W mediach czytamy o ofiarach ataku rakietowego: dwóch zabitych, dwudziestu rannych. Celem literatury czy po prostu sztuki jest opowiedzenie historii tych dwóch zabitych i tych dwudziestu rannych ludzi – mówi Ołeksandr Myched w rozmowie z Łukaszem Kaczyńskim.
Łukasz Kaczyński: Przed naszą rozmową przypomniałem sobie rozmowę z Salmanem Rushdiem, którą prowadziłeś na Festiwalu Hey we Lwowie rok temu. Tematem była jego książka Nóż, a uderzyło mnie, że oto widzę dwie rozmawiające ze sobą osoby, które doświadczyły agresji, kruchości życia, jego końca, choć w różny sposób i w różnej skali: osobistej oraz rozciągającej się na cały naród (społeczeństwo). Rushdie między innymi powiedział wtedy, że kontrola nad narracją to źródło władzy i że Rosja chce przekonać wszystkich o istnieniu tylko jednej wersji historii – jej wersji. Chciałbym zapytać cię jako pisarza: czy Ukraina ma dziś kontrolę nad narracją?
Ołeksandr Myched: To świetne pytanie na początek. Mogę odpowiedzieć wyłącznie na podstawie własnych doświadczeń. Nie znam globalnego kontekstu, czyli tego, jak mogłoby to wyglądać w Niemczech, Indiach, Brazylii czy w innych krajach. Ale ogólnie uważam, że Ukraina poradziła sobie świetnie w pierwszych osiemnastu–dwudziestu miesiącach inwazji. Świat zainteresował się naszymi historiami, a my byliśmy gotowi dzielić się nimi we właściwy sposób, tak aby pokazać szerszy kontekst historyczny oraz zrozumienie współczesnej rzeczywistości globalnego świata. Od tego momentu rozgorzało wiele konfliktów na całym świecie i z pewnością na nich również skupiła się uwaga mediów światowych oraz globalnej publiczności. Ale mimo to moc ukraińskiej opowieści jest taka, że dziennikarze, którzy przybyli tutaj w pierwszych miesiącach inwazji, wciąż tu są, wciąż są z nami, stali się naszymi przyjaciółmi i ambasadorami ukraińskiej kultury, historii, a także właśnie tej ukraińskiej narracji. Właśnie wróciłem z wakacji w Barcelonie i widziałem – dla przykładu – jak wiele na księgarskich półkach jest klasycznej literatury rosyjskiej przy jednoczesnym braku książek, które opowiadałyby historię o ukraińskiej odważnej walce i ukraińskim oporze wobec rosyjskich okupantów. To może być przygnębiające, ale wciąż rozumiemy, że Ukraina stara się przetrwać za wszelką cenę, a Rosja kontynuuje ataki na Ukrainę – i robi to w każdej sferze, w tym także w sferze kulturalnej i przestrzeni poznawczej.
Jak z perspektywy pisarza, czyli kogoś, kto tworzy opowieść, postrzegasz to, co dzieje się w sferze wojny kognitywnej?
Według mnie naprawdę ważne jest, aby zrozumieć, że Rosja ma swoje partie polityczne w każdym kraju, przynajmniej w Europie. Zazwyczaj są to ruchy skrajnie prawicowe z wyraźnymi antyunijnymi hasłami, obiecujące proste odpowiedzi na bardzo skomplikowane pytania. Dlatego za każdym razem, gdy zobaczysz w mediach społecznościowych jakiś prowokacyjny, szokujący post lub obraz albo opowieść, która łatwo wyjaśnia złożony charakter jakiejś sprawy, sprawdź, proszę, dwukrotnie, czy nie jest to rosyjski troll lub bot specjalnie zaprojektowany do tworzenia treści dzielących społeczeństwo.
W książce Zmieszam z węglem twoją krew robisz coś, co wydaje mi się cennym zabiegiem właśnie w sferze kognitywnej. Nazwałbym to próbą włączenia ukraińskiego doświadczenia do historii i wyobraźni Zachodu. Pokazujesz, jak wiele miast w obwodach donieckim i ługańskim zostało zbudowanych na początku XX wieku przez ludzi pochodzących z Belgii czy Wielkiej Brytanii (ci oczywiście traktowali to miejsce jak „dziki wschód”, ale to już inna historia). A teraz Rosja wymazuje i niszczy tam wszystko, co jest związane z Europą, co ma rzekomo dowodzić jej wkładu w rozwój wspomnianych terenów. To ważne, bo gdy doświadczenie ukraińskie stanie się trwałą częścią zachodniego krajobrazu kulturowego, zmieni się spojrzenie na rosyjską agresję i niszczenie ukraińskiego dziedzictwa kulturowego. Równocześnie w tym regionie kurczą się tereny pod ukraińską kontrolą, wiele miast, które odwiedziłeś i opisałeś, jest w całości albo w znacznej części zniszczonych lub okupowanych. Nie jest pewne, czy te obszary pozostaną częścią Ukrainy. Jakie skutki może to przynieść w przyszłości?
Z jednej strony jest to część ludobójczej praktyki, zresztą tej, którą Rosja zawsze realizuje. Próbuje wymazać Ukraińców z przestrzeni fizycznej. Ale z drugiej strony na pewno jest to coś, co łączy się z kategorią przyszłości w rozumieniu metafizycznym: my, Ukraińcy, powinniśmy czuć, że dla naszego narodu i dla naszego kraju nie ma przyszłości – i ten zamysł może być realizowany albo przez porywanie naszych dzieci, albo przez ekobójstwo, niszczenie naszej natury.
Jednym z narzędzi, po które sięgają Rosjanie, jest atak na wszystko, co wiąże się z naszą odrębną kulturą. Nie ma w tym przypadku, że uderzają w budynki muzeów, niszczą dziedzictwo kulturowe.
Właśnie w ten sposób realizuje się ciągłość sowieckiej strategii, mającej pokazać, że Ługańszczyzna i Doniecczyzna są wynikiem jedynie sowieckiej industrializacji, a nie efektem obecności Walijczyków, Belgów czy na przykład określonego francuskiego przedsiębiorcy na wschodzie Ukrainy. Właściwie nie jest to niczym nowym. Jednym z najlepszych przykładów, które zwykle podaję, jest to, że Rosjanie nazwali bitwę o Bachmut „bitwą o Artiomowsk”, posługując się dawną nazwą tego miasta. Ponieważ nie walczyli nigdy o przyszłość ludzi, którzy żyją na zajętych obszarach, ani o przyszłość samego terytorium – oni walczą o przeszłość. Walczą o przywrócenie sowieckich duchów i o przywrócenie pomników Lenina. Co do twojego pytania – jakie to będzie miało skutki albo wpływ na okupowane terytoria i na całą kulturę ukraińską – to na pewno powinno zostać zbadane i określone. Z całą pewnością liczba zniszczonych miast jest tak ogromna, a w dodatku nadal rośnie, że pamięć staje się nie tyle pojęciem fizycznym, ile raczej pojęciem wyimaginowanym, cyfrowym, ewentualnie czymś, co jest w naszym umyśle, a nie tym, co można zobaczyć i czego doświadczyć w krajobrazie miasta. Groza rosyjskiej inwazji polega na tym, że nie wiemy, jak długo potrwa, i że nie wiemy, w którym punkcie się znajdujemy. Czy to jest punkt środkowy, czy koniec inwazji, czy dopiero początek? A jeśli to dopiero początek, musimy sobie uświadomić, że więcej rzeczy tego rodzaju, jak właśnie te, o których mowa, jeszcze się wydarzy.
Przeglądając ukraiński internet, niedawno znalazłem świetne archiwum mozaik sowieckich, między innymi znajdujących się w miastach, które teraz są okupowane. Przykładowo w Mariupolu prace Ałły Horskiej Pustułka i Drzewo życia zostały uszkodzone przez rosyjskie rakiety w pierwszych dniach inwazji. Kilka lat temu zostały znalezione pod ceglaną ścianą, za którą je ukryto, ponieważ artystka należąca do grupy szistdesiatnyków była prześladowana i sekowana przez władzę radziecką za działalność na rzecz praw człowieka.
Tak, wszystkie te projekty upamiętniania i doceniania przeszłości zaczęły być realizowane na dużą skalę po Majdanie w 2014 roku. Podobnie jak długoterminowe badania prowadzone przez wybitnego ukraińskiego fotografa Jewhena Nikiforowa1.
Wróćmy do Rushdiego. We Lwowie tłumaczył ci, że napisał Nóż, bo nie chciał, aby to niedoszły zabójca zdefiniował mu dalsze pisarstwo, naznaczył je aktem przemocy. Przez tę książkę Rushdie chciał powiedzieć: „Ja tu jestem pisarzem”. Myślę, że mógł to zrobić, bo agresja, której sam doświadczył, już się zakończyła. Czy ta sytuacja przypomina sytuację, w jakiej jest Ukraina, i czy dopóki ta rosyjska agresja trwa, w pewnym stopniu definiuje ona waszą literaturę? A kiedy się skończy, będzie to inny rozdział czy może literatura dopiero się zacznie?
Nie mam na to pytanie właściwej odpowiedzi, ponieważ największym wyzwaniem w tej chwili jest to, aby ludzie zajmujący się literaturą – i szerzej: kulturą – mogli po prostu przetrwać. To jest główny problem i dzisiaj nie wiem, co oni będą pisać po tym wszystkim, co nas spotyka. Jak już sobie powiedzieliśmy, nie wiadomo również, jak długo to potrwa. Na razie tracimy ludzi we wszystkich dziedzinach kultury – i nie mówimy tu o samej literaturze, ale również o artystach, którzy zostali zabici: malarzach, reżyserach filmowych, operatorach, muzykach. Natomiast największą popularnością na rynku literackim cieszą się obecnie romantyczne powieści fantasy dla młodzieży (young adult fantasy books). Kto jeszcze rok temu mógłby sobie wyobrazić, że to właśnie stanie się największym trendem w tłumaczeniu z całej fali różnych powieści z rynku anglojęzycznego czy amerykańskiego? Ale to właśnie jest literatura, którą zobaczylibyście na półkach księgarni, gdybyście zjawili się w Ukrainie. Chociaż są także wznowienia klasycznych ukraińskich powieści. Wznowieni zostali – obecnie także już w polskich przekładach – Walerian Pidmohylny2, Mike Johannsen3, Ivan Bahriany. Z kolei jednym z największych hitów podczas rosyjskiej inwazji jest Max Kidruk z jego Kolonią…, która niedawno ukazała się również w Polsce4. W Ukrainie jego książka sprzedała się w pięćdziesięciu tysiącach egzemplarzy. To powieść science fiction o przyszłości; akcja rozgrywa się na Marsie. Jest dla nas ogromnie ważne, żebyśmy mieli powieść niedotyczącą inwazji w sposób bezpośredni, ale żebyśmy mieli także pisarza, który próbuje wyobrazić sobie przyszłość. Jak widać, to naprawdę trafiło do czytelników.
Skąd popularność tego rodzaju literatury? To wynik potrzeby eskapizmu, jaki tego typu teksty mogą oferować?
Widziałem wiele książek young adult fantasy i spora część z nich jest do siebie bardzo podobna – mają kolorowe brzegi stron, na okładkach koniecznie muszą znajdować się róże, korony, kości, miecze albo coś w tym stylu. Po to właśnie sięgają obecnie młodzi czytelnicy, to teraz jest największym hitem sprzedażowym. Przypuszczam, że ogromny wpływ ma na to TikTok, ten równoległy wszechświat, do którego sam nie mam dostępu. Recenzje i dyskusje toczące się w bańce TikToka są naprawdę wpływowe, o czym możesz przekonać się samemu, jeśli dzieje się to również w Polsce. Mimo to cieszę się, że Ukraina jest częścią tego globalnego trendu, że nie zostaliśmy odcięci od reszty świata i jego aktualnych zjawisk.
Ty z kolei napisałeś „bajkę dla dorosłych”, tak różną od „baśni dla młodzieży”. Nowela Kotek, Kogutek, Szafka miała w lipcu premierę w Wydawnictwie Warsztatów Kultury w przekładzie Andrija Sawenecia. Opowiadasz w niej o pierwszych momentach inwazji z perspektywy mieszkańców Borodzianki w regionie buczańskim. Czytając tekst, zastanawiałem się, o czym jeszcze ukraińska literatura powinna i chce mówić, co jeszcze chcecie opowiedzieć, co dotąd nie zostało opowiedziane.
To trudny temat. Z jednej strony cała sztuka jako system, we wszystkich jej wymiarach, jest w pewien sposób dokumentem epoki. To bardzo ważne, że jako twórcy jesteśmy świadkami teraźniejszości, więc powinniśmy pozostawić nasze świadectwa aktualnych wydarzeń. Wspominaliśmy o tym – minęło już parę lat od inwazji, a w tym czasie doszło do tylu tragicznych wydarzeń, które gromadzą się i odkładają w nas jako ludziach.
Gdy rozmawialiśmy o regionach wschodniej Ukrainy okupowanych przez Rosję, użyłeś naprawdę ładnego słowa: „kurczenie się”, więc tak – pamięć również się kurczy, i jest to tak ogromnie intensywnie odczuwalne w swoim tragizmie.
Powinniśmy jednak rozmawiać o tych wydarzeniach, których doświadczyliśmy i doświadczamy, ponieważ jeśli przeczytamy o nich jedynie w nagłówkach artykułów w prasie, na „paskach” wiadomości, będziemy znać jedynie wynik jakiegoś ataku rakietowego: dwóch zabitych, dwudziestu rannych, coś w tym rodzaju. A celem literatury czy po prostu sztuki jest opowiedzenie historii tych dwóch zabitych i tych dwudziestu rannych ludzi. To jest moje rozumienie tego, co powinienem teraz robić. Z drugiej strony każdy z nas podąża swoją własną ścieżką, z własnymi traumami, doświadczeniami, ale naprawdę trudno jest przekazać istotę tych doświadczeń innym ludziom, jeśli zachowamy milczenie. Dzielenie się tymi historiami jest tak ważne również dlatego, że istnieją luki między naszymi doświadczeniami i one mogą być wypełnione, oczywiście jeśli ktoś jest zainteresowany tego rodzaju rozmową.
A co z historią, zarówno tą niedawną, jak i odleglejszą, co z tożsamością? Czy dostrzegasz tematy i zagadnienia, które powinny być przedmiotem literatury?
Wciąż marzę o napisaniu powieści o belgijskiej wyprawie na wschód Ukrainy. Ogromnej przygodowej powieści wschodniej, napisanej w klasycznym stylu dziewiętnastowiecznej powieści.
Wydaje się, że nowelę Kotek, Kogutek, Szafka i pełen faktograficznych detali esej Kryptonim dla Hioba. Kroniki inwazji pisałeś równolegle. W obu można znaleźć pewne podobne rozpoznania, powiązane ze sobą problemy, choć poddane innej literackiej obróbce. W obu celem zdaje się opowiedzenie z perspektywy jednostki o doświadczeniu, które jest wspólne dla całego narodu, dotyka ogółu społeczeństwa.
Owszem, z pewnością stało się tak, że Kryptonim… był trochę zazdrosny o powstającego Kotka…, bo w pracy nad esejem musiałem w większym stopniu skupić się na tworzeniu fikcji literackiej. Choć praca nad baśnią była tylko krótką pauzą od eseju, to na pewno niektóre pomysły z wczesnych części Kryptonimu… są w niej obecne.
W zakończeniach obu tekstów piszesz, choć inaczej, o tym, jak wojna hibernuje emocje i wewnętrzne napięcie, które czekają w człowieku tylko na ten jeden moment – zwycięstwo – aby zostać uwolnione. Jak byś chciał nazwać i wyrazić niewypowiedziane doświadczenie, nieznane ludziom, którzy nie są Ukraińcami?
Myślę, że to coś, co jest nieosiągalne również dla nas samych. W obu książkach starałem się zaprojektować i wyrazić, jak mogłyby wyglądać ostatni dzień wojny lub pierwszy dzień pokoju, i w obu przypadkach naprawdę trudno było o tym pisać. A teraz, po trzech i pół roku od inwazji, są to rzeczy, których nawet nie mogę sobie wyobrazić.
Kiedy czytałem Kotka…, zadawałem sobie pytanie, dlaczego to książka o ludziach oglądanych z perspektywy ich rzeczy, które stają się świadkami i obserwatorami zdarzeń. Odpowiedziałem sobie, że chodzi tu o czas, o historię i los (który powraca), a przedmioty (i zwierzę) pozwalają doświadczyć tych zjawisk w inny sposób. Czy możesz powiedzieć, jaka jest twoja odpowiedź?
To interesujące, bo dla Ukraińców ta bajka w pierwszej kolejności opowiada o przedmiotach, ponieważ te przedmioty w ukraińskim kontekście są silnymi i zrozumiałymi symbolami – ukraińscy czytelnicy się nad tym nie zastanawiają. Jest to jednak niezwykle interesujące również wtedy, gdy tekst jest rozpatrywany w nowym kontekście, w którym historia tych przedmiotów nie jest znana. Warto zaznaczyć – mówię o tym dla nieznających tej opowieści – że umieściłem w tej historii prawdziwe symboliczne obiekty, które przetrwały (dwa obiekty i jeden kot) w dwóch mieszkaniach. Dla mnie osobiście ważne jest to, że z artystycznego punktu widzenia każdy z trzech głównych bohaterów jest przedstawicielem konkretnego okresu, jak powiedziałeś, określonego momentu historycznego, ale co istotniejsze – jest także przedstawicielem określonego pokolenia. Szafa jest związana z Petrem, reprezentującym najstarszą generację, i jego żoną Lizą; gliniany kogut symbolizuje ich dzieci, Katrię i Andrija, a kotek odsyła do postaci Soni, córki Katrii – z najmłodszego pokolenia. Naprawdę ważne było więc pokazanie powiązań między tymi pokoleniami za pomocą konkretnych przedmiotów. Innym aspektem, który według mnie wiąże się z tymi przedmiotami, jest to, że rosyjska inwazja wymazuje naszą materialność, nasz materialny świat. Tracimy przedmioty, przez które się identyfikowaliśmy, jest więc naprawdę ważne, aby zachować o nich pamięć. W książce użyłem tego znaku, symbolu lub metafory w odniesieniu do łóżka, które spłonęło podczas drugiej wojny światowej, a na którym spali w młodości Petro i Liza. Zainspirowałem się tu opowiadaniem klasycznego ukraińskiego pisarza Hryhora Tiutiunnika, który sam był świadkiem tej wojny. W swoich opowiadaniach z lat 60. XX wieku opisywał materialny świat ukraińskiej wsi po wojnie. Uważam, że to niezwykle istotne – rzeczy, które przeżyły inwazję i przetrwały ten czas, jak te opisane w mojej noweli, nabierają coraz większego znaczenia.
Jest to więc także opowieść o stracie i o tym, co możemy przenieść w przyszłość. A przynajmniej niektórzy z nas mogą to zrobić.
Sam nie posiadam przedmiotów materialnych. Wszystkie ważne rzeczy, które miałem przed inwazją, przepadły [biblioteka pisarza została w domu uszkodzonym podczas okupacji Hostomla przez wojska rosyjskie w pierwszym okresie inwazji – Ł.K.].
Dlatego tak bardzo mi zależy, aby czytelnicy zrozumieli, jak ogromne znaczenie ma posiadanie w życiu czegoś, co naprawdę jest nasze.
Czytelniczki i czytelnicy nie muszą wyobrażać sobie obiektów z noweli, konceptualizację tych elementów stworzyła Żenia Połosina. Jej ilustracje są w wielu miejscach ściśle powiązane z fabułą, tekst literacki staje się również ich częścią. Czy ten układ w polskim wydaniu jest podobny do projektu ukraińskiego i czy autorka ilustracji przygotowała je samodzielnie czy w porozumieniu z tobą?
Tak, oba wydania są identyczne. Mój polski wydawca, Warsztaty Kultury, wykonał niesamowitą pracę przy tworzeniu tej książki. O ile dobrze pamiętam, widziałem prace Żeni we wczesnych dniach inwazji i byłem zdumiony tym, jak są wspaniałe. Dlatego byłem naprawdę otwarty na wszystko, co zrobiłaby z ilustracjami do mojej opowieści. Idealnie pasują one do tekstu, wywołują poczucie obcego, zdystansowanego, wyobcowanego realizmu.
Jeden z najeźdźców, który wtargnął do domu Lizy, nazywa ją „krzywostopą”. Czy to słowo ma jakieś konotacje kulturowe? Czy może chodzi po prostu o obelgę, o pokazanie, że okupanci przyszli na ukraińską ziemię, żeby wszystko zmieniać według własnych kaprysów, jako narzędzia władzy używając także języka?
Wspomniana scena jest zakorzeniona bezpośrednio w doświadczeniach moich bliskich i wiąże się z okupacją Buczy. To historia, którą moi rodzice usłyszeli od pewnej kobiety, gdy się ukrywali. Zacytowałem wymianę zdań między starszą kobietą a młodym okupantem, który użył słowa „косолапая” („krzywostopa”). Możesz w tym słowie wyczuć prawdziwie „rosyjskiego ducha”. W przywołanej obeldze jest jednak także jakaś czułość, ponieważ ów człowiek przypomina sobie wówczas inną starszą kobietę, myśli o swojej babci w jego własnym domu – i dlatego w mojej historii nie krzywdzi Lizy. To naprawdę niesamowite, bo z jednej strony ów rosyjski termin, nasycony sprzecznymi emocjami, niesie w sobie tę pewność Rosjan, że mogą tu zabijać wszystkich wokół, a z drugiej strony chłopiec, o którym opowiedziałem, przecież wciąż myśli o swojej babci.
Czy w noweli znajdują się jakieś inne elementy twojej biografii lub biografii twoich rodziców, krewnych?
Bezpośrednio z doświadczeń moich rodziców zaczerpnąłem dialogi prowadzone w piwnicy, gdy Liza i Sonia próbują się razem ukryć, oraz ogólne poczucie więzi między obcymi ludźmi, których łączy wspólne dramatyczne doświadczenie. Pozostałe epizody stanowią natomiast pewne uogólnienie historii, które pojawiały się po okupacji w całym regionie kijowskim – to próba uchwycenia wspólnych doświadczeń. Mój pomysł polegał na stworzeniu mieszanki łączącej opowieść opartą na faktach i baśń. Ta baśniowość historii miała mi pomóc w zbudowaniu narracji zdolnej przekraczać granice czasu i terytoriów. Wcześniej w odniesieniu do Zmieszam z węglem twoją krew rozmawialiśmy o przepisywaniu historii i lokalnego kontekstu; tutaj moim zamiarem było stworzenie opowieści możliwie jak najbardziej uniwersalnej, bliskiej kontekstowi światowemu. Chciałem pokazać, że opowiadając historię wschodniej części mojego kraju, być może opowiadam również historię północnej części twojego kraju albo południowej części kraju innego człowieka – i próbuję cię zainspirować, sprawić, żebyś tam pojechał i zobaczył to na własne oczy.
O tak, lektura Zmieszam z węglem twoją krew skłoniła mnie do zbadania mitu, jaki wokół pewnej młodzieżowej grupy partyzanckiej stworzyła komunistyczna władza w moim mieście. Zwłaszcza że jako matrycy użyła metody, którą radziecka propaganda zastosowała wobec „antyfaszystów” z Młodej Gwardii z Krasnodonu (obecnie Sorokyne) w Ukrainie. W rozdziale o Lisiczańsku krótko pokazałeś, że ów mit wciąż jest obecny w rosyjskich narracjach – z jednej strony scalony z narracją o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, z drugiej wykorzystywany do opowiadania historii OUN-UPA, a więc wspierający przekazy o „faszystowskiej” Ukrainie.
Natknąłem się również na wspomnienie o tych młodych ludziach w Bachmucie. Mieli tam książkę wydaną przez lokalne muzeum historyczne, ale nie wiem, gdzie dziś jej szukać, gdzie obecnie znajduje się całe ich archiwum ani co się w nim tak naprawdę znajdowało. Nie rozwijałem wówczas tego tematu, ponieważ byłem przekonany, że mogłoby mnie to znacznie odsunąć od kierunku mojego głównego badania. Jeśli masz wiele wątków i historii, w pracy nad tekstem musisz skupić się na tym, co uważasz po prostu za najważniejsze.
W Kryptonimie dla Hioba…, i to nie tylko w tytule, czerpiesz symbolikę z Biblii. Przypuszczam, że nie robisz tego z pozycji osoby wierzącej, a raczej dlatego, że to wielka, pierwotna struktura narracyjna. Czego w niej szukasz?
To świetne pytanie. Myślę, że tym, czego w niej szukam, jest transcendentalna historia. Historia i postaci, które mogą przetrwać próbę czasu. Szukam symboli, które są powszechnie zrozumiałe, przynajmniej w ogólnych europejskich kontekstach chrześcijańskich. To coś trwałego w świecie nieustannych przemian – być może pewna wizja, która niczym zwierciadło odbija naszą własną rzeczywistość.
Wróćmy na chwilę do Salmana Rushdiego. Ponieważ powiedział coś, co moim zdaniem wiąże się bezpośrednio z twoim pisaniem. Nazwał Nóż… książką o miłości i śmierci, co z kolei tworzy najlepszą perspektywę do opowiadania o traumie. Zgadzasz się z nim czy nie – i dlaczego?
Moja reguła brzmi nieco inaczej: miłość, gniew i pamięć. Ponieważ są to trzy podstawowe zasady, które moim zdaniem pozwalają wyrażać miłość do osób w naszym otoczeniu, skierować gniew w stronę wroga oraz zachować świadomość tego, co się wydarzyło.
Na koniec chciałbym zadać ci pytania, których nie przygotowałem osobiście. Przed rozmową zrobiłem coś, co jest zbliżone do tego, o czym opowiadasz w Kryptonimie dla Hioba… Umieściłeś w książce odpowiedzi, których udzielili ci znajomi na pytanie zamieszczone w mediach społecznościowych („Jaką prawdę o Ukraińcach ujawnił rok trwającej inwazji i czego nauczyłeś się o sobie?”). Sam zapytałem moich znajomych: „O co Polak powinien zapytać ukraińskiego pisarza i żołnierza?”. Wybrałem dwa. Pierwsze pytanie brzmiało: co ginie w sztuce w takich czasach, podczas takich doświadczeń, a co podlega w niej przewartościowaniu i jest uznawane za najważniejsze?
Myślę, że właściwa odpowiedź brzmi tak: tym, co w sztuce umiera podczas inwazji, jest artysta. I chodzi tu przede wszystkim o fizyczną śmierć artysty – to właśnie dzieje się niemal codziennie. To najważniejsze, co obecnie się dzieje. Jak już wspominałem, umierają ludzie kultury, ale także ekonomiści, sportowcy i przedstawiciele innych dziedzin kultury i sztuki.
Od kilku lat nie interesuje mnie już formalna strona sztuki – martwię się przede wszystkim o ludzi.
Drugie pytanie dotyczy twojego pokolenia, czyli ludzi, którzy wzięli na swoje barki odpowiedzialność za kraj. Jak postrzegasz przyszłość tego pokolenia, jego przyszłą postawę wobec tych, którzy opuścili Ukrainę lub nie walczą?
Nie mogę odpowiedzieć na drugą część pytania, skupię się na pierwszej. Wszystko zależy od tego, jak długo potrwa inwazja, jak długo będziemy w tych okolicznościach, dla których najlepszym określeniem jest „stan wojny”. Ponieważ jesteśmy w stanie wojny. Nasze ciała są w stanie wojny. Nasze umysły są w stanie wojny. Pod względem prawnym jako kraj i obywatele również znajdujemy się w stanie wojny. Ale myślę, że pokolenie tych, którzy walczą za Ukrainę, będzie jednym z największych pokoleń weteranów w historii. Ci ludzie to prawdziwi bohaterowie, z wielkim poczuciem humoru, i dokonali rzeczy, których nikt by sobie nie wyobraził. Robią to codziennie. Myślę, że historie, które opowiedzą kiedyś, i sposób, w jaki radzili sobie z problemami na froncie i w wojsku, będą inspirować nasze społeczeństwo – i nie tylko. Niemniej wszystko zależy właśnie od społeczeństwa, od tego, w jakim stopniu będzie ono gotowe do kontynuowania walki o przyszłość w poszczególnych dziedzinach życia.
Być może teraz ty chcesz mnie o coś zapytać – o cokolwiek – lub powiedzieć coś nam, ludziom w Polsce.
Jestem wdzięczny Polakom za ich niesamowite wsparcie, które okazywali przez te wszystkie lata. Jestem również wdzięczny moim wydawcom, tłumaczom oraz czytelnikom za uwagę poświęconą moim książkom. Mam nadzieję, że również oni znajdą dla siebie nowych przyjaciół. Dziękuję!
Rozmowa odbyła się 3 września 2025 roku via zoom.
1 Zob. online: http://instagram.com/ukrainianmosaics/ [dostęp: 20.01.2026].
2 Zob. Miasto – Walerian Pidmohylny, online: https://www.kew.org.pl/produkt/miasto-walerian-pidmohylny [dostęp: 20.01.2026].
3 Zob. Podróż uczonego doktora Leonarda i jego przyszłej kochanki, przepięknej Alcesty, do Szwajcarii Słobodzkiej, online: https://www.kew.org.pl/produkt/podroz-uczonego-doktora-leonarda/ [dostęp: 20.01.2026].
4 Zob. Kolonia. Nowe wieki ciemne, tom 1, online: https://www.insignis.pl/ksiazki/kolonia-nowe-wieki-ciemne-tom‑1/ [dostęp: 20.01.2026].
