla­sycz­nych ukra­iń­skich powie­ści. Wzno­wie­ni zosta­li – obec­nie tak­że już w pol­skich prze­kła­dach – Wale­rian Pid­mo­hyl­ny2, Mike Johan­n­sen3, Ivan Bah­ria­ny. Z kolei jed­nym z naj­więk­szych hitów pod­czas rosyj­skiej inwa­zji jest Max Kidruk z jego Kolo­nią…, któ­ra nie­daw­no uka­za­ła się rów­nież w Pol­sce4. W Ukra­inie jego książ­ka sprze­da­ła się w pięć­dzie­się­ciu tysią­cach egzem­pla­rzy. To powieść scien­ce fic­tion o przy­szło­ści; akcja roz­gry­wa się na Mar­sie. Jest dla nas ogrom­nie waż­ne, żeby­śmy mie­li powieść nie­do­ty­czą­cą inwa­zji w spo­sób bez­po­śred­ni, ale żeby­śmy mie­li tak­że pisa­rza, któ­ry pró­bu­je wyobra­zić sobie przy­szłość. Jak widać, to napraw­dę tra­fi­ło do czy­tel­ni­ków.

Skąd popu­lar­ność tego rodza­ju lite­ra­tu­ry? To wynik potrze­by eska­pi­zmu, jaki tego typu tek­sty mogą ofe­ro­wać?

Widzia­łem wie­le ksią­żek young adult fan­ta­sy i spo­ra część z nich jest do sie­bie bar­dzo podob­na – mają kolo­ro­we brze­gi stron, na okład­kach koniecz­nie muszą znaj­do­wać się róże, koro­ny, kości, mie­cze albo coś w tym sty­lu. Po to wła­śnie się­ga­ją obec­nie mło­dzi czy­tel­ni­cy, to teraz jest naj­więk­szym hitem sprze­da­żo­wym. Przy­pusz­czam, że ogrom­ny wpływ ma na to Tik­Tok, ten rów­no­le­gły wszech­świat, do któ­re­go sam nie mam dostę­pu. Recen­zje i dys­ku­sje toczą­ce się w bań­ce Tik­To­ka są napraw­dę wpły­wo­we, o czym możesz prze­ko­nać się same­mu, jeśli dzie­je się to rów­nież w Pol­sce. Mimo to cie­szę się, że Ukra­ina jest czę­ścią tego glo­bal­ne­go tren­du, że nie zosta­li­śmy odcię­ci od resz­ty świa­ta i jego aktu­al­nych zja­wisk.

Ty z kolei napi­sa­łeś „baj­kę dla doro­słych”, tak róż­ną od „baśni dla mło­dzie­ży”. Nowe­la Kotek, Kogu­tek, Szaf­ka mia­ła w lip­cu pre­mie­rę w Wydaw­nic­twie Warsz­ta­tów Kul­tu­ry w prze­kła­dzie Andri­ja Sawe­ne­cia. Opo­wia­dasz w niej o pierw­szych momen­tach inwa­zji z per­spek­ty­wy miesz­kań­ców Boro­dzian­ki w regio­nie buczań­skim. Czy­ta­jąc tekst, zasta­na­wia­łem się, o czym jesz­cze ukra­iń­ska lite­ra­tu­ra powin­na i chce mówić, co jesz­cze chce­cie opo­wie­dzieć, co dotąd nie zosta­ło opo­wie­dzia­ne.

To trud­ny temat. Z jed­nej stro­ny cała sztu­ka jako sys­tem, we wszyst­kich jej wymia­rach, jest w pewien spo­sób doku­men­tem epo­ki. To bar­dzo waż­ne, że jako twór­cy jeste­śmy świad­ka­mi teraź­niej­szo­ści, więc powin­ni­śmy pozo­sta­wić nasze świa­dec­twa aktu­al­nych wyda­rzeń. Wspo­mi­na­li­śmy o tym – minę­ło już parę lat od inwa­zji, a w tym cza­sie doszło do tylu tra­gicz­nych wyda­rzeń, któ­re gro­ma­dzą się i odkła­da­ją w nas jako ludziach.

Gdy rozmawialiśmy o regionach wschodniej Ukrainy okupowanych przez Rosję, użyłeś naprawdę ładnego słowa: „kurczenie się”, więc tak – pamięć również się kurczy, i jest to tak ogromnie intensywnie odczuwalne w swoim tragizmie.

Powin­ni­śmy jed­nak roz­ma­wiać o tych wyda­rze­niach, któ­rych doświad­czy­li­śmy i doświad­cza­my, ponie­waż jeśli prze­czy­ta­my o nich jedy­nie w nagłów­kach arty­ku­łów w pra­sie, na „paskach” wia­do­mo­ści, będzie­my znać jedy­nie wynik jakie­goś ata­ku rakie­to­we­go: dwóch zabi­tych, dwu­dzie­stu ran­nych, coś w tym rodza­ju. A celem lite­ra­tu­ry czy po pro­stu sztu­ki jest opo­wie­dze­nie histo­rii tych dwóch zabi­tych i tych dwu­dzie­stu ran­nych ludzi. To jest moje rozu­mie­nie tego, co powi­nie­nem teraz robić. Z dru­giej stro­ny każ­dy z nas podą­ża swo­ją wła­sną ścież­ką, z wła­sny­mi trau­ma­mi, doświad­cze­nia­mi, ale napraw­dę trud­no jest prze­ka­zać isto­tę tych doświad­czeń innym ludziom, jeśli zacho­wa­my mil­cze­nie. Dzie­le­nie się tymi histo­ria­mi jest tak waż­ne rów­nież dla­te­go, że ist­nie­ją luki mię­dzy naszy­mi doświad­cze­nia­mi i one mogą być wypeł­nio­ne, oczy­wi­ście jeśli ktoś jest zain­te­re­so­wa­ny tego rodza­ju roz­mo­wą.

A co z histo­rią, zarów­no tą nie­daw­ną, jak i odle­glej­szą, co z toż­sa­mo­ścią? Czy dostrze­gasz tema­ty i zagad­nie­nia, któ­re powin­ny być przed­mio­tem lite­ra­tu­ry?

Wciąż marzę o napi­sa­niu powie­ści o bel­gij­skiej wypra­wie na wschód Ukra­iny. Ogrom­nej przy­go­do­wej powie­ści wschod­niej, napi­sa­nej w kla­sycz­nym sty­lu dzie­więt­na­sto­wiecz­nej powie­ści.

Wyda­je się, że nowe­lę Kotek, Kogu­tek, Szaf­ka i pełen fak­to­gra­ficz­nych deta­li esej Kryp­to­nim dla Hio­ba. Kro­ni­ki inwa­zji pisa­łeś rów­no­le­gle. W obu moż­na zna­leźć pew­ne podob­ne roz­po­zna­nia, powią­za­ne ze sobą pro­ble­my, choć pod­da­ne innej lite­rac­kiej obrób­ce. W obu celem zda­je się opo­wie­dze­nie z per­spek­ty­wy jed­nost­ki o doświad­cze­niu, któ­re jest wspól­ne dla całe­go naro­du, doty­ka ogó­łu spo­łe­czeń­stwa.

Owszem, z pew­no­ścią sta­ło się tak, że Kryp­to­nim… był tro­chę zazdro­sny o powsta­ją­ce­go Kot­ka…, bo w pra­cy nad ese­jem musia­łem w więk­szym stop­niu sku­pić się na two­rze­niu fik­cji lite­rac­kiej. Choć pra­ca nad baśnią była tyl­ko krót­ką pau­zą od ese­ju, to na pew­no nie­któ­re pomy­sły z wcze­snych czę­ści Kryp­to­ni­mu… są w niej obec­ne.

W zakoń­cze­niach obu tek­stów piszesz, choć ina­czej, o tym, jak woj­na hiber­nu­je emo­cje i wewnętrz­ne napię­cie, któ­re cze­ka­ją w czło­wie­ku tyl­ko na ten jeden moment – zwy­cię­stwo – aby zostać uwol­nio­ne. Jak byś chciał nazwać i wyra­zić nie­wy­po­wie­dzia­ne doświad­cze­nie, nie­zna­ne ludziom, któ­rzy nie są Ukra­iń­ca­mi?

Myślę, że to coś, co jest nie­osią­gal­ne rów­nież dla nas samych. W obu książ­kach sta­ra­łem się zapro­jek­to­wać i wyra­zić, jak mogły­by wyglą­dać ostat­ni dzień woj­ny lub pierw­szy dzień poko­ju, i w obu przy­pad­kach napraw­dę trud­no było o tym pisać. A teraz, po trzech i pół roku od inwa­zji, są to rze­czy, któ­rych nawet nie mogę sobie wyobra­zić.

Kie­dy czy­ta­łem Kot­ka…, zada­wa­łem sobie pyta­nie, dla­cze­go to książ­ka o ludziach oglą­da­nych z per­spek­ty­wy ich rze­czy, któ­re sta­ją się świad­ka­mi i obser­wa­to­ra­mi zda­rzeń. Odpo­wie­dzia­łem sobie, że cho­dzi tu o czas, o histo­rię i los (któ­ry powra­ca), a przed­mio­ty (i zwie­rzę) pozwa­la­ją doświad­czyć tych zja­wisk w inny spo­sób. Czy możesz powie­dzieć, jaka jest two­ja odpo­wiedź?

To inte­re­su­ją­ce, bo dla Ukra­iń­ców ta baj­ka w pierw­szej kolej­no­ści opo­wia­da o przed­mio­tach, ponie­waż te przed­mio­ty w ukra­iń­skim kon­tek­ście są sil­ny­mi i zro­zu­mia­ły­mi sym­bo­la­mi – ukra­iń­scy czy­tel­ni­cy się nad tym nie zasta­na­wia­ją. Jest to jed­nak nie­zwy­kle inte­re­su­ją­ce rów­nież wte­dy, gdy tekst jest roz­pa­try­wa­ny w nowym kon­tek­ście, w któ­rym histo­ria tych przed­mio­tów nie jest zna­na. War­to zazna­czyć – mówię o tym dla nie­zna­ją­cych tej opo­wie­ści – że umie­ści­łem w tej histo­rii praw­dzi­we sym­bo­licz­ne obiek­ty, któ­re prze­trwa­ły (dwa obiek­ty i jeden kot) w dwóch miesz­ka­niach. Dla mnie oso­bi­ście waż­ne jest to, że z arty­stycz­ne­go punk­tu widze­nia każ­dy z trzech głów­nych boha­te­rów jest przed­sta­wi­cie­lem kon­kret­ne­go okre­su, jak powie­dzia­łeś, okre­ślo­ne­go momen­tu histo­rycz­ne­go, ale co istot­niej­sze – jest tak­że przed­sta­wi­cie­lem okre­ślo­ne­go poko­le­nia. Sza­fa jest zwią­za­na z Petrem, repre­zen­tu­ją­cym naj­star­szą gene­ra­cję, i jego żoną Lizą; gli­nia­ny kogut sym­bo­li­zu­je ich dzie­ci, Katrię i Andri­ja, a kotek odsy­ła do posta­ci Soni, cór­ki Katrii – z naj­młod­sze­go poko­le­nia. Napraw­dę waż­ne było więc poka­za­nie powią­zań mię­dzy tymi poko­le­nia­mi za pomo­cą kon­kret­nych przed­mio­tów. Innym aspek­tem, któ­ry według mnie wią­że się z tymi przed­mio­ta­mi, jest to, że rosyj­ska inwa­zja wyma­zu­je naszą mate­rial­ność, nasz mate­rial­ny świat. Tra­ci­my przed­mio­ty, przez któ­re się iden­ty­fi­ko­wa­li­śmy, jest więc napraw­dę waż­ne, aby zacho­wać o nich pamięć. W książ­ce uży­łem tego zna­ku, sym­bo­lu lub meta­fo­ry w odnie­sie­niu do łóż­ka, któ­re spło­nę­ło pod­czas dru­giej woj­ny świa­to­wej, a na któ­rym spa­li w mło­do­ści Petro i Liza. Zain­spi­ro­wa­łem się tu opo­wia­da­niem kla­sycz­ne­go ukra­iń­skie­go pisa­rza Hry­ho­ra Tiu­tiun­ni­ka, któ­ry sam był świad­kiem tej woj­ny. W swo­ich opo­wia­da­niach z lat 60. XX wie­ku opi­sy­wał mate­rial­ny świat ukra­iń­skiej wsi po woj­nie. Uwa­żam, że to nie­zwy­kle istot­ne – rze­czy, któ­re prze­ży­ły inwa­zję i prze­trwa­ły ten czas, jak te opi­sa­ne w mojej nowe­li, nabie­ra­ją coraz więk­sze­go zna­cze­nia.

Jest to więc tak­że opo­wieść o stra­cie i o tym, co może­my prze­nieść w przy­szłość. A przy­naj­mniej nie­któ­rzy z nas mogą to zro­bić.

Sam nie posia­dam przed­mio­tów mate­rial­nych. Wszyst­kie waż­ne rze­czy, któ­re mia­łem przed inwa­zją, prze­pa­dły [biblio­te­ka pisa­rza zosta­ła w domu uszko­dzo­nym pod­czas oku­pa­cji Hostom­la przez woj­ska rosyj­skie w pierw­szym okre­sie inwa­zji – Ł.K.].

Dlatego tak bardzo mi zależy, aby czytelnicy zrozumieli, jak ogromne znaczenie ma posiadanie w życiu czegoś, co naprawdę jest nasze.

Czy­tel­nicz­ki i czy­tel­ni­cy nie muszą wyobra­żać sobie obiek­tów z nowe­li, kon­cep­tu­ali­za­cję tych ele­men­tów stwo­rzy­ła Żenia Poło­si­na. Jej ilu­stra­cje są w wie­lu miej­scach ści­śle powią­za­ne z fabu­łą, tekst lite­rac­ki sta­je się rów­nież ich czę­ścią. Czy ten układ w pol­skim wyda­niu jest podob­ny do pro­jek­tu ukra­iń­skie­go i czy autor­ka ilu­stra­cji przy­go­to­wa­ła je samo­dziel­nie czy w poro­zu­mie­niu z tobą?

Tak, oba wyda­nia są iden­tycz­ne. Mój pol­ski wydaw­ca, Warsz­ta­ty Kul­tu­ry, wyko­nał nie­sa­mo­wi­tą pra­cę przy two­rze­niu tej książ­ki. O ile dobrze pamię­tam, widzia­łem pra­ce Żeni we wcze­snych dniach inwa­zji i byłem zdu­mio­ny tym, jak są wspa­nia­łe. Dla­te­go byłem napraw­dę otwar­ty na wszyst­ko, co zro­bi­ła­by z ilu­stra­cja­mi do mojej opo­wie­ści. Ide­al­nie pasu­ją one do tek­stu, wywo­łu­ją poczu­cie obce­go, zdy­stan­so­wa­ne­go, wyob­co­wa­ne­go reali­zmu.

Jeden z najeźdź­ców, któ­ry wtar­gnął do domu Lizy, nazy­wa ją „krzy­wo­sto­pą”. Czy to sło­wo ma jakieś kono­ta­cje kul­tu­ro­we? Czy może cho­dzi po pro­stu o obe­lgę, o poka­za­nie, że oku­pan­ci przy­szli na ukra­iń­ską zie­mię, żeby wszyst­ko zmie­niać według wła­snych kapry­sów, jako narzę­dzia wła­dzy uży­wa­jąc tak­że języ­ka?

Wspo­mnia­na sce­na jest zako­rze­nio­na bez­po­śred­nio w doświad­cze­niach moich bli­skich i wią­że się z oku­pa­cją Buczy. To histo­ria, któ­rą moi rodzi­ce usły­sze­li od pew­nej kobie­ty, gdy się ukry­wa­li. Zacy­to­wa­łem wymia­nę zdań mię­dzy star­szą kobie­tą a mło­dym oku­pan­tem, któ­ry użył sło­wa „косолапая” („krzy­wo­sto­pa”). Możesz w tym sło­wie wyczuć praw­dzi­wie „rosyj­skie­go ducha”. W przy­wo­ła­nej obe­ldze jest jed­nak tak­że jakaś czu­łość, ponie­waż ów czło­wiek przy­po­mi­na sobie wów­czas inną star­szą kobie­tę, myśli o swo­jej bab­ci w jego wła­snym domu – i dla­te­go w mojej histo­rii nie krzyw­dzi Lizy. To napraw­dę nie­sa­mo­wi­te, bo z jed­nej stro­ny ów rosyj­ski ter­min, nasy­co­ny sprzecz­ny­mi emo­cja­mi, nie­sie w sobie tę pew­ność Rosjan, że mogą tu zabi­jać wszyst­kich wokół, a z dru­giej stro­ny chło­piec, o któ­rym opo­wie­dzia­łem, prze­cież wciąż myśli o swo­jej bab­ci.

Czy w nowe­li znaj­du­ją się jakieś inne ele­men­ty two­jej bio­gra­fii lub bio­gra­fii two­ich rodzi­ców, krew­nych?

Bez­po­śred­nio z doświad­czeń moich rodzi­ców zaczerp­ną­łem dia­lo­gi pro­wa­dzo­ne w piw­ni­cy, gdy Liza i Sonia pró­bu­ją się razem ukryć, oraz ogól­ne poczu­cie wię­zi mię­dzy obcy­mi ludź­mi, któ­rych łączy wspól­ne dra­ma­tycz­ne doświad­cze­nie. Pozo­sta­łe epi­zo­dy sta­no­wią nato­miast pew­ne uogól­nie­nie histo­rii, któ­re poja­wia­ły się po oku­pa­cji w całym regio­nie kijow­skim – to pró­ba uchwy­ce­nia wspól­nych doświad­czeń. Mój pomysł pole­gał na stwo­rze­niu mie­szan­ki łączą­cej opo­wieść opar­tą na fak­tach i baśń. Ta baśnio­wość histo­rii mia­ła mi pomóc w zbu­do­wa­niu nar­ra­cji zdol­nej prze­kra­czać gra­ni­ce cza­su i tery­to­riów. Wcze­śniej w odnie­sie­niu do Zmie­szam z węglem two­ją krew roz­ma­wia­li­śmy o prze­pi­sy­wa­niu histo­rii i lokal­ne­go kon­tek­stu; tutaj moim zamia­rem było stwo­rze­nie opo­wie­ści moż­li­wie jak naj­bar­dziej uni­wer­sal­nej, bli­skiej kon­tek­sto­wi świa­to­we­mu. Chcia­łem poka­zać, że opo­wia­da­jąc histo­rię wschod­niej czę­ści moje­go kra­ju, być może opo­wia­dam rów­nież histo­rię pół­noc­nej czę­ści two­je­go kra­ju albo połu­dnio­wej czę­ści kra­ju inne­go czło­wie­ka – i pró­bu­ję cię zain­spi­ro­wać, spra­wić, żebyś tam poje­chał i zoba­czył to na wła­sne oczy.

O tak, lek­tu­ra Zmie­szam z węglem two­ją krew skło­ni­ła mnie do zba­da­nia mitu, jaki wokół pew­nej mło­dzie­żo­wej gru­py par­ty­zanc­kiej stwo­rzy­ła komu­ni­stycz­na wła­dza w moim mie­ście. Zwłasz­cza że jako matry­cy uży­ła meto­dy, któ­rą radziec­ka pro­pa­gan­da zasto­so­wa­ła wobec „anty­fa­szy­stów” z Mło­dej Gwar­dii z Kra­sno­do­nu (obec­nie Soro­ky­ne) w Ukra­inie. W roz­dzia­le o Lisi­czań­sku krót­ko poka­za­łeś, że ów mit wciąż jest obec­ny w rosyj­skich nar­ra­cjach – z jed­nej stro­ny sca­lo­ny z nar­ra­cją o Wiel­kiej Woj­nie Ojczyź­nia­nej, z dru­giej wyko­rzy­sty­wa­ny do opo­wia­da­nia histo­rii OUN-UPA, a więc wspie­ra­ją­cy prze­ka­zy o „faszy­stow­skiej” Ukra­inie.

Natkną­łem się rów­nież na wspo­mnie­nie o tych mło­dych ludziach w Bach­mu­cie. Mie­li tam książ­kę wyda­ną przez lokal­ne muzeum histo­rycz­ne, ale nie wiem, gdzie dziś jej szu­kać, gdzie obec­nie znaj­du­je się całe ich archi­wum ani co się w nim tak napraw­dę znaj­do­wa­ło. Nie roz­wi­ja­łem wów­czas tego tema­tu, ponie­waż byłem prze­ko­na­ny, że mogło­by mnie to znacz­nie odsu­nąć od kie­run­ku moje­go głów­ne­go bada­nia. Jeśli masz wie­le wąt­ków i histo­rii, w pra­cy nad tek­stem musisz sku­pić się na tym, co uwa­żasz po pro­stu za naj­waż­niej­sze.

W Kryp­to­ni­mie dla Hio­ba…, i to nie tyl­ko w tytu­le, czer­piesz sym­bo­li­kę z Biblii. Przy­pusz­czam, że nie robisz tego z pozy­cji oso­by wie­rzą­cej, a raczej dla­te­go, że to wiel­ka, pier­wot­na struk­tu­ra nar­ra­cyj­na. Cze­go w niej szu­kasz?

To świet­ne pyta­nie. Myślę, że tym, cze­go w niej szu­kam, jest trans­cen­den­tal­na histo­ria. Histo­ria i posta­ci, któ­re mogą prze­trwać pró­bę cza­su. Szu­kam sym­bo­li, któ­re są powszech­nie zro­zu­mia­łe, przy­naj­mniej w ogól­nych euro­pej­skich kon­tek­stach chrze­ści­jań­skich. To coś trwa­łe­go w świe­cie nie­ustan­nych prze­mian – być może pew­na wizja, któ­ra niczym zwier­cia­dło odbi­ja naszą wła­sną rze­czy­wi­stość.

Wróć­my na chwi­lę do Sal­ma­na Rush­die­go. Ponie­waż powie­dział coś, co moim zda­niem wią­że się bez­po­śred­nio z two­im pisa­niem. Nazwał Nóż… książ­ką o miło­ści i śmier­ci, co z kolei two­rzy naj­lep­szą per­spek­ty­wę do opo­wia­da­nia o trau­mie. Zga­dzasz się z nim czy nie – i dla­cze­go?

Moja regu­ła brzmi nie­co ina­czej: miłość, gniew i pamięć. Ponie­waż są to trzy pod­sta­wo­we zasa­dy, któ­re moim zda­niem pozwa­la­ją wyra­żać miłość do osób w naszym oto­cze­niu, skie­ro­wać gniew w stro­nę wro­ga oraz zacho­wać świa­do­mość tego, co się wyda­rzy­ło.

Na koniec chciał­bym zadać ci pyta­nia, któ­rych nie przy­go­to­wa­łem oso­bi­ście. Przed roz­mo­wą zro­bi­łem coś, co jest zbli­żo­ne do tego, o czym opo­wia­dasz w Kryp­to­ni­mie dla Hio­ba… Umie­ści­łeś w książ­ce odpo­wie­dzi, któ­rych udzie­li­li ci zna­jo­mi na pyta­nie zamiesz­czo­ne w mediach spo­łecz­no­ścio­wych („Jaką praw­dę o Ukra­iń­cach ujaw­nił rok trwa­ją­cej inwa­zji i cze­go nauczy­łeś się o sobie?”). Sam zapy­ta­łem moich zna­jo­mych: „O co Polak powi­nien zapy­tać ukra­iń­skie­go pisa­rza i żoł­nie­rza?”. Wybra­łem dwa. Pierw­sze pyta­nie brzmia­ło: co ginie w sztu­ce w takich cza­sach, pod­czas takich doświad­czeń, a co pod­le­ga w niej prze­war­to­ścio­wa­niu i jest uzna­wa­ne za naj­waż­niej­sze?

Myślę, że wła­ści­wa odpo­wiedź brzmi tak: tym, co w sztu­ce umie­ra pod­czas inwa­zji, jest arty­sta. I cho­dzi tu przede wszyst­kim o fizycz­ną śmierć arty­sty – to wła­śnie dzie­je się nie­mal codzien­nie. To naj­waż­niej­sze, co obec­nie się dzie­je. Jak już wspo­mi­na­łem, umie­ra­ją ludzie kul­tu­ry, ale tak­że eko­no­mi­ści, spor­tow­cy i przed­sta­wi­cie­le innych dzie­dzin kul­tu­ry i sztu­ki.

Od kilku lat nie interesuje mnie już formalna strona sztuki – martwię się przede wszystkim o ludzi.

Dru­gie pyta­nie doty­czy two­je­go poko­le­nia, czy­li ludzi, któ­rzy wzię­li na swo­je bar­ki odpo­wie­dzial­ność za kraj. Jak postrze­gasz przy­szłość tego poko­le­nia, jego przy­szłą posta­wę wobec tych, któ­rzy opu­ści­li Ukra­inę lub nie wal­czą?

Nie mogę odpo­wie­dzieć na dru­gą część pyta­nia, sku­pię się na pierw­szej. Wszyst­ko zale­ży od tego, jak dłu­go potrwa inwa­zja, jak dłu­go będzie­my w tych oko­licz­no­ściach, dla któ­rych naj­lep­szym okre­śle­niem jest „stan woj­ny”. Ponie­waż jeste­śmy w sta­nie woj­ny. Nasze cia­ła są w sta­nie woj­ny. Nasze umy­sły są w sta­nie woj­ny. Pod wzglę­dem praw­nym jako kraj i oby­wa­te­le rów­nież znaj­du­je­my się w sta­nie woj­ny. Ale myślę, że poko­le­nie tych, któ­rzy wal­czą za Ukra­inę, będzie jed­nym z naj­więk­szych poko­leń wete­ra­nów w histo­rii. Ci ludzie to praw­dzi­wi boha­te­ro­wie, z wiel­kim poczu­ciem humo­ru, i doko­na­li rze­czy, któ­rych nikt by sobie nie wyobra­ził. Robią to codzien­nie. Myślę, że histo­rie, któ­re opo­wie­dzą kie­dyś, i spo­sób, w jaki radzi­li sobie z pro­ble­ma­mi na fron­cie i w woj­sku, będą inspi­ro­wać nasze spo­łe­czeń­stwo – i nie tyl­ko. Nie­mniej wszyst­ko zale­ży wła­śnie od spo­łe­czeń­stwa, od tego, w jakim stop­niu będzie ono goto­we do kon­ty­nu­owa­nia wal­ki o przy­szłość w poszcze­gól­nych dzie­dzi­nach życia.

Być może teraz ty chcesz mnie o coś zapy­tać – o cokol­wiek – lub powie­dzieć coś nam, ludziom w Pol­sce.

Jestem wdzięcz­ny Pola­kom za ich nie­sa­mo­wi­te wspar­cie, któ­re oka­zy­wa­li przez te wszyst­kie lata. Jestem rów­nież wdzięcz­ny moim wydaw­com, tłu­ma­czom oraz czy­tel­ni­kom za uwa­gę poświę­co­ną moim książ­kom. Mam nadzie­ję, że rów­nież oni znaj­dą dla sie­bie nowych przy­ja­ciół. Dzię­ku­ję!

Roz­mo­wa odby­ła się 3 wrze­śnia 2025 roku via zoom.

 

1 Zob. onli­ne: http://instagram.com/ukrainianmosaics/ [dostęp: 20.01.2026].

2 Zob. Mia­sto – Wale­rian Pid­mo­hyl­ny, onli­ne: https://www.kew.org.pl/produkt/miasto-walerian-pidmohylny [dostęp: 20.01.2026].

3 Zob. Podróż uczo­ne­go dok­to­ra Leonar­da i jego przy­szłej kochan­ki, prze­pięk­nej Alce­sty, do Szwaj­ca­rii Sło­bodz­kiej, onli­ne: https://www.kew.org.pl/produkt/podroz-uczonego-doktora-leonarda/ [dostęp: 20.01.2026].

4 Zob. Kolo­nia. Nowe wie­ki ciem­ne, tom 1, onli­ne: https://www.insignis.pl/ksiazki/kolonia-nowe-wieki-ciemne-tom‑1/ [dostęp: 20.01.2026].

 

– ukraiński pisarz, członek PEN Clubu, kulturoznawca, menadżer kultury, kurator, edukator, tłumacz.

więcej →

– były redaktor działu kultury „Dziennika Łódzkiego” oraz redaktor i autor „Przekroju”.

więcej →

Powiązane teksty

04.04.2026
Rozmowy

Język odgrywa istotną rolę w odczłowieczaniu. Percival Everett jest tego świadomy

Percival Everett, świadomy magicznej mocy języka, posługuje się nim jako bronią, co jest naturalne, bo polem bitwy jest tu fikcja literacka. Słowo staje się narzędziem wymierzania sprawiedliwości, gdyż nie można w tej sprawie liczyć na naturę, Boga ani historię. Pozostaje trzymać się magii języka – mówi Tomasz Macios, tłumacz Drzew, w rozmowie z Amelią Sarnowską.