Prasówka (6 marca 2026)

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” wer­tu­je­my róż­ne­go rodza­ju cza­so­pi­sma w poszu­ki­wa­niu inte­re­su­ją­cych tek­stów. Wyła­wia­my arty­ku­ły, któ­re nas intry­gu­ją, poru­sza­ją, pro­wo­ku­ją do roz­mo­wy. Naszym czy­tel­nicz­kom i czy­tel­ni­kom rów­nież powin­ny przy­paść do gustu. Dla­te­go w każ­dy pią­tek zapra­sza­my do lek­tu­ry prze­glą­du pra­sy kul­tu­ral­nej.

„Twórczość”

Jaka for­ma opo­wie­ści naj­le­piej odda­je dzie­cię­ce emo­cje i wraż­li­wość? Co spra­wia, że w pew­ne histo­rie przed­sta­wio­ne z per­spek­ty­wy mło­dzień­czej łatwo uwie­rzyć, a inne są trak­to­wa­ne obo­jęt­nie lub z nie­uf­no­ścią? Naj­trud­niej zapew­ne odzwier­cie­dlić pro­sto­tę języ­ka pozba­wio­ne­go nie­po­trzeb­ne­go cha­osu, oznak kotło­wa­ni­ny myśli i uczuć – tak aby uka­zać stan, w któ­rym nie potra­fi­my jesz­cze roz­po­zna­wać i nazy­wać niu­an­sów życia emo­cjo­nal­ne­go. Świet­nie uda­je się to Ada­mo­wi Kacza­now­skie­mu w tek­ście Przez okno. Głów­nym boha­te­rem opo­wia­da­nia jest chło­piec; wgląd w jego świat uzy­sku­je­my już w pierw­szych zda­niach histo­rii, chwi­lę po uczy­nio­nym przez nie­go – a ści­ślej: doro­słą wer­sję tej posta­ci – wyzna­niu. To jedy­ny ślad opty­ki doro­słe­go obec­ny w tek­ście, aka­pit ponie­kąd przy­go­to­wu­ją­cy nas do sko­ku w głę­bię. Zanu­rza­my się bowiem w świe­cie dzie­cię­cych wspo­mnień i emo­cji o naj­więk­szym natę­że­niu. Spra­wa, któ­rej doty­czy wspo­mnie­nie, nie nale­ży do naj­przy­jem­niej­szych. Zanim jed­nak poczu­je­my ucisk w pier­si, wraz z chłop­cem napa­wa­my się dumą z powo­du ule­pio­nych przez nie­go wła­sno­ręcz­nie figur sza­cho­wych (cały kom­plet pre­zen­tu­je się sza­ro­bu­ro, ale to nic nie szko­dzi), posia­da­nych tram­pek w zna­ki dro­go­we i mode­li samo­lo­tów. Samo­lo­tów, jak oka­zu­je się póź­niej, poda­ro­wa­nych przez zdraj­cę. Trze­ba więc go uka­rać i znisz­czyć otrzy­ma­ne pre­zen­ty, a jeśli znisz­cze­nie jest nie­sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ce – upo­ko­rzyć, zwra­ca­jąc poda­ru­nek. Ponie­waż zdraj­ca pocho­dzi ze świa­ta doro­słych, roz­gryw­ka jest nie­rów­na, mimo to deter­mi­na­cja boha­te­ra wyda­je się nie­mal stra­ceń­cza, a staw­ka spra­wy wyso­ka. Mięk­kość pla­ste­li­ny kon­tra upar­ta twar­dość samo­lo­tów – ale to na pew­no nie jest bła­ha histo­ria o zabaw­kach. Sta­ją się one figu­ra­mi i świad­ka­mi stra­ty, słu­żą za narzę­dzia obro­ny emo­cjo­nal­nej, pozwa­la­ją wyra­zić bunt. Kacza­now­ski poda­ro­wał nam nar­ra­cję bez jed­nej fał­szy­wej nuty.

*

Arty­kuł Olgi Żymin­kow­skiej Nie­zna­ne są wyro­ki gór­skie – recen­zja Wyro­ku Ish­bel Sza­traw­skiej – może być przy­kła­dem tek­stu nie­da­ją­ce­go się spro­wa­dzić jedy­nie do pobież­ne­go spra­woz­da­nia z fabu­ły, opa­trzo­nej co naj­wy­żej paro­ma uwa­ga­mi na temat war­to­ści języ­ko­wej książ­ki, zalet i wad jej sty­lu. Jest gło­sem samo­dziel­nym, z wyraź­nie zazna­czo­nym cha­rak­te­rem, a co naj­istot­niej­sze – sły­szy­my w nim nuty praw­dzi­wej pasji czy­tel­ni­czej. Żymin­kow­ska sku­tecz­nie zachę­ca do lek­tu­ry Wyro­ku, a rów­no­cze­śnie obna­ża pew­ne nie­do­cią­gnię­cia książ­ki. Fabu­ła powie­ści Sza­traw­skiej jest pro­sta – doty­czy pery­pe­tii dwóch zbi­rów ści­ga­ją­cych szpic­la. Akcja książ­ki toczy się na tle gór­skie­go kra­jo­bra­zu, a for­ma tek­stu łączy ele­men­ty ludo­wej bal­la­dy z cecha­mi powie­ści łotrzy­kow­skiej (recen­zent­ka uzna­je Wyrok za przy­kład kry­mi­na­łu poetyc­kie­go). Żymin­kow­ska pod­kre­śla, że język, któ­rym posłu­gu­je się Sza­traw­ska w powie­ści, peł­ni tu naj­istot­niej­szą funk­cję, a sam wątek zagad­ki kry­mi­nal­nej i jej roz­wią­za­nie są nie­co mniej istot­ne. Pięk­no sty­lu opar­te­go na roz­bu­do­wa­nych meta­fo­rach i porów­na­niach, zasto­so­wa­nych regio­na­li­zmach i poto­cy­zmach wpły­wa na wra­że­nie wie­lo­war­stwo­wo­ści i peł­ni języ­ko­wej Wyro­ku. Góry w śnież­nej zawie­ru­sze, mrocz­ne i bez­względ­ne, dopeł­nia­ją sce­ne­rię powie­ści („Kto się z gołą ska­łą nie starł, ten pięk­no­duch, w mięk­ko­ści miej­skich pier­na­tów, w łagod­nych nizi­nach cho­wa­ny”). Kwe­stie śle­pe­go posłu­szeń­stwa, trau­my wojen­nej i zła, z któ­ry­mi roz­pra­wia się Sza­traw­ska w swo­jej powie­ści, Olga Żymin­kow­ska odczy­tu­je tak­że z per­spek­ty­wy róż­no­rod­nych sko­ja­rzeń lite­rac­kich (by przy­wo­łać choć­by Ręko­pis zna­le­zio­ny w Sara­gos­sie Jana Potoc­kie­go czy Wyrok na Fran­cisz­ka Kło­sa Sta­ni­sła­wa Remeb­ka), fil­mo­wych (Słoń­ce wscho­dzi raz na dzień Hen­ry­ka Klu­by, Sie­kie­re­za­da Witol­da Lesz­czyń­skie­go czy Sal­to Tade­usza Kon­wic­kie­go). Te odnie­sie­nia roz­sze­rza­ją pole inter­pre­ta­cji i dają powie­ści Sza­traw­skiej dru­gie życie, peł­niej­sze i bogat­sze.

 

https://tworczosc.com.pl/wydanie/962/

Okładka czasopisma „Twórczość” 2026, nr 1
„Twórczość” 2026, nr 1.

„Nowa Fantastyka”

Nie­ty­po­we roman­se, nie­jed­no­znacz­ne posta­cie, nie­ja­sne prze­ka­zy – jesz­cze rubie­że popkul­tu­ry, czy już jej codzien­na odsło­na? Dla­cze­go nie­któ­rzy są zafa­scy­no­wa­ni tymi dziw­no­ścia­mi, a innych one prze­ra­ża­ją? I co nam wła­ści­wie daje ich eks­plo­ro­wa­nie?

Pau­li­na Jasik, sta­wia­jąc te pyta­nia w tek­ście Krew i bro­kat albo cze­go boją się pury­ści?, przy­wo­łu­je spra­wę sprzed dwóch lat – roz­gry­wa­ją­cą się fan­do­mie i doty­czą­cą hej­tu, któ­ry dosię­gnął kore­ań­skich ido­li, kie­dy ci wyra­zi­li sło­wa uzna­nia wobec mangi/anime Made in Abbys. Dzie­ło to, jak zazna­cza Jasik, jed­no z bru­tal­niej­szych dark fan­ta­sy, rze­czy­wi­ście zawie­ra spo­ro opi­sów prze­mo­cy, któ­rej ofia­ra­mi są dzie­ci. Nie­mniej obec­na w Made in Abbys oce­na moral­na tego rodza­ju sytu­acji nie pozo­sta­wia wąt­pli­wo­ści – okru­cień­stwo jest złe. Co rów­nie istot­ne – doce­lo­wą gru­pą odbior­ców serii są doro­śli. W uję­ciu Jasik ten stan rze­czy, czy­li publicz­ny lincz na fanach wspo­mnia­nej man­gi, jest głów­nie skut­kiem „zanik[u] lub osłabieni[a] umie­jęt­no­ści kry­tycz­ne­go ana­li­zo­wa­nia mediów”. Autor­ka posu­wa się jed­nak o krok dalej i poru­sza kwe­stię kul­tu­ry czy­sto­ści – jej źró­deł i kon­se­kwen­cji. Kon­cep­cja puri­ty cul­tu­re, zakła­da­ją­ca wszech­ogar­nia­ją­cą czy­stość, z naci­skiem na tę moral­ną i sek­su­al­ną, zazna­czy­ła swo­ją obec­ność szcze­gól­nie w latach 80. i 90. XX wie­ku, kie­dy w spo­łe­czeń­stwie zachod­nim sil­nie odczu­wal­ny był strach przed prak­ty­ka­mi sata­ni­stycz­ny­mi. Obe­rwa­ło się twór­com hor­ro­rów, gier kom­pu­te­ro­wych, muzy­ki roc­ko­wej i meta­lo­wej. W latach póź­niej­szych wpraw­dzie już z mniej­szą nie­chę­cią, ale wciąż jesz­cze podejrz­li­wie patrzo­no na Harry’ego Pot­te­ra, sub­kul­tu­rę emo czy Hel­lo Kit­ty. Zna­czą­cą część arty­ku­łu Jasik sta­no­wią przy­kła­dy współ­cze­snych kon­tro­wer­sji w świe­cie fan­do­mu, z któ­ry­mi autor­ka sta­ra się zmie­rzyć. Trze­ba przy­znać, że z powo­dze­niem sta­wia czo­ła temu wyzwa­niu. Przy­po­mi­na tak­że, że „sztu­ka po to jest, żeby w bez­piecz­nej prze­strze­ni eks­plo­ro­wać emo­cje, któ­rych nie wyra­zi­li­by­śmy w praw­dzi­wym życiu”.

*

Szczę­ście, któ­re sta­je się prze­kleń­stwem? Histo­ria zna przy­pad­ki, gdy wizja powszech­ne­go dobro­sta­nu uru­cho­mi­ła i napę­dza­ła mecha­ni­zmy osta­tecz­nie pro­wa­dzą­ce do kata­stro­fy. Nie­re­al­ny zamysł, co pewien czas znaj­du­ją­cy gor­li­wych orę­dow­ni­ków, pra­gną­cych wcie­lić ideę w życie, ma się dobrze rów­nież w obsza­rze lite­ra­tu­ry i fil­mu. Jerzy Rzy­mow­ski w tek­ście Wirus szczę­ścia bie­rze na warsz­tat dwa przy­kła­dy – książ­ko­wy i seria­lo­wy – opi­su sta­nu per­ma­nent­ne­go szczę­ścia. Oby­dwa – książ­ka Neala Shu­ster­ma­na All Bet­ter Now (w tłu­ma­cze­niu Kata­rzy­ny Agniesz­ki Dyrek) i serial Plu­ri­bus Vince’a Gil­li­ga­na „nie­zwy­kłym zbie­giem oko­licz­no­ści promuj[ą] iden­tycz­ny slo­gan rekla­mo­wy: szczę­ście jest zaraź­li­we”. W oby­dwu przy­pad­kach mamy tak­że do czy­nie­nia z ata­ku­ją­cym ludz­kość wiru­sem „szczę­ścia”; infek­cja roz­prze­strze­nia się nie­zwy­kle sku­tecz­nie. Odmien­ne są za to for­my reali­za­cji pan­de­micz­ne­go tor­na­da – w Plu­ri­bus zara­żo­ne oso­by przy­bie­ra­ją postać dro­nów, dzie­lą tę samą, wspól­ną świa­do­mość roju, dzia­ła­ją w inte­re­sie wspól­ne­go dobra. W All Bet­ter Now z kolei wkra­cza­my w rze­czy­wi­stość, w któ­rej zara­żo­ne oso­by prze­sta­ją odczu­wać nega­tyw­ne emo­cje. Te dwie wizje prze­ni­ka jed­na myśl – jed­no pyta­nie o źró­dła tego rodza­ju marzeń, o ich naj­głęb­sze korze­nie. Ów namysł obej­mu­je kwe­stie zarów­no szans czy nadziei zwią­za­nych ze szczę­ściem, jak i kalec­twa emo­cjo­nal­ne­go, nie­kie­dy będą­ce­go skut­kiem zbyt sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ści życio­wych.

 

https://www.fantastyka.pl/czasopisma/pokaz/178

Okładka czasopisma „Nowa Fantastyka” 2026, nr 2
„Nowa Fantastyka” 2026, nr 2.

„Spotkania z Zabytkami”

W redak­cji „Dzien­ni­ka Lite­rac­kie­go” lubi­my roz­ma­wiać o prze­ni­ka­niu się róż­nych dzie­dzin twór­czo­ści. Dla­te­go zain­te­re­so­wał nas otwie­ra­ją­cy „Spo­tka­nia z Zabyt­ka­mi” wywiad z Mariu­szem Szczy­głem, prze­pro­wa­dzo­ny przez Łuka­sza Gazu­ra. Zna­ny dzien­ni­karz opo­wia­da o swo­jej naj­now­szej pasji zwią­za­nej ze sztu­ka­mi wizu­al­ny­mi. Pasji, któ­ra zna­la­zła wyraz w stu­diach pody­plo­mo­wych pod­ję­tych przez Szczy­gła w Pol­skiej Aka­de­mii Nauk. Repor­ta­ży­sta mówi:

Sztu­ka zaczę­ła mnie inte­re­so­wać, bo zauwa­ży­łem, że w prze­ci­wień­stwie do lite­ra­tu­ry daje mi natych­mia­sto­wą satys­fak­cję. Żeby prze­czy­tać książ­kę, a nawet obej­rzeć film czy spek­takl, muszę poświę­cić temu czas. A sztu­ka dzia­ła od razu.

O tym, jak moc­no oddzia­łu­je na nie­go twór­czość pla­stycz­na, autor Got­tlan­du nie­raz miał oka­zję się prze­ko­nać, szcze­gól­nie wte­dy, gdy przed laty odwie­dził Muzeum Orsay w Pary­żu. Pod­czas oglą­da­nia obra­zów Claude’a Mone­ta z cyklu trzy­dzie­stu jeden płó­cien przed­sta­wia­ją­cych kate­drę Notre Dame w Rouen prze­żył coś, co do dziś trud­no mu nazwać, choć opi­sy­wa­nie róż­nych emo­cji zazwy­czaj przy­cho­dzi mu z łatwo­ścią. Jak sam doda­je:

Pierw­sza z tych katedr zwa­bi­ła mnie tak, że nachy­li­łem się na ile moż­na i chcia­łem pożreć wzro­kiem tę całą „sko­ru­pę barw”. Nagro­ma­dze­nie tych drob­nych, wypu­kłych śla­dów pędz­la było dla mnie wręcz pod­nie­ca­ją­ce.

*

W przy­pad­ku wie­lu osób sztu­ka budzi pozy­tyw­ne emo­cje, cza­sem jed­nak dzie­je się wręcz prze­ciw­nie. O tym, czym jest iko­no­klazm, opo­wia­da Piotr Birec­ki, pro­fe­sor Uni­wer­sy­te­tu Miko­ła­ja Koper­ni­ka w Toru­niu, w roz­mo­wie z Patry­cją Pust­ko­wiak. Histo­ryk sztu­ki przy­ta­cza licz­ne przy­kła­dy nisz­cze­nia zabyt­ków, rzeźb i obra­zów na prze­strze­ni wie­ków – akty dewa­sta­cji prze­waż­nie moty­wo­wa­ne reli­gij­nie albo spo­wo­do­wa­ne przez kon­flik­ty poli­tycz­ne. Mówi:

Pierw­sze prze­ja­wy iko­no­kla­zmu poja­wi­ły się już w okre­sie sta­ro­żyt­nym. Kie­dy fara­on Tot­mes III zwró­cił się prze­ciw­ko kró­lo­wej Hat­szep­sut, chcąc ode­brać jej szan­se na życie wiecz­ne, roz­ka­zał nisz­cze­nie jej wize­run­ków, scen, inskryp­cji w Świą­ty­ni Milio­nów Lat w dzi­siej­szym Deir el-Bah­ri, a tak­że roz­biór­kę ufun­do­wa­nej przez nią Czer­wo­nej Kapli­cy w Kar­na­ku.

Chrze­ści­jań­stwo tak­że nie­raz przy­czy­ni­ło się do nisz­cze­nia dzieł sztu­ki, szcze­gól­nie antycz­nej, co roz­po­czę­ło się wraz z jego lega­li­za­cją na pod­sta­wie edyk­tu medio­lań­skie­go w 313 roku. Nisz­czo­no sta­ro­żyt­ne świą­ty­nie lub adap­to­wa­no je do wła­snych potrzeb. Wie­le kościo­łów, któ­re wyro­sły na ruinach poprzed­nich wie­rzeń, zacho­wa­ło się do dzi­siaj.

Spo­rą część wywia­du poświę­co­no współ­cze­sno­ści i powo­dom, któ­re spra­wia­ją, że dzie­ła sztu­ki nisz­czo­ne są rów­nież obec­nie. Oble­wa­nie obra­zów róż­ny­mi sub­stan­cja­mi czę­sto jest aktem mani­fe­sta­cji femi­ni­stycz­nej, eko­lo­gicz­nej czy ele­men­tem pro­te­stów zwią­za­nych ze zmia­na­mi kli­ma­tu. O pró­bie znisz­cze­nia Sło­necz­ni­ków Vin­cen­ta van Gogha czy Sto­gów sia­na w połu­dnie Claude’a Mone­ta co pewien czas przy­po­mi­na­ją media. Badacz przy­ta­cza jed­nak w roz­mo­wie tak­że mniej zna­ne przy­kła­dy ata­ków na dzie­ła sztu­ki, jak choć­by ten, któ­re­go doko­na­ła kana­dyj­ska sufra­żyst­ka Mary Richard­son, tnąc tasa­kiem Wenus z lustrem Die­ga Velázqu­eza.

 

https://spotkaniazzabytkami.pl/biezacy-numer/

Okładka czasopisma „Spotkania z Zabytkami” 2026, nr 1
„Spotkania z Zabytkami” 2026, nr 1.

„Tygodnik Powszechny”

W naj­now­szy nume­rze „Tygo­dni­ka Powszech­ne­go” war­to się­gnąć po arty­kuł Mag­da­le­ny Nowic­kiej-Fran­czak Miłość dla począt­ku­ją­cych. Powi­nien on zain­te­re­so­wać szcze­gól­nie rodzi­ców, któ­rzy zasta­na­wia­ją się, jak roz­ma­wiać z dzieć­mi o uczu­ciach. Z pomo­cą może im przyjść lite­ra­tu­ra, co autor­ka udo­wad­nia na przy­kła­dach kil­ku pozy­cji wydaw­ni­czych, takich jak choć­by Ksią­żecz­ka peł­na miło­ści Vity Mur­row, wzbo­ga­co­na ilu­stra­cja­mi Anne­lies Draws. To opo­wieść o tym, jak ludzie z róż­nych stron świa­ta oka­zu­ją sobie czu­łość. Mali czy­tel­ni­cy dowie­dzą się z niej, że sło­wo „miłość” w języ­ku serb­skim jest kolo­ru fioł­ko­we­go. Bar­dzo się nam to spodo­ba­ło, podob­nie jak baj­ka Edek jest zako­cha­ny Tho­ma­sa Brun­strøma z ilu­stra­cja­mi Thor­bjør­na Chri­stof­fer­se­na. Opo­wieść ta wywar­ła tak­że wra­że­nie na autor­ce tek­stu, któ­ra tak opi­su­je histo­rię chłop­ca nie­po­tra­fią­ce­go oka­zać kole­żan­ce sym­pa­tii:

Jest dziec­kiem czy­nu, więc zwra­ca się do taty, eks­per­ta od wszyst­kie­go, o pora­dy. Te przy­no­szą wię­cej szko­dy niż pożyt­ku, bo Edek usil­nie kopiu­je stra­te­gie doro­słych (goto­wa­nie dla uko­cha­nej, pre­zen­ty, kwia­ty, usłu­gi­wa­nie itd.) na mia­rę swo­ich kil­ku­let­nich moż­li­wo­ści. Wresz­cie idzie po rozum do gło­wy i pyta inną dziew­czy­nę o to, co lubią dziew­czyn­ki. Ola daje mu naj­lep­szą moż­li­wą wska­zów­kę – żeby był sobą i prze­stał trak­to­wać Mar­tę jak przy­bysz­kę z innej pla­ne­ty. Radzi mu zapy­tać ją o to, w co chcia­ła­by się z nim bawić. Lody zosta­ją prze­ła­ma­ne i wkrót­ce oka­że się, że Mar­ta to nie żad­na księż­nicz­ka, ale – podob­nie jak Edek – nie­złe ziół­ko.

Mag­da­le­na Nowic­ka-Fran­czak zauwa­ża, że współ­cze­sne baj­ki nie koń­czą się już raczej stwier­dze­niem „żyli dłu­go i szczę­śli­wie”, ale w dużej mie­rze opie­ra­ją się na powie­dze­niach w rodza­ju „cza­sem słoń­ce, cza­sem deszcz”. Mimo to pisa­rze nie znie­chę­ca­ją mło­dych czy­tel­ni­ków do podej­mo­wa­nia prób szu­ka­nia szczę­ścia. Autor­ka pod­su­mo­wu­je:

Mię­dzy wier­sza­mi [twór­cy – red.] suge­ru­ją, żeby naj­młod­si łagod­niej­szym wzro­kiem spoj­rze­li tak­że na doro­słych i ich ser­co­we poraż­ki, bo miło­ści każ­dy uczy się tyl­ko na wła­snych błę­dach.

*

W „Tygo­dni­ku…” war­to tak­że się­gnąć po tekst Juliu­sza Pie­li­chow­skie­go Dra­ku­la z iPhone’a. Autor tek­stu poje­chał do Rumu­nii, by spo­tkać się ze zna­ko­mi­tym reży­se­rem Radu Judem, cenio­nym w Pol­sce choć­by za film Nie obie­cuj­cie sobie zbyt wie­le po koń­cu świa­ta. Akcja tego nie­zwy­kłe­go obra­zu roz­gry­wa się w samo­cho­dzie, któ­rym zapra­co­wa­na i nie­wy­star­cza­ją­co opła­ca­na asy­stent­ka Ange­la jeź­dzi po Buka­resz­cie. Kobie­ta prze­pro­wa­dza castin­gi do fil­mu i dema­sku­je opre­syj­ność współ­cze­sne­go świa­ta. Podą­ża­jąc tym samym tro­pem, Pie­li­chow­ski roz­po­czy­na swój arty­kuł od opi­sa­nia prze­jaz­du tak­sów­ką przez zakor­ko­wa­ne mia­sto. Przed­mio­tem roz­wa­żań nie jest tu jed­nak nie­gdy­siej­sza pro­duk­cja Radu Jude­go, ale dwa naj­now­sze dzie­ła tego reży­se­ra, poka­zy­wa­ne ostat­nio na festi­wa­lu w Ber­li­nie: Kon­ti­nen­tal ’25 oraz Dra­cu­la.

Dra­cu­la”, ostat­nia peł­no­me­tra­żo­wa fabu­ła Radu Jude­go, nie jest kla­sycz­ną adap­ta­cją powie­ści Bra­ma Sto­ke­ra. To raczej współ­cze­sny, iro­nicz­ny i poli­tycz­ny esej fil­mo­wy, któ­ry wyko­rzy­stu­je postać Dra­ku­li jedy­nie jako punkt wyj­ścia do reflek­sji nad kapi­ta­li­zmem (raz jesz­cze), prze­my­słem tury­stycz­nym czy komer­cja­li­za­cją legen­dy Vla­da Palow­ni­ka.

Z kolei sam Radu Jude przy­zna­je, że w Dra­cu­li posłu­żył się rów­nież obra­za­mi gene­ro­wa­ny­mi przez AI. Twór­ca ten, któ­ry swo­je fil­my krę­ci za pomo­cą iPhone’a, wyko­rzy­stu­jąc przy tym archi­wal­ne mate­ria­ły fil­mo­we, foto­gra­fie, taśmę celu­lo­ido­wą, a tak­że domo­we kame­ry cyfro­we, mówi:

Uwa­żam je [obra­zy gene­ro­wa­ne przez AI – red.] za bar­dzo inte­re­su­ją­ce pod wie­lo­ma wzglę­da­mi. Jeśli mogę je twór­czo wyko­rzy­stać i mam ku temu powód, robię to. Jeśli pro­duk­cja fil­mo­wa jest ska­za­na na cał­ko­wi­te prze­ję­cie przez maszy­ny, zapew­ne będzie­my musie­li zmie­nić pro­fe­sję i zwró­cić się ku, na przy­kład, teatro­wi. Oba­wiam się sztucz­nej inte­li­gen­cji, jak wszy­scy, ale wolę spró­bo­wać się z nią skon­fron­to­wać, niż przed nią ucie­kać.

 

https://www.tygodnikpowszechny.pl/#aktualne-wydanie

Okładka czasopisma „Tygodnik Powszechny” 2026, nr 10
„Tygodnik Powszechny” 2026, nr 10.

– dziennikarka, publicystka, redaktorka, absolwentka teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

więcej →

– redaktorka, recenzentka literacka.

więcej →

Powiązane teksty