Prasówka (20 lutego 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go w każ­dy pią­tek zapra­sza­my do lek­tu­ry prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Znak”

W naj­now­szym nume­rze „Zna­ku” war­to zwró­cić uwa­gę na fra­pu­ją­cy tekst Idy Świer­koc­kiej Pięk­na, wciąż trzy­dzie­sto­let­nia. Autor­ka ana­li­zu­je wpływ, jaki na recep­cję twór­czo­ści Sylvii Plath ma wtła­cza­nie poet­ki w popkul­tu­ro­we sche­ma­ty, a tak­że odczy­ty­wa­nie wier­szy Ame­ry­kan­ki przez pry­zmat jej licz­nych bio­gra­fii obec­nych na ryn­ku wydaw­ni­czym. Tego rodza­ju prak­ty­ka spra­wia, że nazwi­sko pisar­ki przy­no­si natych­mia­sto­we sko­ja­rze­nia z depre­sją, prze­mo­cą czy samo­bój­stwem, przez co sta­je się ona sym­bo­lem cier­pie­nia wyko­rzy­sty­wa­nym instru­men­tal­nie w dobie tik­to­ko­wych dia­gnoz i powszech­nej mone­ty­za­cji emo­cji. Pro­wa­dzi to do powsta­wa­nia wie­lu krzyw­dzą­cych dla Plath uprosz­czeń.

Świer­koc­ka nie postu­lu­je jed­nak cał­ko­wi­te­go porzu­ce­nia kon­tek­stu bio­gra­ficz­ne­go w toku inter­pre­ta­cji utwo­rów Plath. Było­by to roz­wią­za­nie tak samo sztucz­ne jak jed­no­znacz­ne utoż­sa­mie­nie ich tre­ści z histo­rią życia poet­ki. Autor­ka arty­ku­łu uwa­ża, że pro­blem nale­ży wypo­środ­ko­wać. Zapi­su­je:

Współ­cze­sny język chęt­nie się­ga po kate­go­rie pro­ste i natych­miast roz­po­zna­wal­ne – trau­ma, siła, tok­syczność, „empo­wer­ment”, „like”, „hate” – pod­czas gdy Plath ope­ru­je w obsza­rze o wie­le bar­dziej chwiej­nych napięć: mię­dzy cia­łem a kon­struk­cją, mię­dzy pry­wat­nym a per­for­ma­tyw­nym, mię­dzy roz­pa­dem a aktem twór­czym. Jej poezja nie mówi „tak” ani „nie”, nie sta­je po żad­nej ze stron, nie daje łatwych narzę­dzi interpretacyj­nych.

Trud­no się z tym nie zgo­dzić. Lek­tu­ra tek­stu na pew­no skło­ni czy­tel­nicz­ki i czy­tel­ni­ków do spoj­rze­nia na twór­czość Sylvii Plath z tak wła­śnie przed­sta­wio­nej per­spek­ty­wy.

*

Do innej, ale rów­nie intry­gu­ją­cej reflek­sji skła­nia zamiesz­czo­ne w tym samym nume­rze „Zna­ku” opo­wia­da­nie Domi­ni­ki Sło­wik Drzem­ki, czy­li praw­dzi­we podró­że w cza­sie. Zatrzy­ma­ły­śmy się przy rubry­ce Sta­cji: Lite­ra­tu­ra, w któ­rej został opu­bli­ko­wa­ny wspo­mnia­ny tekst, nie tyl­ko dla­te­go, że mamy za sobą nie­jed­ną godzi­nę prze­sie­dzia­ną na nud­nej kon­fe­ren­cji i wie­my, na czym pole­ga wal­ka z mimo­wol­nie przy­my­ka­ją­cy­mi się powie­ka­mi, kie­dy pre­le­gent czy pre­le­gent­ka zanu­dza­ją nas refe­ra­ta­mi na mało istot­ny temat. Zda­rza się nam, podob­nie jak nar­ra­tor­ce, wpa­try­wać we wska­zów­ki zega­ra, któ­re zatrzy­ma­ły się w miej­scu, i zasta­na­wiać, co tym razem pod­czas naj­bliż­szej prze­rwy zosta­nie zaser­wo­wa­ne przez fir­mę cate­rin­go­wą.

W trak­cie lek­tu­ry tek­stu Sło­wik były­śmy jed­nak w coraz więk­szej mie­rze zain­try­go­wa­ne tema­tem wykła­du, i to mimo absur­dal­nych tre­ści, któ­re ze sobą niósł, a któ­re doty­czy­ły osób „nawie­dza­nych, nawie­dza­ją­cych i podró­żu­ją­cych”. Kim one są? Tego usi­łu­je dowie­dzieć się jeden z uczest­ni­ków kon­fe­ren­cji:

Czy cho­dzi o to, że nawie­dza­ją­cy odwie­dza­ją ludzi, któ­rzy są uwię­zie­ni w swo­im cza­sie, a podró­żu­ją­cy takich, któ­rzy też mogą podró­żo­wać?
Dziew­czy­na uśmiech­nę­ła się i ski­nę­ła gło­wą.

Dokąd zmie­rza­ją Drzem­ki…? Tego nie może­my ujaw­nić, nie chce­my niko­mu psuć przy­jem­no­ści lek­tu­ry. Zdra­dzi­my jed­no: od cza­su do cza­su rów­nież odno­si­my wra­że­nie, że kosmi­ci są wśród nas.

https://www.miesiecznik.znak.com.pl/

Okładka czasopisma „Znak” 2026, nr 849.
„Znak” 2026, nr 849.

„Tygiel Kultury”

W „Tyglu Kul­tu­ry”, wyda­wa­nym przez Dom Lite­ra­tu­ry w Łodzi, dużo miej­sca poświę­co­no spra­wom lokal­nym, a rów­no­cze­śnie atrak­cyj­nym tak­że dla czy­tel­ni­ków spo­za regio­nu. Numer otwie­ra Siła porów­nań, roz­mo­wa Mag­da­le­ny Nowic­kiej-Fran­czak z Aga­tą Zysiak, socjo­loż­ką i badacz­ką spo­łecz­nej histo­rii mia­sta. Wywiad ów poka­zu­je, że Łódź cały czas nie­sie ze sobą inten­syw­ny ładu­nek emo­cji wpły­wa­ją­cych na zbio­ro­wą wyobraź­nię. Jest miej­scem, gdzie sny o „zie­mi obie­ca­nej” spla­ta­ją się z bolącz­ka­mi tere­nów poprze­my­sło­wych. Roz­mów­czy­nie roz­pra­wia­ją się ze ste­reo­ty­po­wy­mi hasła­mi koja­rzo­ny­mi z Łodzią („Pol­ski Man­che­ster”, „czer­wo­ne mia­sto” czy „baweł­nia­ny gród”), pró­bu­ją rów­nież odna­leźć nową siłę tego mia­sta i zde­fi­nio­wać jego odmie­nio­ny wize­ru­nek. Ana­li­zu­ją rolę, któ­rą odgry­wa w regio­nie Uni­wer­sy­tet Łódz­ki (czy cie­ka­wiej upra­wia się naukę poza cen­trum?), wra­ca­ją do rewo­lu­cji z 1905 roku (pra­wa pra­cow­ni­cze, ochro­na śro­do­wi­ska), dia­gno­zu­ją spra­wy lokal­nych oso­bli­wo­ści (pro­jek­cje war­szaw­skich dzien­ni­ka­rzy przy­jeż­dża­ją­cych i odkry­wa­ją­cych „dzi­ką Łódź”). Obra­ny punkt widze­nia poma­ga badacz­kom nie­co polu­zo­wać sta­ry gor­set przy­zwy­cza­jeń zwią­za­nych z myśle­niem o Łodzi. Podob­na reflek­sja od cza­su do cza­su z pew­no­ścią przy­da­ła­by się tak­że innym mia­stom.

*

W Arte­riach – dzia­le „Tygla Kul­tu­ry” – publi­ko­wa­ne są tek­sty mło­dych twór­ców i twór­czyń, nie zawsze jesz­cze sze­ro­ko roz­po­zna­wal­nych, ale zda­niem redak­cji mają­cych poten­cjał, okre­śla­ny jako „obie­cu­ją­cy głos”. Tym „stem­plem dobrej jako­ści” wyróż­nio­no mię­dzy inny­mi opo­wia­da­nie Jasny Reščič Ręka­wicz­ki (w tłu­ma­cze­niu Alek­san­dry Wój­cik). W pro­zie Reščič, sło­weń­skiej pisar­ki od kil­ku lat zwią­za­nej z Pol­ską, lek­kość pro­wa­dze­nia nar­ra­cji nawet banal­ne zda­rze­nia wpro­wa­dza na poziom, dzię­ki któ­re­mu ser­ce nie­jed­ne­go czy­tel­ni­ka zaczy­na bić szyb­ciej. Autor­ka dosko­na­le budu­je napię­cie, two­rzy nie­sa­mo­wi­tą atmos­fe­rę opo­wie­ści, a tak­że – co rów­nie waż­ne – odzwier­cie­dla w fabu­le pew­ne­go rodza­ju pęk­nię­cia opi­sy­wa­nej rze­czy­wi­sto­ści. Naprze­mien­ne waha­nie i impul­syw­ne dzia­ła­nie boha­ter­ki – przed­sta­wio­ne w kontrze do gło­su zdro­we­go roz­sąd­ku – przy­po­mi­na­ją nie­prze­wi­dy­wal­ny ruch kul­ki wrzu­co­nej w koło rulet­ki. Ślad owe­go ruchu wyzna­cza klam­rę kom­po­zy­cyj­ną tek­stu, dzię­ki któ­rej czy­tel­nik może odnieść wra­że­nie, że Reščič na koniec szel­mow­sko się do nie­go uśmie­cha.

Okładka czasopisma „Tygiel Kultury” 2/2025.
„Tygiel Kultury” 2025, nr 2.

„Kraków i Świat”

Tek­sty pre­zen­to­wa­ne w dwu­mie­sięcz­ni­ku „Kra­ków i Świat” sku­pia­ją się wokół Teatru STU. Nie bez powo­du. Kra­kow­ska sce­na obcho­dzi wła­śnie sześć­dzie­sią­tą rocz­ni­cę ist­nie­nia. Z tej oka­zji zało­ży­ciel teatru, Krzysz­tof Jasiń­ski, opo­wia­da Witol­do­wi Bere­sio­wi o swo­jej fascy­na­cji Fau­stem Johan­na Wol­fgan­ga Goethe­go, ponie­waż wła­śnie do tego dzie­ła ma nawią­zy­wać jego naj­now­sze przed­sta­wie­nie. Pre­mie­ra Pana Twar­dow­skie­go Fau­sta Kra­kow­skie­go zapo­wia­da się inte­re­su­ją­co, szcze­gól­nie że reży­ser odno­si się do arcy­dzie­ła nie­miec­kie­go poety w kon­tek­ście filo­zo­ficz­nych roz­wa­żań Rudol­fa Ste­ine­ra. Jasiń­ski opo­wia­da:

Kie­dy Ste­iner brał do ręki „Fau­sta”, nie czy­tał dra­ma­tu. On czy­tał instruk­cję obsłu­gi czło­wie­ka. I choć dziś świat pre­fe­ru­je porad­ni­ki „jak żyć w sied­miu kro­kach”, Ste­iner wolał pod­ręcz­nik dra­ma­tycz­ny o jed­nym czło­wie­ku, któ­ry posta­no­wił ugryźć nie­skoń­czo­ność i zoba­czyć, czy nie pęk­nie mu ząb. Z per­spek­ty­wy Ste­ine­ra „Faust” to nie jest opo­wieść o uczo­nym, któ­ry pod­pi­sał cyro­graf. To jest raport z fron­tu mię­dzy świa­do­mo­ścią a świa­tem, w któ­rym czło­wiek wystę­pu­je jed­no­cze­śnie jako żoł­nierz, ofia­ra i stra­teg. Bar­dzo nowo­cze­sne jak na tekst sprzed dwóch wie­ków.

*

War­to zwró­cić uwa­gę tak­że na roz­mo­wę redak­to­rów „Kra­ko­wa i Świa­ta” ze Zbi­gnie­wem Pre­isne­rem – Spo­tka­nie na szczy­cie w dur i mol. Odwie­dzi­ny redak­cji w domu kom­po­zy­to­ra w Jam­nej w pobli­żu Nowe­go Sącza przy­nio­sły fascy­nu­ją­ce, choć czę­sto gorz­kie reflek­sje nad współ­cze­snym świa­tem. Arty­sta z wro­dzo­ną bez­kom­pro­mi­so­wo­ścią wypo­wia­da się na temat gatun­ku ludz­kie­go, a zwłasz­cza spo­łe­czeń­stwa zamiesz­ku­ją­ce­go kraj nad Wisłą, któ­ry według Pre­isne­ra potrze­bu­je gro­bów, żeby świę­to­wać zwy­cię­stwa. Roz­mów­ca bez owi­ja­nia w baweł­nę wyty­ka nie­udol­ność rzą­dzą­cym, któ­rzy nie potra­fią zadbać o spra­wy fun­da­men­tal­ne dla kul­tu­ry. Jego zda­niem poli­ty­cy zgro­ma­dze­ni w Par­la­men­cie Euro­pej­skim powin­ni wywie­rać nacisk na fir­my typu Spo­ti­fy, żeby te prze­sta­ły okra­dać arty­stów i wypła­ca­ły im godzi­we pie­nią­dze za odtwa­rza­nie ich dzieł. Tak wyra­zi­ste poglą­dy spra­wi­ły, że Zbi­gniew Pre­isner został uho­no­ro­wa­ny przez śro­do­wi­sko maga­zy­nu „Kra­ków i Świat” Meda­lem za Mądrość i Odwa­gę Oby­wa­tel­ską. Co roku wyróż­nie­nie to otrzy­mu­ją ludzie, któ­rzy „w życiu publicz­nym wybie­ra­ją roz­są­dek zamiast hała­su, odpo­wie­dzial­ność zamiast łatwych gestów i kul­tu­rę zamiast jej ersat­zów”.

Pre­isner repre­zen­tu­je wła­śnie wspo­mnia­ną posta­wę, cze­go odzwier­cie­dle­nie znaj­dzie­my w prze­wa­ża­ją­cej czę­ści tek­stu. Nie­mniej gdy kom­po­zy­tor zaczy­na mówić o muzy­ce, któ­ra dla nie­go ma wymiar meta­fi­zycz­ny, jego sło­wa zaczy­na­ją brzmieć zgo­ła odmien­nie:

Muzy­ka zawsze łączy się z meta­fi­zy­ką. Ale kie­dy ją piszę, nie myślę o tym. Za to zawsze sta­ram się kom­po­no­wać muzy­kę, jakiej sam chciał­bym posłu­chać. Piszę dla sie­bie. Może dla­te­go nie jest weso­ła. Kie­ślow­ski mówił, że ludzie dzie­lą się na opty­mi­stów i pesy­mi­stów. My wszy­scy, czy­li Kie­ślow­ski, Pie­sie­wicz i ja, uro­dzi­li­śmy się pesy­mi­sta­mi. Ten pesy­mizm pozwo­lił nam jed­nak robić fil­my, któ­rych nie musie­li­śmy się rano wsty­dzić.

https://krakowiswiat.pl/

Okładka czasopisma „Kraków i Świat” 2026, nr 253–254.
„Kraków i Świat” 2026, nr 1–2.

„Tygodnik Powszechny”

W naj­now­szym nume­rze „Tygo­dni­ka Powszech­ne­go” znaj­dzie­my roz­mo­wę Alek­san­dry Kamiń­skiej z ame­ry­kań­ską pisar­ką Cathe­ri­ne Lacey. Bio­gra­fia X, książ­ka wła­śnie tej autor­ki, nie­daw­no tra­fi­ła w ręce pol­skich czy­tel­ni­ków za spra­wą tłu­macz­ki Kata­rzy­ny Maka­ruk i Wydaw­nic­twa Czar­ne. To opo­wieść o kon­tro­wer­syj­nej arty­st­ce, któ­ra zosta­je zna­le­zio­na mar­twa w swo­jej pra­cow­ni. Jej żona pisze bio­gra­fię uko­cha­nej, sta­ra­jąc się jak naj­peł­niej odtwo­rzyć tajem­ni­czą prze­szłość. W powie­ści powo­jen­na Ame­ry­ka zosta­je podzie­lo­na na postę­po­wą Pół­noc i tota­li­tar­ne Połu­dnie, odgro­dzo­ne od sie­bie murem. Wła­śnie tej alter­na­tyw­nej wer­sji histo­rii Sta­nów Zjed­no­czo­nych poświę­co­na jest pierw­sza część wywia­du. Lacey mówi:

Kie­dy pisa­łam „Bio­gra­fię X”, rze­czy­wi­ście spo­ro myśla­łam o róż­nych miej­scach na świe­cie. Zbie­ra­łam infor­ma­cje o Korei Pół­noc­nej i Połu­dnio­wej. Przez jakiś czas miesz­ka­łam w Ber­li­nie, a mur ber­liń­ski i Muzeum Sta­si sta­ły się punk­ta­mi osa­dze­nia powie­ścio­wej histo­rii.

W dal­szej czę­ści roz­mo­wy opo­wia­da tak­że o zakre­sach moż­li­wo­ści ludz­kie­go umy­słu i o ogra­ni­cze­niach w zro­zu­mie­niu dru­giej oso­by, o wpły­wie reli­gii i kry­zy­su wia­ry na twór­czość; wspo­mi­na rów­nież o pol­skim psy­cho­ana­li­ty­ku Kazi­mie­rzu Dąbrow­skim, zdra­dza­jąc, że to wła­śnie on ode­gra waż­ną rolę w jej naj­now­szej książ­ce.

*

Pre­mie­ra spek­ta­klu Krzysz­to­fa War­li­kow­skie­go Euro­pa, opar­te­go na dra­ma­cie Waj­die­go Mouawa­da, skło­ni­ła Micha­ła Bile­wi­cza, auto­ra książ­ki Trau­ma­land. Pola­cy w cie­niu prze­szło­ści, do roz­wa­żań nad sta­nem psy­chicz­nym ludzi, któ­rzy byli świad­ka­mi mor­do­wa­nia tysię­cy swo­ich roda­ków. Bile­wicz powo­łu­je się na usta­le­nia ame­ry­kań­skie­go psy­chia­try Rober­ta Jay Lifto­na, bada­ją­ce­go oca­la­łych z Holo­kau­stu, i zapi­su­je, że czło­wiek w obli­czu tak ogrom­nej tra­ge­dii ule­ga swe­go rodza­ju śmier­ci sym­bo­licz­nej. Ludzie dozna­ją wów­czas cze­goś w rodza­ju odrę­twie­nia albo – jak pisze dalej Bile­wicz w nie­zwy­kle cie­ka­wym arty­ku­le Mil­czą­cy świad­ko­wie:

zamro­że­nia emo­cjo­nal­ne­go, któ­re pozwa­la odsu­nąć od sie­bie poczu­cie winy z powo­du wła­snej bier­no­ści. Winę zaś wywo­łu­je sam fakt prze­ży­cia wte­dy, gdy inni zgi­nę­li. By zdjąć z sie­bie poczu­cie winy, nale­ży zerwać więź emo­cjo­nal­ną z ofia­rą, co cza­sem – zda­niem Lifto­na – pro­wa­dzi wręcz do iden­ty­fi­ka­cji ze spraw­cą. Jest to spo­sób adap­to­wa­nia się do sytu­acji krań­co­wej, kon­fron­ta­cji ze śmier­cią. Mło­da Euro­pa, boha­ter­ka dra­ma­tu Mouawa­da, cie­szy się wido­kiem pło­ną­cych domów i egze­ku­cji całych rodzin zamor­do­wa­nych przez jej bli­skich. Wyda­je się egzem­pli­fi­ka­cją tego, o czym pisze Lifton.

Jesz­cze póź­niej zaś doda­je:

Euro­pa ze sztu­ki Mouawa­da mogła być jed­ną z licz­nych dziew­czy­nek patrzą­cych na pło­ną­ce get­to war­szaw­skie z karu­ze­li na Pla­cu Kra­siń­skich, przy­wo­ła­nej przez Miło­sza w „Cam­po di Fio­ri”.

https://www.tygodnikpowszechny.pl/?_gl=1*1wfmdm6*_up*MQ..*_gs*MQ..&gclid=Cj0KCQiAhtvMBhDBARIsAL26pjErnUlWD49a0F2XRaO9C7PJCMSvGMHJB9GR1d28uu5rGgQwBD4H9uUaArSAEALw_wcB&gbraid=0AAAAAC2iNUKM0uGiYkKUbcyIitNvW1ZNT#aktualne-wydanie

Okładka czasopisma „Tygodnik Powszechny” 2026, nr 8.
„Tygodnik Powszechny” 2026, nr 8.

– dziennikarka, publicystka, redaktorka, absolwentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

więcej →

– redaktorka, recenzentka literacka.

więcej →

Powiązane teksty