„Zachwyt i rozpacz to moje znaki szczególne”, pisała w wierszu noblistka. Znam jeszcze przynajmniej jednego autora z wyróżnieniem Akademii Szwedzkiej, który mógłby napisać te słowa, choć pewnie w tym przypadku rozpacz wyprzedziłaby zachwyt. To, co zapisałam poniżej, stanowi garść refleksji poczynionych na marginesie jednego z przykurzonych tekstów kochanka Śródziemnomorza – Alberta Camusa.
Rękopis znaleziony
W przepastnych zbiorach Fonds Albert Camus znajduje się sto pięćdziesiąt pudeł z dorobkiem piśmienniczym autora Dżumy: rękopisami, maszynopisami z adnotacjami, tekstami publicystyczno-politycznymi, artykułami, przedmowami, wykładami, rozproszonymi notatkami i korespondencją. Niewiele mniej kartonów zajmują opracowania jego twórczości, imponujące materiały zgromadzone przez Oliviera Todda i różnego rodzaju artefakty pozwalające zachować pamięć o myśli i życiu algiersko-francuskiego pisarza i filozofa. Dostać się do archiwum Alberta Camusa w Aix-en-Provence nie jest łatwo. Zgodnie z instrukcjami przygotowuję spójny projekt badawczy, wskazuję materiały, które chciałabym otrzymać do wglądu, wymyślam spektakularne efekty moich analiz – i czekam na decyzję. Po kilku miesiącach otrzymam od córki pisarza Catherine Camus zgodę na dostęp do archiwum. Czasu pozostaje niewiele, ostatecznie w Bibliothèque Méjanes we francuskiej Prowansji spędzam trzy, otoczone weekendem i świętami, letnie dni. Jako pierwszą otrzymuję teczkę opisaną „Le Minotaure ou la Halte d’Oran”. Tekst przeze mnie wybrany, ale wcale nie najważniejszy spośród innych znajdujących się na mojej liście. Poświęcam mu cały dzień, bo choć wiem, że w takim tempie nie zdążę przeczytać wszystkiego, nie mogę się od niego oderwać:
Początek napisany odręcznie, na papierze firmowym paryskiego Combat. Papier jest gładki, tekst zwarty, z pojedynczymi tylko skreśleniami. Pismo proste, raczej czytelne, ale nie pedantyczne, to pisanie dla siebie. Dalej maszynopis z odręcznymi skreśleniami i dopiskami. Odręczna często interpunkcja, czasem również akcentowanie1.
Zamknięty w Lecie (tomie esejów Camusa, poza pierwszym wydaniem na trwałe połączonym wydawniczo z wcześniejszymi Zaślubinami) Minotaur albo popas w Oranie ukazuje się drukiem w Gallimardzie w 1959 roku. Zagadką pozostaje rzeczywisty czas pracy nad szkicem, ponieważ choć autor opatruje go datą 1939, redaktor Œuvres complètes, czyli dzieł zebranych Camusa, Roger Quilliot za bardziej prawdopodobne uznaje, że pisarz pracę nad nim rozpoczął podczas pobytu w Oranie rok później. Tekst został poprawiony w 1941 roku, a ostatecznie zrewidowany przez Camusa dwanaście lat później. Polszczyzna zawdzięcza go Marii Leśniewskiej (małą wielką książkę w 1981 roku opublikowało Wydawnictwo Literackie)2.
Wyjątkowy jest sposób, w jaki Camus wyraża myśli w Minotaurze… Poezja spotyka się tu z prozą życia, dosłownie, Camus-filozof z aforystycznym zacięciem z Camusem-dziennikarzem. W tej drugiej roli autor Obcego debiutuje w grudniu 1938 roku w nowo powstałym dzienniku „Alger Républicain”3, i choć w tym tekście nie będę rekonstruować spostrzeżeń dotyczących Oranu tamtego czasu, warto odnotować, jak uważnym obserwatorem i kronikarzem był Camus. Dostajemy tekst przyziemnie sensualny: jego bohaterem (niby) jest rozgrzany przez słońce, odwrócony plecami do morza, zakurzony i skamieniały Oran, a jednocześnie (w rzeczywistości) są nim zawieszone w czasie i przestrzeni rozważania o byciu w świecie. Dostajemy tekst filozoficzny, niewątpliwie zdradzający wiodące aspekty myśli Camusa. Dostajemy tekst, który, jak mi się zdaje, będzie tylko coraz bardziej aktualny – to literacki reportaż „z nadwyżką”, by posłużyć się idiomem Hanny Krall. Będzie więc o tej nadwyżce.
Zaludniona samotność
Bez jakiegokolwiek rozbiegu Camus wrzuca czytelniczki i czytelników w przedmiot swoich egzystencjalnych utrapień już w otwierającym szkic akapicie:
Nie ma już pustyń. Nie ma już wysp. A przecież odczuwamy ich potrzebę. Aby zrozumieć świat, trzeba się czasem odwrócić od niego; aby lepiej służyć ludziom – trzymać się od nich przez chwilę z dala. Ale gdzie znaleźć samotność niezbędną dla siły, długi oddech, by skupić umysł i zmierzyć odwagę?4
I dalej:
Nawet pustynia nabrała sensu, przeładowano ją poezją. Jest Mekką dla wszystkich cierpień świata. Ale w pewnych chwilach serce pragnie akurat miejsc bez poezji.
Poczucie oblężenia, ciasnoty, zabetonowania, uporczywego wypełniania treścią i nadawania znaczeń to jakże trafny opis naszego krajobrazu – tak zewnętrznego, jak i wewnętrznego. Camusowi jednak ten stan towarzyszył już lata temu. W deklarowanym czasie pisania, czyli w 1939 roku, przyszły pisarz mieszka jeszcze w rodzinnym Algierze, rok później wyjedzie do Paryża. Kiedy miasto zajmą Niemcy, przeniesie się do Lyonu, a stamtąd na krótko wróci do Algierii, właśnie do Oranu. W 1942 roku przyjedzie do stolicy Francji na stałe, do ojczyzny już nie wróci.
Choć przez całe późniejsze życie zabiegał o akces do wspólnoty, młody Camus szuka w samotności wytchnienia i regeneracji. To znamienne, zwłaszcza gdy prześledzi się wydane właśnie po raz pierwszy w całości po polsku Notatniki5, w których „samotność” (ciążąca, dojmująca) odmieniana jest przez wszystkie przypadki. A może wcale nie ma tu kolizji, skoro proklamowana samotność jest mu potrzebna do tego, by „zrozumieć świat” i „lepiej służyć ludziom”; jest przystankiem w drodze do bycia razem i bycia dla. Na zawieszone pytanie: „Gdzie znaleźć samotność?”, Camus odpowiada: w wielkich miastach, choć nie każde z nich się do tego nadaje. Paryż, Florencja, Praga, Salzburg, Wiedeń (słowem: Zachód) odpadają jako „zbyt pełne zgiełku przeszłości, [gdzie] ciszy w nich nie dostaje”. Nie zmienia to faktu, że „zaludnionej samotności” właśnie tam się szuka. Eseista, któremu znana jest wspólnota jako gra – na boisku i w teatrze – pisze więc o gremialnym uczestnictwie w tej bezpiecznej samotności z wyboru. Wspomniane miasta dawały („Ileż umysłów nurzało się w tej podróży między pokojem hotelowym a starymi kamieniami Wyspy Świętego Ludwika”) i wciąż dają możliwość wybrania sobie towarzystwa z doskoku, wspólnej zabawy i beztroskiego zerwania w chwili, gdy najdzie nas na to ochota (nieodbieranego więc jako zerwanie). W tego rodzaju aglomeracjach można zarówno „[z]ginąć z osamotnienia”, jak i – to o tych, którzy wiedzą, czego chcą – „[znaleźć] powody dla wzrostu i samopotwierdzenia”. Tylko na własnych warunkach, zauważa Camus, można „być i nie być samotnym”.
Opisując to specyficzne kurczenie się krajobrazu, autor Lata podsuwa przypadek Kartezjusza, który w najprężniejszym pod względem handlowym mieście ówczesnej epoki odnalazł pustynię milczącą, taką, którą dopiero on sam wypełnił wielkim poematem, jak określa Rozprawę o metodzie. Amsterdam znany Camusowi jest już pustynią skażoną, a stosunek pisarza do tego miasta widać w pejzażu negatywnym; powieściowo zarysował go w Upadku6. Stąd konkluzja: „Trzeba innych pustyń, by umknąć poezji i odnaleźć spokój kamieni, innych miejsc bez duszy i bez nadziei”. Za właśnie takie miejsce uważa Oran. Dajcie się zabrać na jego ulicę, do sklepów o ekstrawaganckim i absurdalnym wyglądzie, do kawiarń, zakładów fotograficznych i – nie ma tekstu Camusa bez spojrzenia na śmierć – zakładów pogrzebowych7. W międzyczasie notuję:
Czytam dalej maszynopis, wreszcie napotykam duży fragment o Oranie, niemal stronę, cała skreślona. A potem strona napisana odręcznie. Tam kolejne skreślenie. Pismo ulega zmianie, być może pióro towarzyszy dłoni zmęczonej. Albo nie tyle zmęczonej, ile notującej w większym pośpiechu, jakby w obawie, że myśl, opis pustyni Oranu uleci z serca i z głowy.
Rezygnacja z wzniosłości i nuda
Od Oranu jednak nie uciekniemy, a żeby dalej kręcić się po tym lunatycznym i frenetycznym mieście, przydatna może okazać się Camusowska pocztówka. W Minotaurze… wylicza na jednym wdechu:
Santa Cruz wyrzeźbiona w skale, góry, płaskie morze, gwałtowny wiatr i słońce, wielkie żurawie w porcie, pociągi, doki, bulwary nabrzeżne i gigantyczne rampy wspinające się na skałę miejską, a w mieście wieczne zabawy i nuda, zgiełk i samotność.
Na ironicznie wołanie o wzniosłość, które powraca w eseju niczym refren – idei, kultury, stylu życia – pada poważna odpowiedź:
Może istotnie wszystko tu nie jest dość wzniosłe, ale wielką zaletą tych przeludnionych wysp jest fakt, że serce się w nich obnaża. Cisza jest już możliwa jedynie w hałaśliwych miastach.
Ten „cudowny krajobraz”, do którego Camus oprócz piękna natury przytomnie włącza pracę ludzkich rąk na rzecz swojego i następnych pokoleń, zostaje strzaskany przez niezrozumiały zamysł architektoniczny. W przeciwieństwie do Algieru Oran to miasto „zwrócone plecami do morza”, od wody oddzielają go niezliczone klify, nadbrzeża, mola i baseny, „[miasto] powstałe na modłę ślimaka, obracające się wokół siebie samego”, „wielki, okrężny mur, żółty, nakryty twardym niebem”. Ni stąd, ni zowąd w raju zjawia się potwór:
Początkowo błądzisz w labiryncie, szukasz morza jak znaku Ariadny, ale kręcisz się w kółko w dzikich przytłaczających ulicach, aż w końcu Minotaur pożera orańczyków: jest nim nuda. Orańczycy od dawna już nie błądzą. Zgodzili się na to, by ich pożarto.
Przyjścia potwora nic nie zwiastowało, może poza samym tytułem, choć już zestawienie Minotaura z popasem osłabia grozę mitycznej kreatury. Nikt przy zdrowych zmysłach nie odpoczywa w miejscu, w którym obawia się o swoje bezpieczeństwo. Wyjście z kamiennego labiryntu znajduje się – być może – u kresu przytoczonej wyliczanki: wieczne zabawy i nuda, zgiełk i samotność. Nie znając podwójności natury Camusowskiej samotności, można by pomyśleć, że pierwsze człony wymienionych par: wieczne zabawy i zgiełk są nacechowane dodatnio, ponieważ oznaczają ruch, ponieważ wskazują na to, że coś się dzieje. Drugie człony, czyli nuda i samotność, mają zaś konotacje negatywne. Skoro jednak cisza przysługuje jedynie hałaśliwym miastom, a samotność możliwa jest tylko w zgiełku, skoro można chcieć i nie chcieć samotności (to o Camusie), być i nie być samotnym (to o zaludnionej samotności), to może również nuda nie musi wchodzić w konflikt z wiecznymi zabawami. Fernando Pessoa, który uczynił nudę jednym z głównych tematów Księgi niepokoju spisanej przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie, przedstawia różne jej oblicza, nuda za każdym razem inaczej mu się objawia, w końcu podsumowuje: „Ostatecznie chodzi tylko o to, aby tak odczuwać nudę, żeby przy tym nie bolała”8. A skoro nuda będzie trwać, to nie ma znaczenia, ponieważ ostatecznie niewiele różni się od wiecznych zabaw, na które także przecież obojętniejemy, porzucając je bez poczucia straty.
Jeśli w micie wiecznego miasta Camusa pojawia się Minotaur, musi być i Ariadna, ale jej atrybutem nie jest nić, lecz kamień, któremu pisarz przyznaje panowanie nad Oranem. Kamień Oranu, a i jego kurz zdobyły to miasto bez przeszłości. Potwierdzają to tutejsze cmentarze (bynajmniej nie łagodne, jak choćby arabskie nekropolie Algieru), pola kredowych kamieni, jako jedyne ustawione frontami do morza, bezwzględnie odróżnione więc od żyjących. Życia przydaje tu sam krajobraz, purpurowe geranium, kojarzące się Camusowi ze świeżą krwią. Najwyraźniej miasto to ma wielu bogów, znajduje się także pod jurysdykcją nieba: „Jeśli można określić pustynię jako miejsce bez duszy, gdzie jedynym władcą jest niebo, to Oran oczekuje swoich proroków”. W krótkich momentach, kiedy poddamy się nudzie, a słońce ustawi się pod odpowiednim kątem, jego promień może stanowić dla Ariadny nić. To moja impresja, ale korespondująca z myślą człowieka Śródziemnomorza. Tylko mówiąc Minotaurowi „tak”, możliwe jest ocalenie. Tylko wówczas otwieramy się na przygodę życia, ostatecznie wymykając się z objęć potwora:
Mineralne niebo Oranu, jego ulice i drzewa w powłoce kurzu – wszystko sprzyja powstaniu tego świata gęstego i niewzruszonego, w którym serce i rozum nie mogą się oderwać od siebie ani od swego jedynego przedmiotu, człowieka.
Orańczyk jest jednocześnie wygnany i nieusuwalny z tego świata pozbawionego wzniosłości, niepobudzającego umysłu. „Pustka, nuda, obojętne niebo – jakież są uroki tej krainy?”, pyta Camus. „Zapewne samotność, a może i stworzenie”. O takie istnienie, taką samotność i taką nudę orańczyk walczy na jednym ringu z algierczykiem, broniąc „stylu życia”, który został mu nadany i z którego nie potrafi zrezygnować. O tym zaświadczają pomniki Oranu i zmagania jego mieszkańców z kamieniem – budowa portu wiecznego miasta nad bezduszną zatoką staje się aż nadto wymownym aktem.
„Kamyk gładki jak asfodel”
Weźmy ostatni, tym razem żywy symbol, których w Minotaurze… jest o wiele więcej. Plaże Oranu znajdujące się przy bramach miasta, wyludnione jedynie zimą i wiosną, są porośnięte asfodelami. Być może dokładnie te same kwiaty pojawiają się w wydanym w 1942 roku Obcym. Mimo że Camus fabularnie przenosi je na przedmieścia Algieru, Todd ze szczegółami opisuje epizod, który zjednuje opisane w obu tekstach scenerie. Podczas pobytu w Oranie w 1940 roku Camus spędza dużo czasu ze swoim dobrym kolegą, Pierre’em Galindem, któremu ostatecznie dedykuje Minotaura… Pewnego dnia wybierają się na plażę Bouisseville, znajdującą się na przedmieściach Oranu. Wypad ten, a konkretnie poznana wówczas historia, okaże się dla Camusa ważna do tego stopnia, że Mersault z jego debiutanckiej, wydanej już nie za jego życia Śmierci szczęśliwej stanie się słynnym Meursaultem z Obcego. To właśnie tam najprawdopodobniej w sierpniu 1939 roku doszło do incydentu z udziałem Pierre’a, jego kolegów i dwóch Arabów, który od opisanej w powieści sceny szczęśliwie różni się finałem. Arabowie uciekają z plaży, niemniej agresywne przepychanki i atrybuty towarzyszące zgromadzonym mężczyznom (nóż, rewolwer, skwar) dyktują Camusowi scenariusz, który rozsadzi dotychczasowy porządek świata Meursaulta.
Wróćmy do momentu, w którym bohaterowie Obcego dopiero docierają na plażę. Tłumacze, Maria Zenowicz i Marek Bieńczyk, odmalowali nieco odmienne widoki. Cytuję za Bieńczykiem, a więc nowszym przekładem, gdzie expressis verbis pojawia się asfodel (fr. asphodèle), który Zenowicz nazwała złotogłowem (to ta sama roślina, choć złoto trudno uzgodnić z charakteryzującą ją bielą):
Wysiedliśmy na przedmieściu Algieru. Plaża znajduje się nieopodal przystanku. Ale trzeba było najpierw pokonać małe płaskowzgórze, które wznosi się nad morzem i opada ku plaży. Pokrywały je żółte kamyki i asfodele, tak białe na tle mocnego już lazuru9.
Jako wybitny pejzażysta w opisach botanicznych był ultraprecyzyjny. Jeśli pisze o asfodelach, z pewnością ich sobie nie wymyślił, niemniej Camus śródziemnomorski, Camus zanurzony w kulturze antycznej musiał chwytać znaczenie asfodela dla starożytnego Greka: rośliny porastającej łąki, na które trafiamy po śmierci. To kwiat zmarłych, sadzony niegdyś na cmentarzach; kiedy przekwita, jego białe płatki przybierają barwę popiołu. W dziełach Homera dusze herosów spoczywały na polach asfodelowych symbolizujących krainę wiecznej szczęśliwości. W obrastającym śmiercią Obcym (M. umiera mama, M. zabija Araba, M. czeka na śmierć) i w wiecznym mieście Oranie namalowanym w Minotaurze… asfodel staje się paradoksalnym symbolem: śmierci i nieśmiertelności zarazem.
A co z rozpaczą i zachwytem? Pojawiający się w świecie i zamknięci w obłędnie pięknym krajobrazie orańczycy odchodzą na pola kredowych kamieni albo dalej, na asfodelową łąkę, w zależności od ich otwarcia na transcendencję. Tym, co trwa, jest „obojętny dialog” ziemi i morza. Camus zwraca uwagę na sprzeczność uczuć, jaką w człowieku budzi ta niezmienność świata:
Doprowadza go do rozpaczy i do zachwytu. Świat zawsze mówi tylko jedno, najpierw interesuje, potem nuży. Ale w końcu zwycięża na mocy uporu. Ma zawsze rację.
Niedługo później, w 1942 roku, filozof powtórzy tę myśl, pisząc w Micie Syzyfa, że „absurd rodzi się z konfrontacji: ludzkiego wołania i milczenia świata”10. Z początku esej ten nosić miał zupełnie inny tytuł: Uśmiechnięta rozpacz albo szczęście w piekle.
Tekst maszynopisu – nieznacznie, ale jednak odbiega od tekstu opublikowanego. Widać tu ruch redakcyjny (albo to autokorekta, nie wiadomo). Atrament maszyny jest niebieski, zapiski piórem czarne. Papier mocno pożółkły, zwłaszcza ten z Combat. Pojedyncze dopiski ołówkiem, przekreślone i nadpisane słowa.
W zaczytywanej w prowansalskim archiwum pierwszej wersji szkicu po przywołanym wyżej fragmencie Minotaura… napotykam dwa przekreślone zdania: „et il fait lui donner raison. Il n’y a pas de grande œuvre sans monotonie. C’est la signe de la vérité”, co oznacza: „i trzeba mu przyznać rację. Nie ma wielkiego dzieła bez monotonii. To znak prawdziwości” (tłum. własne). Dlaczego Camus wycofuje te słowa? Bo uznaje je za nadwyżkę? Bo ostatecznie wypowiada światu rację, stając po stronie racji własnej, a nudzie wypowiada jej wzniosłość? Bo ruch świadomości rozmija się z odruchem ciała? Być może za odpowiedź posłużyłby ten fragment: „Wspaniała anarchia ludzka przeciwstawia się tutaj zawsze jednakiemu trwaniu morza: dzięki temu ku drodze na zboczu góry wzbija się oszałamiający zapach życia”11.
*
Podczas rewizji tekstu w 1953 roku pisarz opatruje go przypisem sugerującym, że wszelkie jego nadwyżki są planowane, że po latach wciąż warto go czytać:
Ten szkic pochodzi z roku 1939. Czytelnik powinien o tym pamiętać, by osądzić, czym może być Oran dzisiaj. […] Oran, miasto szczęśliwe i realistyczne, nie potrzebuje więc odtąd pisarzy – oczekuje turystów.
Po tym, jak Camus śladem Kartezjusza wypełnił pustynię Oranu swoim poematem, jak tamtejsza ziemia została naznaczona postępem, możliwa jest już tylko zaludniona samotność. Do tego Oran potrzebuje turystów, którzy w wiecznych zabawach i zgiełku umożliwią nudę i samotność z wyboru. Zresztą czy poradzilibyśmy dziś sobie w samotności pozbawionej sensu pustyni? Zamiast odpowiedzi wpuszczam światło z finału Minotaura…: „Jutro być może odjedziemy razem”.
1 W pilnie strzeżonym archiwum nie można robić zdjęć. Nie działa też klimatyzacja, a nieznośny ukrop odrealnia moje doświadczenie. Dlatego poza czytaniem i konfrontowaniem maszynopisu z opublikowaną wersją oryginalną, a gdy było to możliwe, także z dostępnym przekładem, kompulsywnie notowałam wrażenia związane z obcowaniem z tekstem. Kursywą, w nieedytowanej postaci przytaczam zapiski związane z Minotaurem…
2 W niedalekiej przyszłości tekst wróci na księgarskie półki w nowym przekładzie dzięki Państwowemu Instytutowi Wydawniczemu. Jest na co czekać.
3 Dziennikarskie początki Camusa szczegółowo i fascynująco opisuje jego biograf totalny, Olivier Todd, w rozdziałach 14 (Starszy brat) i 15 (Walka) monumentalnego dzieła, jakim jest księga Albert Camus. Biografia, tłum. J. Kortas, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B., 2009.
4 Wszelkie tłumaczenia cytatów, o ile nie podano inaczej, za: A. Camus, Minotaur albo popas w Oranie, [w:] tegoż, Zaślubiny. Lato, tłum. M. Leśniewska, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1981.
5 Tenże, Notatniki, tłum. K. Umiński, T. Swoboda, J.M. Kłoczowski, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2025.
6 Tenże, Upadek, tłum. A. Wasilewska, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2022. Z konkluzji poświęconego Amsterdamowi monologu Jeana-Baptiste’a Clemence’a: „Chciałbym też, żeby dobrze zrozumiał pan to miasto i serce rzeczy! Bo jesteśmy w sercu rzeczy! […] koncentryczne kanały Amsterdamu przypominają kręgi piekła? Piekła mieszczańskiego, oczywiście, zaludnionego złymi snami. Kiedy przybywa się z zewnątrz i przechodzi przez kolejne kręgi, życie, a zatem także jego występki, nabiera gęstości, mrocznieje. Tutaj jesteśmy w ostatnim kręgu. […] środek rzeczy jest właśnie tutaj, chociaż znajdujemy się na krańcu kontynentu. […] W każdym razie czytelnicy gazet i rozpustnicy [jak Clemence definiuje paryżan] nie mogą pójść dalej. […] Zmarznięci zjawiają się w Mexico-City i zamawiają gin we wszystkich językach świata”. Zginą z osamotnienia czy znajdą powody dla wzrostu i samopotwierdzenia? Tego nie wiemy, pewne jest jednak, że główny bohater, sędzia pokutnik, doznaje dojmującej samotności – samotności, której świadomie wybrać chyba nie sposób.
7 W Zeszycie III pierwszego z Notatników Camusa znajdują się rozleglejsze opisy Oranu, poczynione przez niego podczas dwóch podróży do tego miasta. Minotaur… zawiera późniejszy skrót tych obserwacji.
8 F. Pessoa, Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie, tłum. M. Lipszyc, Kraków: Wydawnictwo Lokator, 2013.
9 A. Camus, Obcy, tłum. M. Bieńczyk, Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2022.
10 Tenże, Mit Syzyfa i inne eseje, tłum. J. Guze, Warszawa: Warszawskie Wydawnictwo Muza SA, 2004.
11 Tenże, Minotaur…
