Prasówka (27 lutego 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go w każ­dy pią­tek zapra­sza­my do lek­tu­ry prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Suburbia”

„Jeże­li ktoś w sło­wie sub­ur­bia widzi meta­fo­rę – ma rację. Chce­my, aby miej­sce w inter­ne­cie noszą­ce tę nazwę było tym swoj­skim przed­mie­ściem, gdzie naj­więk­szą war­tość ma auten­tyzm i gdzie poczu­cie odręb­no­ści, a nawet pew­ne­go wyklu­cze­nia, jest źró­dłem dumy”. Zda­nie-mani­fest, jasno posta­wio­ny cel redak­cji, zachę­ta do szu­ka­nia war­to­ści tam, gdzie być może nie zawsze skie­ro­wa­ne są świa­tła reflek­to­rów. Maga­zyn „Sub­ur­bia” to prze­strzeń otwar­ta na gło­sy spo­za main­stre­amu, ale nie­po­mi­ja­ją­ca tego, co nada­je puls spra­wom bie­żą­cym, być może wła­śnie tym naj­istot­niej­szym. Tekst Miro­sła­wa Drab­czy­ka Nie­zgo­da na zło świa­ta, otwie­ra­ją­cy numer luto­wy, poświę­co­ny jest Renée Nico­le Good, zastrze­lo­nej w stycz­niu w Min­ne­apo­lis przez funk­cjo­na­riu­sza fede­ral­nej służ­by ICE. Good była trzy­dzie­sto­sied­mio­let­nią kobie­tą, mat­ką trój­ki dzie­ci, świad­ki­nią wyda­rzeń ulicz­nych w Min­ne­apo­lis, a tak­że poet­ką (doce­nio­ną przez Aca­de­my of Ame­ri­can Poets). Jej wiersz Ucząc się o sek­cji świń­skich pło­dów, zamiesz­czo­ny na stro­nie „Sub­ur­biów”, nie jest przed­mio­tem chłod­nej ana­li­zy Drab­czy­ka, nie słu­ży szu­ka­niu ukry­tych zna­czeń i doce­nia­niu kunsz­tu lite­rac­kie­go autor­ki. Jest raczej puen­tą wień­czą­cą wywód, w któ­rym autor, wyszedł­szy z zało­że­nia, że poezja to zada­nie wyma­ga­ją­ce wsłu­chi­wa­nia się w świat, to zdol­ność namy­słu nad róż­ny­mi prze­ja­wa­mi życia, poka­zu­je, jak ten namysł i wraż­li­wość mogą nasz świat polep­szyć. Jest więc poezja obja­śnia­niem i odsła­nia­niem tego, co nie­kie­dy powo­du­je, że zamy­ka­my oczy. Cza­sem krzy­kiem i bun­tem, któ­re w obli­czu bez­sen­sow­nej śmier­ci Reéne Nico­le Good wyda­ją się jedy­ną słusz­ną reak­cją.

*

Punk­tem wyj­ścia opu­bli­ko­wa­nej w „Sub­ur­biach” roz­mo­wy Rafa­ła Kasprzy­ka z Jaro­sła­wem Maślan­kiem jest napi­sa­na przed kil­ku laty powieść Maślan­ka Licz­by ostat­nie. Apo­ka­lip­tycz­ny obraz świa­ta, osa­mot­nio­na jed­nost­ka, pod­da­na pre­sji mecha­ni­zmów wyklu­cze­nia, mie­rzą­ca się z kon­se­kwen­cja­mi upad­ku wspól­no­to­wo­ści i doświad­cza­ją­ca cyber­to­ta­li­ta­ry­zmu – to rdzeń fabu­ły, z któ­rą muszą się zmie­rzyć czy­tel­ni­cy. Zmie­rzyć – ponie­waż pro­ble­ma­ty­ka powie­ści może wywo­ły­wać nie­wy­god­ne emo­cje i pro­wa­dzić do bole­snych wnio­sków. Książ­ka skła­nia do pytań o to, co zna­czy być czło­wie­kiem w dzi­siej­szym, peł­nym napięć i kon­flik­tów świe­cie, na skra­ju kata­stro­fy kli­ma­tycz­nej. W tym mro­ku być może uda się zna­leźć szcze­li­nę – Kasprzyk zasta­na­wia się, czy ów trud­ny czas jest rze­czy­wi­stą ago­nią nasze­go świa­ta, ostat­nim eta­pem ludz­kiej podró­ży, czy może momen­tem przej­ścio­wym, okre­sem pro­wa­dzą­cym do zmia­ny na lep­sze. Jaro­sław Maśla­nek sta­wia zaś pyta­nie jesz­cze głęb­sze – sko­ro izo­la­cja może być wol­no­ścią, to czy samo­izo­la­cja nie­sie ze sobą poten­cjał wol­no­ści abso­lut­nej? W ten spo­sób autor Liczb… nie­ja­ko natu­ral­nie prze­cho­dzi do kwe­stii same­go pisa­nia, zwią­za­nej z nią samot­no­ści, ale tak­że potrze­by uzna­nia czy two­rze­nia wspól­no­ty z czy­tel­ni­ka­mi. Maśla­nek nie kry­je roz­cza­ro­wa­nia ryn­kiem lite­rac­kim. Stwier­dza:

Męczy mnie roz­dź­więk mię­dzy odbio­rem moich ksią­żek, tym, jaki feed­back otrzy­mu­ję od czytelników/czek, z recen­zji i opi­nii, któ­re są w więk­szo­ści pozy­tyw­ne, a zain­te­re­so­wa­niem, albo jego bra­kiem ze stro­ny ryn­ku wydaw­ni­cze­go.

Wyzna­je jed­nak, że pisze przede wszyst­kim po to, by „prze­tra­wić sie­bie i świat”.

 

https://www.magazyn-suburbia.com/suburbia/nowe-wydanie

Okładka czasopisma „Suburbia” 2026, nr 2.
„Suburbia” 2026, nr 2.

„Wyspa. Kwartalnik Literacki”

Dokąd może nas zabrać lite­ra­tu­ra? Jakie zna­cze­nie ma dla nas na róż­nych eta­pach nasze­go życia? Od cze­go jest uciecz­ką, a do cze­go może pro­wa­dzić? Opu­bli­ko­wa­ny w kwar­tal­ni­ku Wyspa esej Sla­ven­ki Dra­ku­lič jest pró­bą odpo­wie­dzi na powyż­sze pyta­nia, zada­wa­ne jed­nak bez pre­ten­sji do uogól­nia­ją­cych dia­gnoz i wyro­ków. To oso­bi­sta wędrów­ka w cza­sie, w trak­cie któ­rej autor­ka kre­śli mapę prze­by­tych czy­tel­ni­czych tras i roz­szy­fro­wa­nych tro­pów. Zaczy­na od opi­su swo­ich pierw­szych impul­sów twór­czych, następ­nie zasta­na­wia się nad zja­wi­skiem cie­ka­wo­ści – jesz­cze nie­uświa­do­mio­nej, ale już pozwa­la­ją­cej prze­czu­wać rolę lite­ra­tu­ry jako prze­strze­ni ratun­ku – koń­czy zaś na sfor­mu­ło­wa­niu znacz­nie doj­rzal­szych prze­my­śleń zwią­za­nych z prze­ko­na­niem o tym, że książ­ki będą stwa­rzać jej świat. Jak sama mówi:

Miłość do ksią­żek jest czymś, co sama wypra­co­wa­łam, czymś, cze­go nie odzie­dzi­czy­łam ani nie wynio­słam z domu. Książ­ki są czę­ścią mojej toż­sa­mo­ści – dora­sta­łam z nimi, ucie­ka­łam do nich, pocie­sza­łam się nimi, gdzie­kol­wiek byłam.

Namy­sło­wi nad zna­cze­nia­mi czy­tel­ni­czych wybo­rów towa­rzy­szy mate­rial­ne doświad­cza­nie lite­ra­tu­ry. To cały bagaż wspo­mnień, na któ­ry skła­da­ją się tanie kie­szon­ko­we wyda­nia ksią­żek, za małe rega­ły, notat­ki z lek­tu­ry, kurz biblio­tek. Dra­ku­lič, pro­wa­dząc intym­ną nar­ra­cję, przed każ­dą czy­tel­nicz­ką i każ­dym czy­tel­ni­kiem otwie­ra uni­wer­sal­ną opo­wieść.

*

„Keats jest jed­no­cze­śnie nama­cal­ny i ete­rycz­ny. Jego sło­wo łączy bogac­two barw z «peł­nią krą­głe­go dźwię­ku», zacho­wu­je zło­ty śro­dek mię­dzy obra­zem a muzy­ką” – pisze Rolf Schil­ling. Jego tekst to swe­go rodza­ju hołd, a z pew­no­ścią co naj­mniej wyraz uzna­nia dla dorob­ku angiel­skie­go twór­cy, nazy­wa­ne­go poetą poetów. Schil­ling wypunk­to­wu­je prze­ja­wy talen­tu Keat­sa: har­mo­nię fraz, ude­rza­ją­cą rów­no­wa­gę ducha i zmy­sło­wo­ści, siły i emo­cji, pano­wa­nia i odda­nia, porząd­ku i wol­no­ści – lista jest dłu­ga, lecz nie w tym rzecz, żeby ją całą tu wymie­niać. Podob­nie jak nie ma chy­ba więk­sze­go sen­su przy­po­mi­na­nie i odkry­wa­nie w tym miej­scu ukry­tych zna­czeń tra­gicz­nej bio­gra­fii Keat­sa, w któ­rej słyn­na fra­za „ulu­bień­cy bogów umie­ra­ją mło­do” zna­la­zła potwier­dze­nie. Schil­ling wyczer­pu­ją­co oma­wia te kwe­stie na łamach „Wyspy”. War­to zazna­czyć, że esen­cja jego tek­stu pozo­sta­je do pew­ne­go stop­nia nie­spre­cy­zo­wa­na, kry­sta­li­zu­je się i ujaw­nia dopie­ro w toku indy­wi­du­al­nej lek­tu­ry – cel sta­no­wi zaś zachę­ce­nie odbior­ców do samo­dziel­ne­go odkry­wa­nia poezji Keat­sa.

 

https://kwartalnikwyspa.pl/

Okładka czasopisma „Wyspa. Kwartalnik Literacki” 2025, nr 4.
„Wyspa. Kwartalnik Literacki” 2025, nr 4.

„Rita Baum”

Pierw­szym tek­stem, któ­ry przy­cią­gnął naszą uwa­gę w tym wyda­wa­nym we Wro­cła­wiu piśmie lite­rac­ko-arty­stycz­nym, jest Skó­ra płót­na Toma­sza Pozny­sza. Arty­ku­ło­wi towa­rzy­szą ilu­stra­cje przed­sta­wia­ją­ce obra­zy auto­ra. Ten malarz prze­kształ­ca dzie­ła zna­ne z histo­rii sztu­ki, pokry­wa­jąc cia­ła znaj­du­ją­cych się na nich posta­ci tatu­aża­mi. W publi­ka­cji wyja­śnia sens swo­ich dzia­łań na przy­kła­dzie zmie­nio­ne­go przez sie­bie płót­na Jeana-Auguste’a‑Dominique’a Ingres’a z 1814 roku (ory­gi­nał znaj­du­je się w Luw­rze). Arty­sta zapi­su­je:

Mój obraz pre­zen­tu­je tra­dy­cyj­ny akt, w któ­rym nagie cia­ło model­ki zosta­ło przy­kry­te tatu­ażem, na któ­rym goryl – iko­na femi­ni­stycz­nej gru­py arty­stek Guer­ril­la Girls – wal­czy z wężem, fal­licz­nym sym­bo­lem opre­sji. Tatu­aż w cało­ścio­wy spo­sób pokry­wa­ją­cy cia­ło zna­ny jest jako „gar­ni­tur”, męski strój koja­rzą­cy się z wła­dzą i wyso­ką pozy­cją w struk­tu­rze spo­łecz­nej. To, co przy­cią­ga spoj­rze­nie w akcie, zosta­ło zakry­te, a nama­lo­wa­na kobie­ta przy­ła­pu­je wzro­kiem widza. Sta­ram się, aby w ten spo­sób prze­chwy­cić tę tra­dy­cję zachod­nie­go malar­stwa i odwró­cić patriar­chal­ne zna­cze­nia, wpi­sa­ne w te for­my.

Tomasz Poznysz opi­su­je rów­nież tech­ni­ki, jaki­mi posłu­gi­wał się w trak­cie two­rze­nia obra­zów z cyklu Pod skó­rą. Wyko­rzy­sty­wał wów­czas swo­je wykształ­ce­nie kon­ser­wa­tor­skie, sta­ra­jąc się łączyć – o czym sam wspo­mi­na – zna­jo­mość warsz­ta­tu tech­no­lo­gicz­ne­go daw­ne­go malar­stwa ze współ­cze­sną wraż­li­wo­ścią. Pra­ca tego rodza­ju prze­bie­ga wie­lo­eta­po­wo. Waż­nym punk­tem pro­ce­su twór­cze­go jest nano­sze­nie na wyschnię­tą far­bę wzo­ru tatu­ażu, a następ­nie pęk­nięć, wizu­al­nie posta­rza­ją­cych obraz. „Wie­lo­krot­ne nacią­ga­nie płót­na, wypeł­nia­nie spę­kań paty­ną i pogłę­bia­nie rys to celo­wy zabieg fał­sze­rzy” – doda­je malarz. Chęt­nie obej­rza­ły­by­śmy jego dzie­ła w gale­rii czy na wer­ni­sa­żu, dla­te­go od razu spraw­dzi­ły­śmy, czy to moż­li­we. Ostat­nio Poznysz poka­zy­wał swo­je obra­zy we wro­cław­skiej Gale­rii Miej­skiej. Cze­ka­my na kolej­ne wysta­wy!

*

W maga­zy­nie „Rita Baum” zna­la­zły się tak­że nie­zmier­nie inte­re­su­ją­ce tek­sty o twór­czo­ści Witol­da Wirp­szy. Oprócz frag­men­tów jego poema­tu Faeton może­my prze­czy­tać arty­kuł Dariu­sza Pawel­ca, któ­ry w Listach o Faeto­nie przed­sta­wia pro­ces powsta­wa­nia tego nie­zwy­kłe­go utwo­ru. Wirp­sza pisał go przez trzy­dzie­ści lat, od 1938 do 1968 roku. Dłu­go trwa­ło rów­nież pisa­nie przez Tymo­te­usza Kar­po­wi­cza przed­mo­wy do ber­liń­skie­go wyda­nia tej książ­ki. Pawe­lec przy­ta­cza kore­spon­den­cję oby­dwu pisa­rzy, cytu­je roz­ma­ite opi­nie, następ­nie zaś pod­su­mo­wu­je:

Faeton” Witol­da Wirp­szy jest w dzi­siej­szej poezji zna­ko­mi­tym odpo­wied­ni­kiem teatru absur­du, repre­zen­to­wa­ne­go przez Wit­kie­wi­cza, Ione­sco, Bec­ket­ta, Ada­mo­va i innych. W spo­sób naj­bar­dziej awan­gar­do­wy, zarów­no w tre­ści, jak i w for­mie, roz­wi­ja on epo­ko­we osią­gnię­cia mistrzów poema­tu hero­iko­micz­ne­go […]. Wyko­rzy­stu­jąc grec­ki mit, pogłę­bio­ny przez Owi­diu­sza w „Meta­mor­fo­zach”, poeta z wyjąt­ko­wym talen­tem ata­ku­je okru­cień­stwo tota­li­ta­ry­zmu bogów wszyst­kich Olim­pów (uni­wer­sa­lizm poema­tu), wśród któ­rych bez tru­du roz­po­zna­je­my Czer­wo­ny Olimp Krem­la i sate­li­tar­ne pod-Olim­py.

To nie­je­dy­ny arty­kuł w „Ricie Baum” poświę­co­ny Witol­do­wi Wirp­szy. Grze­gorz Olszań­ski w tym samym nume­rze perio­dy­ku pisze o wizy­cie poety na wysta­wie foto­gra­fii The Fami­ly of Man Edwar­da Ste­iche­na (w 1959 roku poka­zy­wa­nej tak­że w Pol­sce). Zwie­dza­nie eks­po­zy­cji przy­nio­sło rezul­tat w posta­ci książ­ki Komen­ta­rze do foto­gra­fii. Co w ame­ry­kań­skich zdję­ciach ziry­to­wa­ło pisa­rza? Tego może­cie się dowie­dzieć, jeśli się­gnie­cie po wro­cław­ski maga­zyn.

 

http://ritabaum.org.pl/czasopismo/

Okładka czasopisma „Rita Baum”, nr 73/74.
„Rita Baum”, nr 73/74.

„Tygodnik Powszechny”

Jak zapi­su­je Patry­cja Bukal­ska w arty­ku­le Lek­cja z kre­sków­ki, Fino­wie przy­stą­pi­li do nowe­go pro­jek­tu czy­tel­ni­cze­go. Otóż dzie­ci z pierw­szych klas szko­ły pod­sta­wo­wej przez trzy mie­sią­ce mają otrzy­my­wać za dar­mo pre­nu­me­ra­tę komik­su o Kaczo­rze Donal­dzie. Następ­nie zaś spe­cja­li­ści prze­pro­wa­dzą bada­nia nad tym, w jaki spo­sób regu­lar­ny kon­takt z lek­tu­rą wpły­nął na bie­głość małych czy­tel­ni­ków w przy­swa­ja­niu przez nich sło­wa pisa­ne­go.

Nie bez powo­du wybra­no wła­śnie histo­rię o słyn­nym kaczo­rze. Jest to boha­ter fik­cyj­ny nie­zmier­nie popu­lar­ny w Fin­lan­dii. Maga­zyn poświę­co­ny jego przy­go­dom uka­zu­je się co tydzień nie­prze­rwa­nie od 1951 roku w nakła­dzie prze­kra­cza­ją­cym sto tysię­cy egzem­pla­rzy. Boha­ter kre­sków­ki Disneya stał się w tym kra­ju wręcz kul­tu­ro­wym feno­me­nem, moż­na o nim prze­czy­tać nawet w języ­ku pół­noc­no­sa­am­skim, któ­rym posłu­gu­ją się rdzen­ni miesz­kań­cy Fin­lan­dii, Nor­we­gii i Szwe­cji. Tu cie­ka­wost­ka: opo­wieść o wuj­ku Donal­da, Skne­ru­sie McKwa­czu, zosta­ła opar­ta na fiń­skim epo­sie naro­do­wym Kale­va­la. To tak jak­by w Pol­sce wyda­no komiks o kaczo­rze zain­spi­ro­wa­ny Panem Tade­uszem. W towa­rzy­szą­cym arty­ku­ło­wi wywia­dzie Kari Kor­ho­nen, rysow­nik i autor fiń­skiej wer­sji komik­su, mówi:

Kaczor Donald został wybra­ny do pro­jek­tu przede wszyst­kim z powo­du wyso­kie­go pozio­mu tłu­ma­cze­nia na fiń­ski. Fiń­ski jest skom­pli­ko­wa­nym języ­kiem, a fiń­scy redak­to­rzy czę­sto byli nagra­dza­ni za jego barw­ne i pomy­sło­we uży­cie w komik­sie. Dzie­ci z wie­lu poko­leń, w tym ja sam, nauczy­ły się z tych zeszy­tów czy­tać.

Czy ucznio­wie z hel­siń­skich szkół dzię­ki Donal­do­wi zaczną wię­cej czy­tać? Na odpo­wiedź musi­my pocze­kać do koń­ca wio­sny, kie­dy wyni­ki pro­wa­dzo­nych badań zosta­ną opu­bli­ko­wa­ne.

*

Z kolei Jacek Wakar, nowy recen­zent „Tygo­dni­ka…”, w recen­zji zaty­tu­ło­wa­nej W kostiu­mie pisze o dwóch spek­ta­klach Aga­ty Dudy-Gracz. Przed­sta­wie­nie Mem­ling, czy­li histo­ria koń­ca świa­ta powsta­ło w gdań­skim Teatrze Wybrze­że, a Mię­dzy noga­mi Leny, czy­li „Zaśnię­cie Naj­święt­szej Marii Pan­ny według Cara­vag­gia” w Teatrze Ślą­skim w Kato­wi­cach. W oby­dwu wido­wi­skach reży­ser­ka sym­bo­licz­nie wpro­wa­dza widzów do wnętrz obra­zów, a tak­że do zmę­czo­nych gorącz­ką twór­czą głów mala­rzy. Choć w pierw­szym przy­pad­ku w cen­trum histo­rii nie umie­ści­ła wca­le tytu­ło­we­go arty­sty, lecz inne­go nider­landz­kie­go mala­rza – Hugo­na van der Goesa. Obu tych mistrzów pędz­la Wakar zesta­wia z boha­te­ra­mi Ama­de­usza Pete­ra Shaf­fe­ra, Mozar­tem i Salie­rim, któ­rzy według auto­ra arty­ku­łu zosta­li mniej uczci­wie potrak­to­wa­ni przez bry­tyj­skie­go dra­ma­to­pi­sa­rza. Zapi­su­je:

Duda-Gracz pod­no­si wątek zała­ma­nia psy­chicz­ne­go Goesa, któ­re ten prze­szedł w klasz­to­rze augu­stia­nów, leczo­ny muzy­ką. Reży­ser­ka rysu­je postę­pu­ją­ce obłą­ka­nie, akcen­tu­jąc, iż jego przy­czy­nę sam Hugo widzi w rosną­cej pozy­cji Mem­lin­ga, gdyż ten ode­brał mu należ­ne zaszczy­ty i apa­na­że.

Z kolei w ślą­skim przed­sta­wie­niu patrzy­my na sce­nicz­ną rze­czy­wi­stość przede wszyst­kim obłą­ka­ny­mi ocza­mi Cara­vag­gia, któ­ry „sta­cza się na dno upad­ku w opła­ki­wa­niu uko­cha­nej, bo wraz z jej odej­ściem dla boha­te­ra koń­czy się cały świat”. Po prze­czy­ta­niu recen­zji Waka­ra moż­na nabrać ocho­ty, żeby zła­pać naj­bliż­szy pociąg i poje­chać na oby­dwa spek­ta­kle.

 

https://www.tygodnikpowszechny.pl/?_gl=1*1d1tw27*_up*MQ..*_gs*MQ..&gclid=CjwKCAiA-__MBhAKEiwASBmsBFM9SImQMeafD0aA8pvcWCXL8HCKoBxlWMBSLWjnvS0Bnh3JbrnzCRoCirgQAvD_BwE&gbraid=0AAAAAC2iNUIKQ0iCfeMfTJbPYs2dsAIwT#aktualne-wydanie

Okładka czasopisma „Tygodnik Powszechny” 2026, nr 9.
„Tygodnik Powszechny” 2026, nr 9.

– redaktorka, recenzentka literacka.

więcej →

– dziennikarka, publicystka, redaktorka, absolwentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

więcej →

Powiązane teksty