Juliette Gréco interpretująca teksty piosenek Raymonda Queneau na scenach Saint-Germain-des-Prés należy do tych postaci paryskiej kultury, które stały się niemal symbolicznym obrazem powojennego Paryża. Pojawiała się na scenie w charakterystycznej czarnej sukni, prostej, bez ozdób, niemal ascetycznej. Ten strój stał się jej znakiem rozpoznawczym i elementem swoistego manifestu artystycznego: nic nie miało odciągać uwagi od głosu i tekstu. Czerń ubioru podkreślała dramatyzm słów, ich ironiczny i melancholijny charakter. Gréco na scenie prawie się nie poruszała, raczej recytowała, niż śpiewała, przeciągając sylaby, akcentując przewrotne gry językowe, które wplótł w swe utwory Raymond Queneau. Piosenka stawała się performansem, poetyckim wykładem, kabaretowym żartem i filozoficzną medytacją.
Wszystko zaczęło się od listu z 15 czerwca 1949 roku. W korespondencji Gréco poinformowała Queneau, że Joseph Kosma, węgierski kompozytor mieszkający nad Sekwaną, stworzył muzykę do jego wiersza zatytułowanego C‘est bien connu (z tomu poezji L’Instant fatal, 1948) i że zamierza zaśpiewać tę piosenkę podczas ponownego otwarcia Le Bœuf sur le Toit. A trzeba tu zrobić przypis, że słynny w latach 1921–1939 kabaret Le Bœuf sur le Toit, ośrodek paryskiej awangardy, literackiej, muzycznej i malarskiej, gdy w 1949 roku ponownie otworzył się dla publiczności, był już raczej eleganckim towarzyskim klubem jazzowym niż awangardowym kabaretem z epoki Jeana Cocteau czy Dariusa Milhauda. Podobno właśnie ten utwór doradził zaśpiewać Gréco sam Jean-Paul Sartre. Queneau oczywiście wyraził na to zgodę, ale żeby piosenka „chwyciła”, zmieniono – na prośbę Jacques’a Enocha – jej tytuł; nawiązano po prostu do pierwszego wersu wiersza. Jako Si tu t’imagines utwór stał się jednym z pierwszych i najbardziej rozpoznawalnych przebojów Juliette Gréco.
Zanim do wykonywania utworów Queneau zabrali się inni wykonawcy, to właśnie ta dwudziestodwuletnia szansonistka z paryskich kabaretów zwróciła uwagę na mało jeszcze znanego pisarza, autora kilku powieści i tomów wierszy, przyczyniając się do jego popularności. Ale utwory Queneau miały też swoją siłę, szybko wpadały w ucho dzięki ich oszczędnej formie i rytmicznym wersom. Słynny Si tu t’imagines składa się z czterdziestu dziewięciu pięciosylabowych wersów i zawiera liczne powtórzenia oraz anafory. Czwarty wers, „Qu’ça va qu’ça va qu’ça”, zapisany w neofrancuskim jako „Xa va xa va xa”, jest tego najlepszym przykładem – to chwytliwy motyw refrenowy. Nic dziwnego, że utwór ten był wielokrotnie nagrywany przez różnych artystów i wznawiany na licznych płytach przez samą Gréco. Ta paryska piosenkarka nagrała zresztą więcej utworów Queneau, takich jak La Complainte (z cyklu L’Instant fatal) w aranżacji Guy Béart, Chanson de Gervaise w aranżacji Michela Legranda (z muzyką Georges’a Aurica), a towarzyszący filmowi Gervaise (1956), On enterre les chiens ze spektaklu Daleko od Reuil (z muzyką Maurice’a Jarre’a) czy słynną Art poétique. Ten ironiczny manifest poetycki Queneau to lekka, rytmiczna refleksja nad naturą pisania wierszy, utrzymana w stylu pastiszu dydaktycznego, z typową dla autora grą słów i autoironią. Joseph Kosma nadał utworowi melodię liryczno-kabaretową, łączącą melodyjność chanson z subtelną parodią pieśni artystycznej, a Juliette Gréco z powodzeniem wykonywała piosenkę na początku lat 50. nie tylko w kabaretach Le Tabou i La Rose Rouge, ale także w paryskiej Olympii.
Nietrudno sobie wyobrazić te artystyczne i urocze miejsca z przełomu lat 40. i 50. w lewobrzeżnej dzielnicy Saint-Germain-des-Prés, dziś z sentymentem wspominane, w których Gréco, Queneau i ich przyjaciele spotykali się po koncertach i dyskutowali o kolejnych projektach. Czterdziestokilkuletni Queneau był wówczas już duszą towarzystwa i sam zadbał, by ten czas i miejsce przeszło do historii: napisał scenariusz i komentarz do krótkometrażowego filmu w reżyserii Marcela Pagliero zatytułowanego po prostu Saint-Germain-des-Prés (1949), który uchwycił bieżącą atmosferę tej dzielnicy. Wśród statystów same gwiazdy: André Breton, Jean Genet, Gaston Gallimard, Jean Pulhan, Marcel Duhamel, Michelle i Boris Vian, Maurice Merleau-Ponty czy Jean-Paul Sartre. Le Tabou, niewielki klub w piwnicy przy rue Dauphine, z niskim sklepieniem, dusznym od papierosów ciasnym wnętrzem, kilkoma stolikami ustawionymi jeden przy drugim i scenką dla muzyków niemalże wchodzącą w publiczność. Pianino, kontrabas i czasem trąbka nadawały charakterystyczne tło – łącząc piosenkę z improwizacją jazzową. Bywał tam i Miles Davis, z którym Gréco miała krótki romans. Tutaj schodzili się młodzi intelektualiści, studenci Sorbony, pisarze i muzycy jazzowi, tu przesiadywali Albert Camus, Marguerite Duras czy Jacques Audiberti. Tutaj Jean-Paul Sartre wykuwał przy stoliku podwaliny egzystencjalizmu zanim swoje biura przeniósł do Café de Flore i Les Deux Magots, i właśnie tu narodziła się piosenka literacka. To w Le Tabou po raz pierwszy śpiewano utwory oparte na tekstach poetów współczesnych, a jazz łączył się z literaturą. Atmosfera była gęsta od dyskusji filozoficznych i poetyckich. Piosenka nie była tylko rozrywką – była formą dialogu z literaturą, z egzystencjalizmem i z patafizycznym humorem, którego Raymond Queneau był mistrzem.
Wśród słuchaczy nie brakowało postaci, które do dziś tworzą mit Saint-Germain-des-Prés. Oprócz wspomnianego Jean-Paul Sartre’a i Simone de Beauvoir, którzy widzieli w Gréco „muzę egzystencjalizmu”, bywał tam też słynny ze swoich autorskich koktajli Boris Vian, sam doskonale łączący literaturę, jazz i piosenkę. Queneau bardzo cenił jego twórczość, w końcu ułatwił w Gallimardzie jego debiut w 1946 roku. Obaj zresztą mieli te same literackie korzenie: bawili się słowem, łączyli elementy kultury wysokiej i niskiej, i obaj byli prześmiewcami, co przypieczętowywała przynależność do owianego tajemnicą stowarzyszenia Collegium Patafizyki, założonego na cześć Alfreda Jarry. Przedrzeźniali nie tylko dogmaty nauki, ale również Jean-Paul Sartre’a i jego śmiertelnie poważny egzystencjalizm.
Wokół nich krzątali się młodsi, aktorzy młodego teatru – między innymi Gérard Philipe czy Jacques Fabbri, którzy dopiero wkraczali w świat literacko-kabaretowy. Przy innym stoliku siedzieli młodzi poeci i dziennikarze, którzy przychodzili zobaczyć „nowy głos Paryża”. Ale nie tylko ciasna salka Le Tabou przyciągała Queneau i jego rówieśników. Równolegle chodzono do La Rose Rouge przy rue de Rennes, klubu, który miał charakter bardziej teatralny niż literacki; mieściła się tam profesjonalna scena kabaretowa, z kurtyną i dekoracjami. To tam Léo Ferré – poeta-śpiewak, związany z tym kabaretem prezentował swoje pierwsze piosenki literackie, tam przychodził Boris Souvarine (z którym Queneau współpracował w redagowanym przez niego „La Critique Sociale” jeszcze w latach 30. ), reżyserzy i aktorzy jak Jean-Paul Le Chanois, Jean Daniel czy Pierre Dac – satyryk i kronikarz życia kabaretowego, blisko związany z artystami La Rose Rouge. Do tego zestawu odwiedzanych lokali trzeba jeszcze dodać Le Club Saint-Germain, L’Écluse, Le Vieux-Colombier czy Chez Moineau, które gromadziły elitę literacką i dziennikarską tamtego okresu. Stałymi bywalcami tych klubów byli, oprócz już wspomnianych, także Jacques Prévert – mistrz poezji codzienności, autor tekstów piosenek śpiewanych przez Juliette Gréco i Yves’a Montanda, czy Raymond Devos – poeta-komik, późniejszy mistrz gier słownych, który zadebiutował w latach 50. w kabarecie L’Écluse.
Te wszystkie miejsca, rozrzucone po Saint-Germain-des-Prés, słynące z kabaretu i piosenki literackiej, łączyła na swój sposób jedna osoba – Raymond Queneau. Najpierw surrealista, kabareciarz, patafizyk, prześmiewca egzystencjalizmu, matematyk i wydawca, a przede wszystkim pisarz, jeden z tych, którzy „nie dostali Nobla”. Fascynowało go życie języka, matematyka, struktura literacka, ale już mniej – wbrew obowiązującej modzie – filozofia absurdu, tragicznej wolności i patetycznego egzystencjalizmu. Jak mało kto czuł atmosferę paryskiej kawiarni, a inspiracje do swych utworów czerpał ze stolikowych rozmów. Jego osoba znakomicie wpisywała się w klimat lewobrzeżnego Paryża lat 40. i 50. Gdy odnalazł się, a właściwie został odkryty jako autor świetnie wpadających w ucho wierszy, przyszłych piosenek, był w połowie swojej pisarskiej drogi.
Raymond Queneau, urodzony w 1903 roku w Hawrze, gdzie spędził swe dzieciństwo i młodość, pozostaje jedną z najważniejszych postaci literatury francuskiej XX wieku: poetą, powieściopisarzem, eseistą, tłumaczem, edytorem, współzałożycielem grupy Oulipo – Ouvroir de Littérature Potentielle (Warsztat Literatury Potencjalnej). Jego twórczość wyróżnia się nie tyle tematyką społeczną czy psychologiczną (choć i te wątki się pojawiają), co lingwistycznym podejściem do giętkości i możliwości języka. Siłą rzeczy interesowały go eksperymenty formalne, literackie zabawy i wielowarstwowa gra między literaturą „wysoką” a językiem potocznym. Jego biografia bynajmniej nie należy do banalnych.
Początki zainteresowania bardziej życiem literackim niż literaturą, gdy miał już za sobą kilogramy spalonych młodzieńczych rękopisów, sięgają przygody z surrealizmem. Był w tym czasie świeżo upieczonym absolwentem studiów na Sorbonie, gdzie ukończył historię filozofii i psychologię. W 1924 roku poznaje Michela Leirisa, Philippe’a Soupaulta, André Bretona oraz Louisa Aragona, w których towarzystwie doskonale bawi się w ich surrealistycznej centrali w „wykwintnego trupa” dopóty, dopóki nie zostanie powołany na dwa lata do trzeciego pułku żuawów, lekkiej piechoty operującej w Afryce Północnej. Po wojsku żeni się ze szwagierką Bretona, Janine Kahn, poznaje „innych” surrealistów” Jacquesa Préverta, Georgesa Duhamela i malarza Yvesa Tanguy, nieco publikuje, z Bretonem zaś zrywa z powodów osobistych. Gra w szachy, uczy się boksu, prowadzi badania nad „szaleńcami literackimi”, romansuje z kółkami komunistycznymi, rozpoczyna psychoanalizę u pani Lowskiej, siostry Szestowa i uczęszcza na wykłady Alexandre’a Kojèva o Heglu, których będzie później wydawcą (pol. wyd. 1999, Wstęp do wykładów o Heglu, tłum. Światosław Florian Nowicki). Podróżuje w 1932 roku do Grecji, gdzie odkrywa dwa języki: klasyczną grekę, pisaną oraz język mówiony, co zainspiruje go w swoich utworach do zasypywania przepaści między akademickim francuskim a językiem przedmieść i wymyślenia języka neofrancuskiego.
Debiutuje w 1933 roku powieścią Psia trawka (pol. wyd. 2014, tłum. H. Igalson-Tygielska), a po niej ukażą się kolejne: Les derniers jours (1936), autobiograficzna Odile (1937), Les enfants du limon (1938) oraz Sroga zima (1939, pol. wyd. 2019, tłum. H. Igalson-Tygielska). W czasie wojny, po zdemobilizowaniu w lipcu 1940 (gdy wojska hitlerowskie okupowały już Paryż), w 1941 roku zostaje sekretarzem generalnym wydawnictwa Gallimard. Tam też rok później wydaje Pierrot mon ami (1942, pol. wyd. 2002, tłum. A. Wasilewska), następnie Daleko od Reuil (1944, pod. wyd. 2021, tłum. A. Wasilewska). Współpracuje z podziemnymi pismami, prowadzi program literacki w radiu, w Comédie Française poranki poetyckie. W czasie wojny wydaje poemat Ziaux (1943), a także zostaje członkiem jury Prix de la Pléiade oraz francuskiego Związku Pisarzy. Tuż po wojnie jeździ z wykładami do Finlandii i Austrii, mówi o Kryzysie literatury francuskiej. Sam, mocno zdystansowany do literatury nie umiejącej rozliczyć się z kolaboracji z rządem Vichy, wydaje Ćwiczenia stylistyczne (1947, pol. wyd. 2005, tłum. J. Gondowicz). Tą niewinną książeczką, banalną autobusową anegdotą opowiedzianą na 99 różnych sposobów udowadnia – zanim Roland Barthes uwiedziony przez strukturalizm będzie majaczył o „stopniu zero pisania” – że nie ma czegoś takiego jak styl pisania wolnego od historycznych, społecznych czy po prostu stylistycznych i retorycznych konwencji. I właśnie ta zabawna historyjka, w której Queneau bada granice możliwości języka, przenosząc ją na poziom kombinatoryki, przyniosła mu pierwszy literacki sukces. W pewnym sensie była to jego odpowiedź na powojenną nieufność wobec języka, podobną do tej, jaką dokładnie w tym samym roku wyrażał w Londynie Stefan Themerson w Bayamusie. Trudno nazwać to zbiegiem okoliczności, że Themerson w latach 50. będzie pierwszym angielskim wydawcą Ćwiczeń stylistycznych w Gaberbocchus Press, a Queneau zainspiruje się jego teorią poezji semantycznej.
To właśnie w tym momencie, na przełomie lat 40. i 50. rozkwita pogłębione zainteresowanie Queneau językiem, neologizmami, formalnymi eksperymentami od których aż kipi w jego powieściach. Zabawy słowem przenikają też do jego wierszy, a tym samym przemkną do piosenek. W 1948 rokuQueneau wydaje powieść Saint-Glinglin [Święty Nigdy], dwa lata później kultowe opowiadanie Koń trojański (swego czasu zrobiono z niego „ćwiczenia stylistyczne” w nie mniej kultowym klubie Lokator na Meiselsa). W galerii Artiste et Artisan wystawia swoje gwasze. W 1949 roku w repertuarze kabaretu Chez Agnès Capri pojawia się jego À la limite de la forêt [Na skraju lasu] rodzaj literackiego performansu pełnego humoru, ironii i gry językowej. W 1950 roku wydaje poemat o stworzeniu świata, traktat filozoficzny wierszem w sześciu pieśniach Petite Cosmogonie portative [Mała kosmogonia kieszonkowa]. Queneau jest także i śmiertelnie poważny, gdy wyraża swój protest i podpisuje listy protestacyjne w obronie wydawcy pism Sade’a, Henry Millera oskarżonego o „obsceniczność” czy małżeństwa Rosenbergów. W 1951 zostaje członkiem Akademii Goncourtów, w 1952 roku Akademii Humoru, a w 1954 roku zostaje dyrektorem Encyklopedii Plejady. Praca zawodowa idzie w parze z jego karierą jako pisarza. Wielki sukces komercyjny osiągnął Queneau po wydaniu Zazie w metrze (1959, wyd. pol. 2005, tłum. M. Ochab), szczególnie że powieść ta została zekranizowana zaledwie rok od premiery książkowej przez twórcę Nowej Fali – Louisa Malle’a.
Queneau staje się coraz bardziej modny, a jego teksty bawią i rezonują na młodą, intelektualną publiczność, artystów, reżyserów, kabareciarzy. Nie boi się uprawiać żadnej formy literackiej: pisze dialogi do Śmierci w ogrodzie Luisa Boñuela (1956), rok później do Bitter victory [Gorzkie zwycięstwo] Nicholasa Raya, w 1960 do Un Couple [Para] Jeana-Pierre’a Mocky, pisze przedmowy, dzienniki (na razie do szuflady), wydaje eseje (słynne Bâtons, chiffres et lettres, 1950), kolejne powieści. Z tego okresu pochodzi Niedziela życia (1952, pod. wyd. 2016, tłum. H. Igalson-Tygielska), nieco później wychodzą Dzieła zebrane Sally Mary (1962, pol. wyd. 2003, tłum. J. Gondowicz, H. Igalson-Tygielska, A. Wasilewska). W 1952 roku ukazuje się obszerny tom wierszy Si tu t’imagines (zbierające wcześniejsze Ziaux, L’Instant fatal oraz Chêne et chien) z którego piosenkarze wybierają dla siebie te utwory, które wpadają im w ucho, bawią publiczność, świetnie brzmią ze sceny, ba, nadają się nawet do baletu. Choć Queneau nie był zawodowym „tekściarzem” – jego poezje i utwory literackie bez trudu zostają zaadaptowane do świata piosenki, kabaretu i muzyki poważnej.
Zanim wejdziemy w świat jego „piosenkarskiej” kariery (tu zastrzeżenie, Queneau nigdy nie śpiewał swoich utworów), niezbędne są jeszcze dwa uzupełnienia. Wspomnieć trzeba, że jego przesycony ironią esprit, dowcip i intelektualno-ludyczny ładunek jego utworów, ma swoje źródła w Collegium ‘Patafizyki założonym w Paryżu 11 maja 1948 roku. Celem tej podminowanej filozoficzną prowokacją i eksperymentem grupy było uprawianie tego, co wykracza poza metafizykę, czyli ’Patafizyki – definiowanej jako „naukowe studia nad rozwiązaniami wyimaginowanymi” – koncepcji wywodzącej się od Alfreda Jarry i jego dzieła Czyny i myśli doktora Faustrolla, patafizyka (1911, pol. wyd. 2000, tłum. J. Gondowicz). Oprócz działalności edytorskiej, Collegium organizowało spotkania, ceremonie, bankiety, wystawy – wszystko w duchu intelektualnej gry skojarzeń, parodii naukowości. Spotkania odbywały się w restauracjach, kawiarniach, księgarniach, klubach literackich, a czasem w prywatnych domach. Raymond Queneau oficjalnie zostanie przyjęty do Collegium 11 lutego 1950 roku, pięć lat później, zgodnie z duchem nauki o wyjątkach i przypadkach i quasi-urzędowych tytułach, awansuje do godności Wielkiego Mistrza Orderu Wielkiej Kałdulii, a jeszcze później do funkcji Satrapy. Spośród licznie wydawanych kalendariów „ery patafizycznej”, opracowań żartobliwych analiz literackich, matematycznych i językowych, Queneau napisał między innymi patafizyczny esej udawadniający, że – o ile uwzględni się prędkość wiejących wiatrów – to 2+2 = 5 (Kilka zbiorczych uwag odnośnie aerodynamicznych własności dodawania, tłum. J. Gondowicz, „Nowy Wiek” 2006, nr 10). To właśnie w Collegium Queneau zacieśni sieć znajomości z literatami (Jean Lescure, Jacques Duchateau, Boris Vian z którym w 1951 roku założy Club des Savaturiers), artystami (Jeanem Dubuffetem) czy matematykami (od 1948 roku Queneau należał do Towarzystwa Matematycznego) jak Claude Berge czy François Le Lionnais, z którymi w 1960 roku założy grupę Oulipo.
I właśnie ta druga inicjatywa, Warsztat Literatury Potencjalnej, wyrastający z ludyczności i eksperymentu, w pewnym sensie podobny był do Collegium ’Patafizyki, ale bardziej „poważny”, bo oprócz zabawy językiem, humoru i ironii, jego celem było poszukiwanie „literatury potencjalnej”, czyli możliwych form literackich w oparciu o zasady kombinatoryki, matematyki, teorii gier i wszelkich formalnych reguł rządzących literaturą. Zanim oulipijczycy (wśród nich później Perec, Roubaud, Bénabou, Calvino, Mathews) stworzyli cały program badawczy, szukając w historii swoich literatur „plagiatorów przez antycypację”, a więc twórców, którzy tworzyli w duchu Oulipo jeszcze przed jego założeniem, Queneau wkopał kamień milowy: stworzył analogową maszynę do tworzenia sonetów, dzieło wyprzedzające erę komputerów. Chodzi o 10-stronicowy tom sonetów, w którym każdy wiersz, jak wiadomo liczący czternaście wersów, pocięty na 14 pasków, można było dowolnie ze sobą kombinować i wygenerować w sumie tytułowe Sto tysięcy miliardów wierszy (1961, pol. wyd. 2008, adapt. J. Gondowicz). Ktoś policzył, że aby odczytać wszystkie wygenerowane sonety, poświęcając na każdy z nich zaledwie jedną minutę, czytając nieprzerwanie, bez snu, potrzeba… 200 milionów lat.
Te wszystkie doświadczenia literackie, artystyczne i ludyczne, ale także zainteresowania językiem mówionym, formą popularną i dialogiem między „wysoką literaturą” a kulturą masową, przenikały rzecz jasna do wszystkich jego utworów, a niektóre z nich trafiały na scenę. Oprócz wspomnianej Juliette Gréco, do spopularyzowania twórczości Queneau przyczyniło się wielu francuskich muzyków i twórców. Jednymi z nich był francuski kwartet wokalny Les Frères Jacques działający po wojnie przez niemal cztery dekady, w skład którego wchodzili André Bellec, Georges Bellec, François Soubeyran i Paul Tourenne. W swoim repertuarze piosenek literackich i satyrycznych, oprócz Jacquesa Préverta i Borisa Viana mieli kilka utworów Queneau, między innymi.: La pendule, La rue Montorgueil, Ballade en proverbes du vieux temps, Le repas ridicule. Ich specjalnością były komiczne żarty i pastisze klasycznych utworów. Byli mistrzami komizmu w stylu Ionesco i estetycznego ducha Collegium ‘Patafizyki, a ich żywiołem stał się swawolny folklor ulicy, zabawy językiem, groteska i absurd – wypisz wymaluj klimaty samego Raymonda Queneau. W 1954 roku wydali na winylu Ćwiczenia stylistyczne przy wsparciu Yves Roberta, z muzyką, aranżami i orkiestrą Pierre’a Philippe’a. Ich występy nie ograniczyły się tylko do scen francuskich; z opracowanymi utworami, w tym i Queneau, mieli tournée po Niemczech i Szwajcarii. Ich sukces postanowili pół wieku później powtórzyć Les Grandes Gueules, którzy w 2008 roku wydali płytę z 22 Ćwiczeniami stylistycznymi w wersji pop zaaranżowanej przez Bruno Lécossoisa.
Wspomniany Jacques Fabbri, francuski aktor, piosenkarz i komik, w 1957 roku wydał płytę Chante Raymond Queneau na której znalazły się cztery jego utwory: Maigrir, La Pendule, Pauvre type i Le Repas ridicule do której muzykę przygotowali Gérard Calvi ze swoją orkiestrą. Fabbri cenił lekkość, ironię i absurdalne obserwacje życia codziennego, które były charakterystyczne dla twórczości Queneau. W latach 60. zainteresowanie jego utworami nieco przygasło. W 1971 roku ukazał się winyl zatytułowany Suite pour un jeune poète z siedmioma utworami Queneau w aranżacji kilku muzyków: Léo Petit (bass), Teddy Lasry (flet, perkusja, harmonijka), Jean-François Gaël (gitara, perkusja) i w wykonaniu Bachir Touré, Hélène Martin oraz Jean-François Gaël.
Po śmierci Raymonda Queneau w 1976 roku ukazała się płyta Omajakeno przygotowana przez Eve Grillquez i Brigitte Sabuoraud, będąca fonetycznym zapisem Hommage à Queneau. Znalazło się na niej kilkanaście wierszy, tekstów i piosenek Queneau. Tytułowy utwór Si tu t’imagines wykonuje Caroline Cler, utwór Le début et la fin, Encore les pigeons, Haute Société czy Nocturne – Jacques Degor, De l’information nulle a une certaine espèce de poésie – śpiewa Eve Griliquez. Ballade en proverbes du vieux temps do muzyki Maurice’a Jarre’a wykonują Bernard Lavalette, Brigitte Sabouraud oraz Denise Benoit. Na płycie znajdziemy ponadto takich wykonawców jak: Bernard Lavalette, Stéphane Ariel czy Jean-Claude Meral. Oprócz piosenek, wysłuchamy na winylu również kilka Ćwiczeń stylistycznych.
Utwory Queneau na różnych płytach wykonywali w późniejszym czasie Bernard Ascal (Perplexité, Bien au calme), Gilles Maugenest (Ma soeur cosaque). Patrick Roussey pod koniec lat 80. śpiewał utwór Adieu, Hélène Martin wykonywała A propos du groupe de Lorentz. Na warsztat kilka utworów Queneau wziął też Jacques Chailley, między innymi Vieillir, Le petit atome, La java de l’adultère. W latach 90. Jean-Marie Hummel wykonywał Auprès de la fontaine, Chanter comme un cheval, Bataclan I, Bataclan II, Bout de l’an, Ce soir, choć muzykę do tych tekstów Queneau skomponował francuski aranżer i kompozytor André Popp jeszcze na początku lat 50. W 2002 roku François Cotinaud wydał album François Cotinaud fait son Raymond Queneau, w którym łączy improwizację jazzową z recytacją poezji Queneau.
Swego rodzaju przywróceniem pamięci o Raymondzie Queneau, niemalże w czterdziestą rocznicę jego śmierci, było ukazanie się w 2015 roku trzypłytowego boxu zatytułowanego Chansons d’avant l’Oulipo. Pierwsza z trzech płyt obejmuje tylko piosenki Raymonda Queneau z lat 1950–1962. Odnajdujemy na niej klasyczne nagrania największych przebojów w wykonaniu wybitnych artystów, jak Juliette Gréco, Renée „Zizi” Jeanmaire (La Croqueuse des diamants), Roland Petit (La Rue Montorgueil), Les Frères Jacques (La Pendule), Denise Benoit (L’art poétique), Les Garçons de la rue (Saint-Ouen’s Blues), Maria Schell (Chanson de Gervaise), kilka utworów Jacquesa Fabbri (Maigrir, La Pendule, Pauvre type, Le Repas ridicule), utwory w wykonaniu Germaine Montero (Tuilerie de mes peines), Hélène Martin czy Suzy Delair.
Druga z płyt zawiera ponad trzydzieści wersji Ćwiczeń stylistycznych w wykonaniu Jacquesa Fabbri, Jacques Hillinga czy kultowych Les Frères Jacques. Box zamykają na trzeciej płycie piosenki Paula Brafforta z lat 1953–1959, przyjaciela Queneau i członka Oulipo, który w 1981 roku utworzył podgrupę ALAMO (Atelier de Litterature Assistée par la Mathematique et les Ordinateurs) – Pracownię literatury wspomaganej przez matematykę i komputery. Warto choćby w tym miejscu dodać, że to właśnie Braffort jako pierwszy stworzył w 1975 rokuprogram na komputer do nieskończonej lektury Stu tysięcy miliardów wierszy Queneau. Ćwierć wieku później Gilles Maugenest w 2002 roku na płycie Que dit Queneau? włączył kilka sonetów z tego tomu.
Z zupełnie innego rejestru muzycznego, nieco eksperymentalnego, jest wspomniany kilkakrotnie utwór La rue Montorgueil Queneau – pochodzący z fragmentu spektaklu La Croqueuse de Diamants [Pożeraczka diamentów], który miał premierę 21 września 1950 roku w Théâtre Marigny. Raymond Queneau został poproszony przez Roberta Petit o napisanie kilku tekstów piosenek stanowiących komentarz literacki i humorystyczny do akcji spektaklu. Z tego zamówienia powstał cykl utworów – między innymi tytułowa piosenka La Croqueuse de Diamants, La Pendule oraz kilka krótszych miniatur ukazujące codzienne życie przedmieść. Muzykę do nich skomponowali Jean-Michel Damase i Henri Sauguet, kostiumy do spektaklu zaprojektował Christian Bérard, scenografię – André Bazin. Natomiast Roland Petit, tancerz, choreograf i dyrektor Baletów Paryskich, słynący z łączenia tańca klasycznego z elementami musicalu i kabaretu, był oczywiście reżyserem całości.
Petit pragnął stworzyć rodzaj „nowego kabaretu artystycznego”, w którym współczesny język poetycki spotka się z muzyką i plastyką baletową, co doskonale mu się udało, a spektakl był okrzyknięty jednym z najbardziej oryginalnych przedsięwzięć paryskiej sceny muzyczno-tanecznej ostatnich lat. Krytycy pisali o „połączeniu ducha Queneau z lekkością Petit” oraz o nowym typie francuskiego baletu, który nie bał się śmiechu i absurdu. Widziano w tym spektaklu reakcję na powojenną melancholię – afirmację życia, ironiczny komentarz do mieszczańskich mitów o luksusie, kobiecości i miłości. Spektakl był pomyślany jako rewia, w którym taniec, śpiew i słowo mówione przenikały się w lekkiej, ironicznej formie. W roli głównej wystąpiła Zizi Jeanmaire, żona Roberta Petit, będąca zarazem primabaleriną i aktorką śpiewającą. Pod względem formalnym czterdziestominutowa Pożeraczka diamentów była baletem-kabaretem w jednym akcie: składała się z serii epizodów, w których główna bohaterka – uosobienie kobiecego wdzięku i chciwości – zdobywała kolejne diamenty, symbolizujące męskie serca. Powodzenie był tak ogromne, że jeszcze w 1950 roku Queneau i Petit pojechali z tym spektaklem do Stanów Zjednoczonych.
Po tym sukcesie, jesienią 1956 rokumiała miejsce kolejne premiera baletu Valentine ou le Vélo magique [Walentyna, czyli Cudowny rower) w ramach programu Ballets de Paris de Roland Petit, wystawionego w Théâtre de Paris. Choreografią i reżyserią zajął się oczywiście Roland Petit, muzykę skomponował Georges Delerue (znany później z muzyki filmowej), a scenografię i kostiumy przygotował André François, grafik i ilustrator, współpracownik Queneau z czasopisma „Les Temps Modernes”. Tekst libretta w sposób ludyczny opowiadał o dziewczynie o imieniu Valentine, która odkrywa świat wyobraźni i wolności za pomocą „magicznego roweru” – alegorii młodości, ruchu i marzenia. Primabaleriną-Walentyną była oczywiście żona reżysera Zizi Jeanmaire. W późniejszym czasie wykonywała ona także inne utwory Queneau międy innymi .: Madame Irma, Chanson D’Amanda czy Luna-park (do muzyki Michela Legrand), La Fumée d’une cigarette (do muzyki Marcosa Jimeneza), Une vie sans toi (do muzyki Richardo Galliano). Utwory te można odsłuchać. na jej płycie z 2003 roku pt. La liberté est une fleur.
Gdyby jednak odejść na chwilę od piosenki francuskiej i zatrzymać się w obszarze bardziej poważnych aranżacji czy inspiracji twórczością Queneau przez współczesnych mu kompozytorów, to należy wspomnieć o Henri Sauguet (1901–1989), który w 1954 roku stworzył L’Œuf à la coque, małą operę-farsę z librettem opartym na tekście Queneau. Dzieło to utrzymane w lekkim, neoklasycznym tonie, doskonale oddawało absurdalny, językowo-matematyczny humor pisarza. I to libretto musiało się podobać skoro przez pewien spektakl ten znajdował się w repertuarze francuskich scen muzycznych.
André Hodeir (1921–2011), muzykolog, kompozytor i dyrygent, należący do kręgu intelektualnego Collegium ‘Patafizyki, adaptował z kolei fragmenty utworów Queneau, tworząc w 1958 roku jazzowo-kameralny Queneau on the Town. Projekt nie został jednak dokończony i znany jest z rękopisu oraz fragmentarycznych nagrań dokonanych w Radiodiffusion Française. Hodeir był jednym z tych kompozytorów, którzy łączyli humor językowy z dodekafonią, nawiązując do ducha Queneau i Jarry’ego. Utwory inspirowane grą językową Queneau, zwłaszcza jego Ćwiczeniami stylistycznymi, można odnaleźć także w twórczości Georgesa Aperghisa. Z kolei Pascal Dusapin w latach 90. opracował fragmenty Queneau w cyklu pieśni kameralnych wykonywanych przez Ensemble Intercontemporain. W jednym z wywiadów określił Queneau jako „językowego matematyka”, którego rytmiczna proza inspiruje do komponowania muzyki bez melodii, opartej na logice słowa. Pierre Boulez natomiast, choć nigdy nie skomponował muzyki bezpośrednio do żadnego tekstu Queneau, jego analizy rytmu i języka w esejach teoretycznych (na przykad Penser la musique aujourd’hui) dowodzą jego licznych wpływów. Boulez podziwiał Queneau za łączenie rygoru matematycznego z nonszalancją stylu, co odpowiadało jego własnej estetyce serializmu.
René Leibowitz (1913–1972), francuski kompozytor polskiego pochodzenia, który pozostawał w intelektualnym i artystycznym pokrewieństwie z twórczością Raymonda Queneau, podzielał z kolei jego ideę formalnego eksperymentu, logiki i parodii reguł jako źródła poezji i muzyki, traktując jego twórczość jako literacki odpowiednik dodekafonii. Leibowitz i Queneau działali w tym samym kręgu powojennej paryskiej awangardy: bywali w tych samych środowiskach literacko-muzycznych (między innymi Gallimard, Collège de ’Pataphysique, środowiska skupione wokół „Les Temps Modernes” i radia RTF). Oboje interesowali się językiem jako systemem formalnym. O ile Queneau badał strukturę języka naturalnego i logiki zdań, o tyle Leibowitz – formalną gramatykę dźwięków i dodekafonię jako język muzyczny. Zarówno Ćwiczenia stylistyczne (1947), jak i jego traktat Introduction à la musique de douze sons (1949) [Wprowadzenie do muzyki dodekafonicznej] mają wspólny cel: pokazanie, że twórczość może wynikać z zastosowania rygorów formalnych, które same w sobie są źródłem ekspresji.
Ten dość pobieżny przegląd twórczości Raymonda Queneau dowodzi, że jego wpływ na muzykę współczesną jest wielowarstwowy i obejmuje zarówno piosenkę francuską (chanson française), pewnego rodzaju połączenie poezji śpiewanej z piosenką autorską, jak i eksperymenty językowo-rytmiczne, które stały się inspiracją dla twórców od muzyki klasycznej po balet i jazz. Oblicza się, że aranżacji muzycznych doczekało się ponad sto utworów Queneau. Kanon tego repertuaru trzyma się w kulturze muzycznej Francji wciąż dość dobrze i wraca co jakiś czas na scenę i na falach radia. Czasem włączany jest do festiwali literacko-muzycznych, jak choćby w spektaklu „Ces années-là à Saint-Germain des Prés” [Tamte lata w Saint-Germain-des-Prés] wyreżyserowanym przez Jean-Marie Sénia na początku lat 90. XX wieku w Théâtre du Lucernaire w Paryżu, później wystawiany w Théâtre de la Huchette oraz prezentowany w tournée po Francji (między innymi w Lyonie, Nantes, Lille). Był to swego rodzaju hołd dla epoki „egzystencjalistów” i artystycznych kabaretów lat 1945–1955, w których poezja, filozofia i muzyka jazzowa spotykały się w małych salach Saint-Germain. Program obejmował recytacje tekstów Queneau, Viana i Préverta, piosenki Juliette Gréco, a także fragmenty dialogów i wspomnień z Café de Flore, Tabou czy Le Bœuf sur le Toit.
Dziś, trochę z sentymentu, choć dzieli nas od tej epoki ponad siedem dekad, trochę dla poznania klimatu w jakich piosenka francuska się narodziła, a może po prostu dla porównania jej z pierwszą dekadą działalności Piwnicy pod Baranami, mocno zapatrzonej w Saint-Germain-des-Prés, warto odszukać te najsłynniejsze utwory Raymonda Queneau na portalach internetowych i zanurzyć się w atmosferę, jaką na marginesie swojej twórczości kreował ten oulipijczyk, patafizyk, encyklopedysta i redaktor. Nie przestaje mnie jednak nurtować jedna rzecz: gdy francuska kawiarnia zachwycała się Si tu t’imagines, do pracującego w Gallimardzie Queneau, z dalekiego Buenos Aires pisze 7 grudnia 1949 roku Witold Gombrowicz, próbując przekonać go do wydania Ferdydurke. Niestety, nie przekonał go, choć wydawałoby się, że łączy ich podobne poczucie humoru.
