W redakcji „Dziennika Literackiego” wertujemy różnego rodzaju czasopisma w poszukiwaniu interesujących tekstów. Wyławiamy artykuły, które nas intrygują, poruszają, prowokują do rozmowy. Naszym czytelniczkom i czytelnikom również powinny przypaść do gustu. Dlatego w każdy piątek zapraszamy do lektury przeglądu prasy kulturalnej.
„Znak”
W najnowszym numerze „Znaku” warto zwrócić uwagę na frapujący tekst Idy Świerkockiej Piękna, wciąż trzydziestoletnia. Autorka analizuje wpływ, jaki na recepcję twórczości Sylvii Plath ma wtłaczanie poetki w popkulturowe schematy, a także odczytywanie wierszy Amerykanki przez pryzmat jej licznych biografii obecnych na rynku wydawniczym. Tego rodzaju praktyka sprawia, że nazwisko pisarki przynosi natychmiastowe skojarzenia z depresją, przemocą czy samobójstwem, przez co staje się ona symbolem cierpienia wykorzystywanym instrumentalnie w dobie tiktokowych diagnoz i powszechnej monetyzacji emocji. Prowadzi to do powstawania wielu krzywdzących dla Plath uproszczeń.
Świerkocka nie postuluje jednak całkowitego porzucenia kontekstu biograficznego w toku interpretacji utworów Plath. Byłoby to rozwiązanie tak samo sztuczne jak jednoznaczne utożsamienie ich treści z historią życia poetki. Autorka artykułu uważa, że problem należy wypośrodkować. Zapisuje:
Współczesny język chętnie sięga po kategorie proste i natychmiast rozpoznawalne – trauma, siła, toksyczność, „empowerment”, „like”, „hate” – podczas gdy Plath operuje w obszarze o wiele bardziej chwiejnych napięć: między ciałem a konstrukcją, między prywatnym a performatywnym, między rozpadem a aktem twórczym. Jej poezja nie mówi „tak” ani „nie”, nie staje po żadnej ze stron, nie daje łatwych narzędzi interpretacyjnych.
Trudno się z tym nie zgodzić. Lektura tekstu na pewno skłoni czytelniczki i czytelników do spojrzenia na twórczość Sylvii Plath z tak właśnie przedstawionej perspektywy.
*
Do innej, ale równie intrygującej refleksji skłania zamieszczone w tym samym numerze „Znaku” opowiadanie Dominiki Słowik Drzemki, czyli prawdziwe podróże w czasie. Zatrzymałyśmy się przy rubryce Stacji: Literatura, w której został opublikowany wspomniany tekst, nie tylko dlatego, że mamy za sobą niejedną godzinę przesiedzianą na nudnej konferencji i wiemy, na czym polega walka z mimowolnie przymykającymi się powiekami, kiedy prelegent czy prelegentka zanudzają nas referatami na mało istotny temat. Zdarza się nam, podobnie jak narratorce, wpatrywać we wskazówki zegara, które zatrzymały się w miejscu, i zastanawiać, co tym razem podczas najbliższej przerwy zostanie zaserwowane przez firmę cateringową.
W trakcie lektury tekstu Słowik byłyśmy jednak w coraz większej mierze zaintrygowane tematem wykładu, i to mimo absurdalnych treści, które ze sobą niósł, a które dotyczyły osób „nawiedzanych, nawiedzających i podróżujących”. Kim one są? Tego usiłuje dowiedzieć się jeden z uczestników konferencji:
Czy chodzi o to, że nawiedzający odwiedzają ludzi, którzy są uwięzieni w swoim czasie, a podróżujący takich, którzy też mogą podróżować?
Dziewczyna uśmiechnęła się i skinęła głową.
Dokąd zmierzają Drzemki…? Tego nie możemy ujawnić, nie chcemy nikomu psuć przyjemności lektury. Zdradzimy jedno: od czasu do czasu również odnosimy wrażenie, że kosmici są wśród nas.
„Tygiel Kultury”
W „Tyglu Kultury”, wydawanym przez Dom Literatury w Łodzi, dużo miejsca poświęcono sprawom lokalnym, a równocześnie atrakcyjnym także dla czytelników spoza regionu. Numer otwiera Siła porównań, rozmowa Magdaleny Nowickiej-Franczak z Agatą Zysiak, socjolożką i badaczką społecznej historii miasta. Wywiad ów pokazuje, że Łódź cały czas niesie ze sobą intensywny ładunek emocji wpływających na zbiorową wyobraźnię. Jest miejscem, gdzie sny o „ziemi obiecanej” splatają się z bolączkami terenów poprzemysłowych. Rozmówczynie rozprawiają się ze stereotypowymi hasłami kojarzonymi z Łodzią („Polski Manchester”, „czerwone miasto” czy „bawełniany gród”), próbują również odnaleźć nową siłę tego miasta i zdefiniować jego odmieniony wizerunek. Analizują rolę, którą odgrywa w regionie Uniwersytet Łódzki (czy ciekawiej uprawia się naukę poza centrum?), wracają do rewolucji z 1905 roku (prawa pracownicze, ochrona środowiska), diagnozują sprawy lokalnych osobliwości (projekcje warszawskich dziennikarzy przyjeżdżających i odkrywających „dziką Łódź”). Obrany punkt widzenia pomaga badaczkom nieco poluzować stary gorset przyzwyczajeń związanych z myśleniem o Łodzi. Podobna refleksja od czasu do czasu z pewnością przydałaby się także innym miastom.
*
W Arteriach – dziale „Tygla Kultury” – publikowane są teksty młodych twórców i twórczyń, nie zawsze jeszcze szeroko rozpoznawalnych, ale zdaniem redakcji mających potencjał, określany jako „obiecujący głos”. Tym „stemplem dobrej jakości” wyróżniono między innymi opowiadanie Jasny Reščič Rękawiczki (w tłumaczeniu Aleksandry Wójcik). W prozie Reščič, słoweńskiej pisarki od kilku lat związanej z Polską, lekkość prowadzenia narracji nawet banalne zdarzenia wprowadza na poziom, dzięki któremu serce niejednego czytelnika zaczyna bić szybciej. Autorka doskonale buduje napięcie, tworzy niesamowitą atmosferę opowieści, a także – co równie ważne – odzwierciedla w fabule pewnego rodzaju pęknięcia opisywanej rzeczywistości. Naprzemienne wahanie i impulsywne działanie bohaterki – przedstawione w kontrze do głosu zdrowego rozsądku – przypominają nieprzewidywalny ruch kulki wrzuconej w koło ruletki. Ślad owego ruchu wyznacza klamrę kompozycyjną tekstu, dzięki której czytelnik może odnieść wrażenie, że Reščič na koniec szelmowsko się do niego uśmiecha.
„Kraków i Świat”
Teksty prezentowane w dwumiesięczniku „Kraków i Świat” skupiają się wokół Teatru STU. Nie bez powodu. Krakowska scena obchodzi właśnie sześćdziesiątą rocznicę istnienia. Z tej okazji założyciel teatru, Krzysztof Jasiński, opowiada Witoldowi Beresiowi o swojej fascynacji Faustem Johanna Wolfganga Goethego, ponieważ właśnie do tego dzieła ma nawiązywać jego najnowsze przedstawienie. Premiera Pana Twardowskiego Fausta Krakowskiego zapowiada się interesująco, szczególnie że reżyser odnosi się do arcydzieła niemieckiego poety w kontekście filozoficznych rozważań Rudolfa Steinera. Jasiński opowiada:
Kiedy Steiner brał do ręki „Fausta”, nie czytał dramatu. On czytał instrukcję obsługi człowieka. I choć dziś świat preferuje poradniki „jak żyć w siedmiu krokach”, Steiner wolał podręcznik dramatyczny o jednym człowieku, który postanowił ugryźć nieskończoność i zobaczyć, czy nie pęknie mu ząb. Z perspektywy Steinera „Faust” to nie jest opowieść o uczonym, który podpisał cyrograf. To jest raport z frontu między świadomością a światem, w którym człowiek występuje jednocześnie jako żołnierz, ofiara i strateg. Bardzo nowoczesne jak na tekst sprzed dwóch wieków.
*
Warto zwrócić uwagę także na rozmowę redaktorów „Krakowa i Świata” ze Zbigniewem Preisnerem – Spotkanie na szczycie w dur i mol. Odwiedziny redakcji w domu kompozytora w Jamnej w pobliżu Nowego Sącza przyniosły fascynujące, choć często gorzkie refleksje nad współczesnym światem. Artysta z wrodzoną bezkompromisowością wypowiada się na temat gatunku ludzkiego, a zwłaszcza społeczeństwa zamieszkującego kraj nad Wisłą, który według Preisnera potrzebuje grobów, żeby świętować zwycięstwa. Rozmówca bez owijania w bawełnę wytyka nieudolność rządzącym, którzy nie potrafią zadbać o sprawy fundamentalne dla kultury. Jego zdaniem politycy zgromadzeni w Parlamencie Europejskim powinni wywierać nacisk na firmy typu Spotify, żeby te przestały okradać artystów i wypłacały im godziwe pieniądze za odtwarzanie ich dzieł. Tak wyraziste poglądy sprawiły, że Zbigniew Preisner został uhonorowany przez środowisko magazynu „Kraków i Świat” Medalem za Mądrość i Odwagę Obywatelską. Co roku wyróżnienie to otrzymują ludzie, którzy „w życiu publicznym wybierają rozsądek zamiast hałasu, odpowiedzialność zamiast łatwych gestów i kulturę zamiast jej ersatzów”.
Preisner reprezentuje właśnie wspomnianą postawę, czego odzwierciedlenie znajdziemy w przeważającej części tekstu. Niemniej gdy kompozytor zaczyna mówić o muzyce, która dla niego ma wymiar metafizyczny, jego słowa zaczynają brzmieć zgoła odmiennie:
Muzyka zawsze łączy się z metafizyką. Ale kiedy ją piszę, nie myślę o tym. Za to zawsze staram się komponować muzykę, jakiej sam chciałbym posłuchać. Piszę dla siebie. Może dlatego nie jest wesoła. Kieślowski mówił, że ludzie dzielą się na optymistów i pesymistów. My wszyscy, czyli Kieślowski, Piesiewicz i ja, urodziliśmy się pesymistami. Ten pesymizm pozwolił nam jednak robić filmy, których nie musieliśmy się rano wstydzić.
„Tygodnik Powszechny”
W najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego” znajdziemy rozmowę Aleksandry Kamińskiej z amerykańską pisarką Catherine Lacey. Biografia X, książka właśnie tej autorki, niedawno trafiła w ręce polskich czytelników za sprawą tłumaczki Katarzyny Makaruk i Wydawnictwa Czarne. To opowieść o kontrowersyjnej artystce, która zostaje znaleziona martwa w swojej pracowni. Jej żona pisze biografię ukochanej, starając się jak najpełniej odtworzyć tajemniczą przeszłość. W powieści powojenna Ameryka zostaje podzielona na postępową Północ i totalitarne Południe, odgrodzone od siebie murem. Właśnie tej alternatywnej wersji historii Stanów Zjednoczonych poświęcona jest pierwsza część wywiadu. Lacey mówi:
Kiedy pisałam „Biografię X”, rzeczywiście sporo myślałam o różnych miejscach na świecie. Zbierałam informacje o Korei Północnej i Południowej. Przez jakiś czas mieszkałam w Berlinie, a mur berliński i Muzeum Stasi stały się punktami osadzenia powieściowej historii.
W dalszej części rozmowy opowiada także o zakresach możliwości ludzkiego umysłu i o ograniczeniach w zrozumieniu drugiej osoby, o wpływie religii i kryzysu wiary na twórczość; wspomina również o polskim psychoanalityku Kazimierzu Dąbrowskim, zdradzając, że to właśnie on odegra ważną rolę w jej najnowszej książce.
*
Premiera spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego Europa, opartego na dramacie Wajdiego Mouawada, skłoniła Michała Bilewicza, autora książki Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości, do rozważań nad stanem psychicznym ludzi, którzy byli świadkami mordowania tysięcy swoich rodaków. Bilewicz powołuje się na ustalenia amerykańskiego psychiatry Roberta Jay Liftona, badającego ocalałych z Holokaustu, i zapisuje, że człowiek w obliczu tak ogromnej tragedii ulega swego rodzaju śmierci symbolicznej. Ludzie doznają wówczas czegoś w rodzaju odrętwienia albo – jak pisze dalej Bilewicz w niezwykle ciekawym artykule Milczący świadkowie:
zamrożenia emocjonalnego, które pozwala odsunąć od siebie poczucie winy z powodu własnej bierności. Winę zaś wywołuje sam fakt przeżycia wtedy, gdy inni zginęli. By zdjąć z siebie poczucie winy, należy zerwać więź emocjonalną z ofiarą, co czasem – zdaniem Liftona – prowadzi wręcz do identyfikacji ze sprawcą. Jest to sposób adaptowania się do sytuacji krańcowej, konfrontacji ze śmiercią. Młoda Europa, bohaterka dramatu Mouawada, cieszy się widokiem płonących domów i egzekucji całych rodzin zamordowanych przez jej bliskich. Wydaje się egzemplifikacją tego, o czym pisze Lifton.
Jeszcze później zaś dodaje:
Europa ze sztuki Mouawada mogła być jedną z licznych dziewczynek patrzących na płonące getto warszawskie z karuzeli na Placu Krasińskich, przywołanej przez Miłosza w „Campo di Fiori”.