Jenny Erpenbeck: Głos zjednoczonych, ale wciąż podzielonych Niemiec

Kie­dy 21 maja 2024 roku Jen­ny Erpen­beck sta­nę­ła na sce­nie Tate Modern w Lon­dy­nie, aby ode­brać Inter­na­tio­nal Booker Pri­ze, było to wyda­rze­nie histo­rycz­ne – po raz pierw­szy nie­miec­ko­ję­zycz­na pisar­ka zdo­by­ła tę pre­sti­żo­wą nagro­dę. Ale dla samej Erpen­beck, uro­dzo­nej w 1967 roku w Ber­li­nie Wschod­nim, triumf ten miał głęb­sze zna­cze­nie. Był potwier­dze­niem dro­gi, któ­rą prze­szła od autor­ki nie­mal nie­wi­dzial­nej, boha­ter­ki swo­je­go debiu­tu, do mię­dzy­na­ro­do­wej gwiaz­dy lite­ra­tu­ry – dro­gi nazna­czo­nej zarów­no uzna­niem, jak i kon­tro­wer­sja­mi.

Rodzina, która pisze historię

„Pocho­dzę z rodzi­ny pisa­rzy”, powie­dzia­ła Erpen­beck pod­czas cere­mo­nii wrę­cze­nia nagro­dy. To nie była skrom­na prze­sa­da. Jej dziad­ko­wie byli pisa­rza­mi i komu­ni­sta­mi, któ­rzy prze­trwa­li nazizm na moskiew­skim wygna­niu. Bab­cia, Hed­da Zin­ner, to uzna­na pisar­ka NRD. Mat­ka, Doris Kilias, była reno­mo­wa­ną ara­bist­ką i tłu­macz­ką dzieł egip­skie­go nobli­sty, Nagu­iba Mah­fo­uza. Ojciec, John Erpen­beck, był fizy­kiem, filo­zo­fem i pisa­rzem. Po dziad­ku Frit­zu Erpen­bec­ku, tak­że pisa­rzu, nazwa­na jest uli­ca we wschod­nim Ber­li­nie, przy któ­rej do dziś miesz­ka jej ojciec.

Miesz­ka­nie Jen­ny Erpen­beck w ber­liń­skiej dziel­ni­cy Pren­zlau­er Berg jest żywym muzeum lite­rac­kim tej rodzin­nej tra­dy­cji. Wśród rega­łów peł­nych ksią­żek, sta­rych zaba­wek, kaset i płyt CD znaj­du­ją się listy Tho­ma­sa Man­na i Eri­cha Müh­sa­ma, frag­ment tape­ty z poko­ju, w któ­rym zmarł Richard Wagner, mały kani­ster oli­wy z oli­wek (mar­ki Dan­te) przy­wie­zio­ny przez dziad­ków z moskiew­skie­go wygna­nia. Jest tam też apa­rat foto­gra­ficz­ny, któ­rym jej dzia­dek foto­gra­fo­wał Györ­gy­’e­go Lukác­sa.

To „tra­dy­cja mnie kon­ty­nu­owa­ła”, odpo­wie­dzia­ła kie­dyś na stwier­dze­nie dzien­ni­ka­rza, że jako autor­ka kon­ty­nu­uje rodzin­ną tra­dy­cję. Owo zda­nie dosko­na­le odda­je jej rela­cję z prze­szło­ścią – nie tyle świa­do­mie wybra­ła pisa­nie, ile wyro­sła z nie­go orga­nicz­nie, jak drze­wo z korze­ni się­ga­ją­cych głę­bo­ko w histo­rię nie­miec­kie­go XX wie­ku.

Zniknięcie jako doświadczenie fundamentalne

Gdy w 1989 roku runął mur ber­liń­ski, Jen­ny Erpen­beck mia­ła dwa­dzie­ścia dwa lata. Pań­stwo, w któ­rym dora­sta­ła, prze­sta­ło ist­nieć z dnia na dzień. „Wol­ność nie była darem. Mia­ła swo­ją cenę, a ceną było całe moje dotych­cza­so­we życie”, powie­dzia­ła póź­niej1. Jej ojciec w tym cza­sie porzu­cił pisa­nie i, jak sam to okre­ślił, udał się „na przy­jem­ną emi­gra­cję”. Wte­dy jego cór­ka zaczę­ła pisać. Nazy­wa to „prze­ka­za­niem pałecz­ki”2.

To doświad­cze­nie znik­nię­cia – pań­stwa, sys­te­mu war­to­ści, fun­da­men­tów egzy­sten­cji – sta­ło się cen­tral­nym tema­tem jej twór­czo­ści3. „Mój dzia­dek był na liście wyda­la­nych przez nazi­stów”4, mówi Erpen­beck. Świa­do­mość głę­bo­kiej nie­pew­no­ści, moż­li­wo­ści nagłe­go znik­nię­cia pod­staw życia, jest czymś, co odzie­dzi­czy­ła i prze­ży­ła. Leży u pod­staw wszyst­kich jej ksią­żek.

Jej debiu­tanc­ka powieść Geschich­te vom alten Kind (Opo­wieść o sta­rym dziec­ku, Znak Lite­ra­no­va 2026, tłum. Eli­za Borg), wyda­na w 1999 roku, opo­wia­da o posta­ci bez imie­nia, wie­ku i prze­szło­ści – pustym czło­wie­ku, uchodź­cy życia. Dziew­czyn­ka nie radzi sobie z życiem, uzna­je je za for­mę kon­ku­ren­cji, więc odma­wia udzia­łu w jakich­kol­wiek wal­kach życia.

Dom nad jeziorem – literatura jako akt posiadania

Temat znik­nię­cia i pamię­ci Erpen­beck roz­wi­nę­ła w jed­nej ze swo­ich naj­bar­dziej oso­bi­stych powie­ści – Heim­su­chung (Klucz do ogro­du, WAB 2020, tłum. Eli­za Borg), wyda­nej w 2008 roku. Inspi­ra­cją była utra­ta domu jej bab­ci nad jezio­rem Schar­müt­zel­see w Bran­den­bur­gii. „Zasta­na­wia­łam się, co stra­ci­łam, bo – było oczy­wi­ste, że nie cho­dzi­ło o wła­sność”5, wspo­mi­na. Cho­dzi­ło przede wszyst­kim o wspo­mnie­nia. Spę­dzi­ła tam znacz­ną część dzie­ciń­stwa, któ­re uwa­ża za szczę­śli­we, szcze­gól­nie waka­cje, a zwłasz­cza te dwa mie­sią­ce lata, boso, całe dni nad wodą i w lesie. Z tego rodza­ju doświad­czeń czer­pie się, gdy się pisze. Roz­po­czę­ła zbie­ra­nie mate­ria­łów, bada­nia. I tak pod­czas gdy tecz­ki wypeł­nia­ły się lista­mi, wypi­sa­mi z ksiąg wie­czy­stych, pla­na­mi budow­la­ny­mi i foto­gra­fia­mi, z idyl­li dzie­ciń­stwa z pomo­stem kąpie­lo­wym i ogro­dem powstał punkt prze­cię­cia wie­lu histo­rii, a w koń­cu książ­ka6.

Praw­dzi­wa histo­ria domu obję­ła znacz­nie szer­sze krę­gi niż Erpen­beck kie­dy­kol­wiek przy­pusz­cza­ła – poszu­ki­wa­nie ojczy­zny dopro­wa­dzi­ło ją aż do War­sza­wy i RPA. Na jed­nym ze zdjęć w tecz­ce widać uśmiech­nię­tą dzie­się­cio­let­nią dziew­czyn­kę z ciem­ną grzyw­ką. To była sio­strze­ni­ca żydow­skie­go fabry­kan­ta, któ­ry kupił część dział­ki nad wodą i w 1935 roku zbu­do­wał małą łaź­nię. Rok póź­niej wyemi­gro­wał z żoną do RPA: zało­ży­li tam idyl­licz­ny ogród, mie­li tro­je dzie­ci i stwo­rzy­li sobie nową ojczy­znę. Jeśli w ogó­le coś takie­go ist­nie­je. Resz­ta rodzi­ny nie zdą­ży­ła wyje­chać na czas. Dziew­czyn­ka ze zdję­cia mia­ła dwa­na­ście lat, gdy zosta­ła zamor­do­wa­na w Tre­blin­ce.

„Całe życie znam tę łaź­nię”, mówi Erpen­beck, „i o tym nie wie­dzie­li­śmy. Zawsze myśla­łam, że to wszyst­ko nale­ża­ło razem”. Ludzie we wsi opo­wia­da­li, gdy o to pyta­ła, że żydow­ska rodzi­na wyemi­gro­wa­ła do Szwe­cji. Tak każ­dy two­rzy sobie swo­ją praw­dę. Tak­że rodzin­na tra­dy­cja Erpen­bec­ków musia­ła zostać sko­ry­go­wa­na. Były obra­zy wro­ga, były fak­ty, „przez te bada­nia rze­czy wza­jem­nie się komen­to­wa­ły”7.

Oczy­wi­ście moż­na było potrak­to­wać histo­rię domu nad Schar­müt­zel­see w spo­sób doku­men­tal­ny, ale cho­dzi­ło o coś wię­cej niż tyl­ko o fak­ty i wspo­mnie­nia. Cho­dzi­ło o ojczy­znę. „Cze­go wła­ści­wie szu­ka się, gdy szu­ka się ojczy­zny? Na czym pole­ga osia­dłość? I dla­cze­go jest to dla nas tak waż­ne?”8.

Takie tema­ty Erpen­beck wpa­ja swo­im posta­ciom powie­ścio­wym: żonie archi­tek­ta, fabry­kan­to­wi tek­sty­liów, pisar­ce powra­ca­ją­cej z sowiec­kie­go wygna­nia (wzo­ro­wa­nej na jej bab­ci), ska­za­ne­mu zbie­go­wi z Repu­bli­ki miesz­ka­ją­ce­mu w łaź­ni czy chłop­cu, któ­ry zawsze przy­cho­dzi się bawić. Każ­da z tych bar­dzo róż­nych osób mówi wła­snym gło­sem i opo­wia­da swo­ją część histo­rii, z przy­pi­sa­ną jej bio­gra­fią, pla­na­mi i wię­za­mi, z przy­jem­no­ścia­mi nad jezio­rem, ze swo­im świa­to­po­glą­dem i śle­po­tą – i tęsk­no­tą za miej­scem, do któ­re­go się nale­ży.

„Pisa­nie o domu”, mówi Jen­ny Erpen­beck (wła­śnie to chcia­ła powie­dzieć na zakoń­cze­nie), „jest pod­łym spo­so­bem zawłasz­cze­nia”9.

„Jeszcze nie wieczór” – wariacje na temat historii

W powie­ści Aller Tage Abend z 2012 roku (Jesz­cze nie wie­czór, Sonia Dra­ga 2021, tłum. Eli­za Borg) Erpen­beck swo­je roz­wa­ża­nia o losie jed­nost­ki w histo­rii posu­nę­ła do skraj­no­ści. Głów­na boha­ter­ka rodzi się w 1902 roku w gali­cyj­skim Bro­dach i umie­ra w 1990 roku jako wyso­ko odzna­czo­na pisar­ka NRD w domu opie­ki we wschod­nim Ber­li­nie. Ale wszyst­ko mogło poto­czyć się ina­czej.

Powieść skła­da się z pię­ciu ksiąg, któ­re są w sobie zamknię­te i opo­wie­dzia­ne do koń­ca, ponie­waż pro­ta­go­nist­ka za każ­dym razem umie­ra. Mimo to księ­gi orga­nicz­nie do sie­bie nawią­zu­ją. Śmierć jest bowiem zawsze tyl­ko jed­ną z wie­lu moż­li­wo­ści, a przez nie­ocze­ki­wa­ny zwrot histo­rii boha­ter­ka w następ­nej księ­dze wymy­ka się śmier­ci i po raz kolej­ny sta­je twa­rzą w twarz z XX wie­kiem.

W pierw­szej czę­ści boha­ter­ka rodzi się w 1902 roku w mitycz­nym Bro­dach na gra­ni­cy habs­bur­sko-rosyj­skiej, podob­nie jak Joseph Roth, póź­niej­szy naj­słyn­niej­szy kro­ni­karz Gali­cji, ale umie­ra już po ośmiu mie­sią­cach. W następ­nym roz­dzia­le rodzi­na wraz z ojcem prze­by­wa już w Wied­niu, cór­ka przez przy­pa­dek jed­nak prze­ży­ła i jako sie­dem­na­sto­lat­ka zosta­je wrzu­co­na w nie­pew­no­ści cza­su bez­po­śred­nio po pierw­szej woj­nie świa­to­wej.

W tle roz­po­zna­je się bio­gra­fię Hed­dy Zin­ner, bab­ci Jen­ny Erpen­beck, jako punkt wyj­ścia dla fik­cyj­nych waria­cji. Autor­ka dopro­wa­dza histo­rycz­ne wizje tabu­la rasa (jak zwłasz­cza Heiner Mül­ler insce­ni­zo­wał je jako spe­cy­ficz­ną este­ty­kę NRD) do osta­tecz­nej kon­se­kwen­cji.

Czas lat dwu­dzie­stych, róż­nych kie­run­ków w łonie par­tii komu­ni­stycz­nej, czas wygna­nia w Związ­ku Radziec­kim jest ści­śle sple­cio­ny z histo­rią rodzi­ny Jen­ny Erpen­beck, choć nie jest to kon­kret­nie nazwa­ne. Ponow­nie wyra­zi­ste są tu przy­pad­ko­we, ale dale­ko­sięż­ne zwro­ty w bio­gra­fii: to, czy akta wylą­du­ją po lewej, czy po pra­wej stro­nie biur­ka, czę­sto zale­ży po pro­stu od alfa­be­tu, lecz wła­śnie to decy­du­je o życiu i śmier­ci.

Język Jen­ny Erpen­beck odpo­wia­da wyra­fi­no­wa­nej, pre­cy­zyj­nie skon­stru­owa­nej for­mie. Nie zna ozdó­bek, upięk­szeń, psy­cho­lo­gicz­nych roz­ga­łę­zień, ale sta­wia suge­styw­nie na echa, na rezo­nans. Czy każ­de sło­wo się liczy­ło? – podob­nie sfor­mu­ło­wa­na myśl prze­wi­ja się w kil­ku cen­tral­nych miej­scach książ­ki. Opi­su­je este­ty­kę nie­zwy­kle ostroż­nie dobie­ra­ją­cej sło­wa autor­ki, ale rów­nież nazy­wa kon­kret­ne nie­bez­pie­czeń­stwa, jakie może mieć złe sło­wo w histo­rycz­nie nie­przej­rzy­stych sytu­acjach.

Międzynarodowy sukces

Dzi­siaj Jen­ny Erpen­beck jest mię­dzy­na­ro­do­wą gwiaz­dą nie­miec­kiej lite­ra­tu­ry10. Jej książ­ki prze­tłu­ma­czo­no na trzy­dzie­ści języ­ków11. Była nomi­no­wa­na do Inter­na­tio­nal Booker Pri­ze sześć razy – czę­ściej niż jaki­kol­wiek inny żyją­cy nie­miec­ki pisarz. W 2015 roku (gdy nagro­da nosi­ła jesz­cze nazwę Inde­pen­dent Fore­ign Fic­tion Pri­ze) otrzy­ma­ła ją po raz pierw­szy za powieść o uchodź­cach Gehen, ging, gegan­gen (Iść, szedł, poszedł, Sonia Dra­ga 2020, tłum. Eli­za Borg)12. „The New York Times” i „The New Yor­ker” widzą w niej przy­szłą lau­re­at­kę lite­rac­kiej Nagro­dy Nobla. „The Atlan­tic” napi­sał entu­zja­stycz­nie, że jest rzad­kim przy­pad­kiem pisar­ki, „któ­rej przed­sta­wie­nie roz­dar­te­go kra­ju i stu­le­cia przy­po­mi­na, że powie­ścio­pi­sa­rze trak­tu­ją histo­rię w spo­sób, w jaki nie potra­fią tego uczy­nić ani histo­ry­cy, ani poli­ty­cy”13.

Na łamach pra­sy autor­ka zwy­kle z entu­zja­zmem opo­wia­da o swo­ich spo­tka­niach lite­rac­kich na świe­cie. Była w Austra­lii, Syrii, Islan­dii, Kana­dzie, Mek­sy­ku, z zachwy­tem mówi o Dża­kar­cie, gdzie jej powieść Klucz do ogro­du wysta­wio­no jako sztu­kę teatral­ną i z naj­więk­szą oczy­wi­sto­ścią zro­zu­mia­no jako indo­ne­zyj­ski dra­mat o poszu­ki­wa­niu ojczy­zny. W Uzbe­ki­sta­nie wita­no ją fla­ga­mi i szpa­le­rem. „Pisa­rze są tam uwa­ża­ni za abso­lut­nie wyso­ko posta­wio­nych i w hie­rar­chii pre­sti­żu pla­su­ją się bez­po­śred­nio pod pre­zy­den­tem”, mówi14. W Korei Połu­dnio­wej otrzy­ma­ła naj­waż­niej­sze lite­rac­kie wyróż­nie­nie kra­ju, wraz z indyj­ską pisar­ką Arun­dha­ti Roy.

Od wie­lu lat repre­zen­tu­je ją agen­cja lite­rac­ka The Wylie Agen­cy15 – świa­to­wa potę­ga na mię­dzy­na­ro­do­wym ryn­ku książ­ki, któ­ra ma w swo­im port­fo­lio wie­lu mię­dzy­na­ro­do­wych nobli­stów. Według Erpen­beck oprócz niej jedy­nie Chri­stian Kracht repre­zen­to­wa­ny jest tam jako autor nie­miec­ko­ję­zycz­ny. Agen­cja nie­zwy­kle sta­ran­nie wybie­ra naj­lep­sze moż­li­we wydaw­nic­twa dla dzieł swo­ich auto­rów w poszcze­gól­nych kra­jach. Nie kie­ru­je się w pierw­szej kolej­no­ści wyso­ko­ścią zali­czek, ale reno­mą i siłą ryn­ko­wą w danym kra­ju oraz per­spek­ty­wa­mi, jakie ofe­ru­je autor­ce.

W Niem­czech książ­ki Jen­ny Erpen­beck nie zawsze są przyj­mo­wa­ne z wiel­kim entu­zja­zmem, zda­nia kry­ty­ków i czy­tel­ni­ków bywa­ją podzie­lo­ne16. Jej naj­now­sza powieść Kairos (Kairos, Znak Lite­ra­no­va 2025, tłum. Eli­za Borg), jed­no z naj­lep­szych dzieł lite­rac­kich o upad­ku NRD i prze­wro­tach okre­su prze­ło­mu, nie zosta­ła nawet nomi­no­wa­na ani do nagro­dy Leip­zi­ger Buch­mes­se, ani do Deut­scher Buch­pre­is.

Sama Erpen­beck ma swo­je wyja­śnie­nie tej roz­bież­no­ści. Wska­zu­je, że na cze­le żad­ne­go z wiel­kich nie­miec­kich dzia­łów kul­tu­ral­nych nie stoi oso­ba ze wschod­nich Nie­miec. W obu juror­skich komi­sjach nagród książ­ko­wych w roku wyda­nia powie­ści Kairos nie było ani jed­ne­go człon­ka pocho­dzą­ce­go ze wschod­niej czę­ści kra­ju. „Rozu­miem dobrze, że moja książ­ka zosta­ła pomi­nię­ta”, mówi. I doda­je z uśmie­chem: „Ja też nie inte­re­su­ję się waszy­mi pro­ble­ma­mi. Na przy­kład tysią­cz­ną książ­ką o poko­le­niu ’68… Cho­ciaż – wła­ści­wie są one cał­kiem inte­re­su­ją­ce…”17.

Kontrowersje wokół pamięci

Kairos, powieść nagro­dzo­na Inter­na­tio­nal Booker Pri­ze w 2024 roku, opo­wia­da histo­rię upad­ku NRD jako histo­rię stra­ty. Jako histo­rię znik­nię­cia – bez ide­ali­za­cji, bez narze­ka­nia. Para kochan­ków, Hans i Katha­ri­na – on prze­ko­na­ny komu­ni­sta, były dono­si­ciel Sta­si, znacz­nie star­szy od Katha­ri­ny – nie prze­wi­dzie­li upad­ku swo­je­go kra­ju. Nie nale­że­li do demon­stran­tów, nie byli tymi, któ­rzy chcie­li oba­lić sys­tem. Hans stra­ci pra­cę, wia­rę, życie. Katha­ri­na zaś jest wystar­cza­ją­co mło­da, żeby przy­go­to­wać się na nowy począ­tek.

W Niem­czech książ­ka wywo­ła­ła burzę. Część kry­ty­ków zarzu­ci­ła Erpen­beck ide­ali­za­cję życia w NRD, oskar­żo­no ją o bycie komu­ni­stycz­ną cór­ką przy­wi­le­ju, któ­ra „patrzy życz­li­wie, a nawet z miło­ścią na socja­lizm”18. Według nie­któ­rych komen­ta­to­rów dla niej Wschod­nie Niem­cy, czy­li NRD, jawi się jako miej­sce tęsk­no­ty i nadziei. Szcze­gól­nie kon­tro­wer­syj­ne oka­za­ły się opi­sy Ber­li­na Zachod­nie­go w powie­ści – dla pro­ta­go­nist­ki Katha­ri­ny RFN nie jest miej­scem tęsk­no­ty za wol­no­ścią. Wizy­ta w Kolo­nii u bab­ci przed­sta­wio­na jest jako zde­rze­nie z wul­gar­nym świa­tem kon­sump­cji, któ­re ją odpy­cha.

„W ata­kach kry­ty­kom cho­dzi przede wszyst­kim o hege­mo­nię inter­pre­ta­cyj­ną”, odpo­wia­da Erpen­beck. Ona, jako kobie­ta i „sta­ra wschod­niacz­ka” z komu­ni­stycz­ny­mi dziad­ka­mi, pozwa­la sobie opo­wia­dać histo­rię o latach przed i po „prze­ło­mie”. „Co za skan­dal!”19.

Ale czy jest to rze­czy­wi­ście tak pro­ste? Erpen­beck pod­kre­śla, że Kairos to powieść, a nie mani­fest poli­tycz­ny, a ona sama nie jest histo­rycz­ką, lecz pisar­ką. Hans, były infor­ma­tor Sta­si, w książ­ce repre­zen­tu­je samo­wo­lę i mani­pu­la­cję reżi­mu SED, czy­li Socja­li­stycz­nej Par­tii Jed­no­ści Nie­miec – wyko­rzy­stu­je i poni­ża Katha­ri­nę. „Gdzie tu jest ide­ali­za­cja?”20, pyta.

Głos, który trzeba usłyszeć

Dys­ku­sja wokół Erpen­beck i jej twór­czo­ści przy­po­mi­na spo­ry o Chri­stę Wolf w latach dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku, gdy ta ostat­nia była ści­ga­na przez felie­to­ny jako „poet­ka pań­stwo­wa NRD”21. Wolf była – jak dziś Erpen­beck – wymie­nia­na jako kan­dy­dat­ka do lite­rac­kiej Nagro­dy Nobla. Nigdy jej nie otrzy­ma­ła.

Nie­któ­rzy kry­ty­cy, zwłasz­cza ze wschod­nich Nie­miec, jak histo­ryk Ilko-Sascha Kowal­czuk, doma­ga­ją się, żeby ci, któ­rzy piszą o NRD, poka­zy­wa­li dysy­den­tów i prze­ciw­ni­ków sys­te­mu, przy­po­mi­na­li o nich oraz o ich cier­pie­niach. Żąda­ją obra­zów prze­ra­że­nia zamiast obser­wa­cji codzien­no­ści. Erpen­beck odpo­wia­da z sza­cun­kiem: „Patrzę z naj­wyż­szym respek­tem na ludzi, któ­rzy w NRD sta­wia­li poli­tycz­ny opór i ryzy­ko­wa­li wię­zie­nie i repre­sje. Nie nale­ża­łam do nich. To jest cał­kiem jasne”22.

Autor­ka czę­sto pod­kre­śla, że całe jej twór­cze pisar­stwo ma na celu uni­ka­nie uprosz­czo­nych spoj­rzeń na rze­czy­wi­stość. W swo­ich dzie­łach zawsze sta­ra się patrzeć na wyda­rze­nia histo­rycz­ne z wie­lu róż­nych cza­so­wych per­spek­tyw i punk­tów widze­nia. Cho­dzi jej o pro­ces rozu­mie­nia i dotar­cie do isto­ty skom­pli­ko­wa­nych doświad­czeń przez myśle­nie, bada­nia oraz uwzględ­nia­nie kon­tek­stu histo­rycz­ne­go i wąt­ków pobocz­nych. Posze­rza­nie per­spek­ty­wy spra­wia, że moż­li­we sta­je zro­zu­mie­nie. Lite­ra­tu­ra może słu­żyć nada­wa­niu struk­tu­ry okre­ślo­nym prze­ży­ciom i oswa­ja­niu tego, co nas przy­tła­cza. Ludzie wciąż na nowo spo­glą­da­ją na te same zda­rze­nia – w zależ­no­ści od swo­je­go indy­wi­du­al­ne­go punk­tu widze­nia i cza­su, w któ­rym się znaj­du­ją. Pamięć dzia­ła jako żywy, dyna­micz­ny sys­tem.

Mię­dzy­na­ro­do­we uzna­nie dla Kairos i innych dzieł o NRD budzi pyta­nia o zmia­nę per­cep­cji histo­rii. Wydaw­ca Edwin Frank z New York Review Books mówi o fun­da­men­tal­nie nowo obu­dzo­nym zain­te­re­so­wa­niu lite­ra­tu­rą wschod­nio­nie­miec­ką. Nie­daw­no wydał opo­wia­da­nia i powieść emi­gra­cyj­ną Trans­it Anny Seghers (Tran­zyt, Czy­tel­nik 2019, tłum. Wan­da Jedlic­ka). Ku jego wła­sne­mu zasko­cze­niu oka­za­ły się wiel­ki­mi suk­ce­sa­mi sprze­da­żo­wy­mi. Wydaw­czy­ni Erpen­beck w USA, Bar­ba­ra Epler z New Direc­tions, wyja­śnia, że NRD, a zwłasz­cza Ber­lin Wschod­ni, dla wie­lu ludzi w Ame­ry­ce to ter­ra inco­gni­ta, kraj, któ­ry dopie­ro teraz jest odkry­wa­ny na nowo23. Po 1989 roku było jasne, że libe­ra­lizm Zacho­du zwy­cię­żył, nikt spe­cjal­nie nie inte­re­so­wał się prze­szło­ścią upa­dłych kra­jów. To się zmie­ni­ło, mię­dzy inny­mi dla­te­go, że młod­sze poko­le­nie patrzy dziś na Zachód z więk­szym kry­ty­cy­zmem.

Pisanie jako egzystencja

W poko­ju obok kuch­ni w swo­im miesz­ka­niu w Pren­zlau­er Berg Jen­ny Erpen­beck pisze swo­je powie­ści24. Rega­ły pię­trzą się aż po sufit. Książ­ki są wszę­dzie. Obok wspo­mnie­nia z dzie­ciń­stwa, sta­re zabaw­ki, kase­ty, pły­ty CD. Pisar­ka ppo­wia­da, że zaczy­na rano i pra­cu­je do godzi­ny sie­dem­na­stej lub osiem­na­stej. Cza­sem nastę­pu­je jesz­cze zmia­na: od godzi­ny dwu­dzie­stej do pół­no­cy. Pisze na kom­pu­te­rze, daw­niej pisa­ła na maszy­nie.

Obec­nie pra­cu­je nad książ­ką po tytu­łem robo­czym: Auto­bio­gra­fia moje­go ojca25. Mały kani­ster oli­wy z oli­wek Dan­te­go, któ­ry prze­cho­wu­je w domu, jest sym­bo­lem tego, jak histo­ria, pamięć i rze­czy prze­pla­ta­ją się w jej życiu i twór­czo­ści. Przed­mio­ty nie są dla niej mar­twy­mi eks­po­na­ta­mi, lecz żywy­mi świad­ka­mi prze­szło­ści, któ­re nie­ustan­nie roz­ma­wia­ją z teraź­niej­szo­ścią. Miesz­ka­nie Erpen­beck jest jed­no­cze­śnie archi­wum i pra­cow­nią, miej­scem, gdzie wie­lo­po­ko­le­nio­wa pamięć prze­kształ­ca się w lite­ra­tu­rę.

Jen­ny Erpen­beck jest dziś lite­rac­kim gło­sem Nie­miec na świe­cie26. Gło­sem, któ­ry mówi o zło­żo­no­ści histo­rii, o nie­moż­no­ści pro­stych odpo­wie­dzi, o sile pamię­ci i bólu stra­ty. Gło­sem ze wschod­nich Nie­miec, z rodzi­ny komu­ni­stów, któ­rzy prze­trwa­li nazizm, gło­sem poko­le­nia, któ­re doświad­czy­ło znik­nię­cia całe­go świa­ta – i któ­re z tego doświad­cze­nia uczy­ni­ło lite­ra­tu­rę. Może wła­śnie dla­te­go, że jest to głos trud­ny, nie­jed­no­znacz­ny, pełen pamię­ci i bólu, zasłu­gu­je na to, by go usły­szeć w całej jego zło­żo­no­ści, bez uprasz­cza­nia, bez ide­olo­gicz­nych fil­trów – po pro­stu jako wiel­ką lite­ra­tu­rę.

 

1 J. Erpen­beck, Gren­zbe­re­iche [wykład z 9 maja 2021 roku] [w:] Dresd­ner Reden, 2021, s. 9, onli­ne: https://www.staatsschauspiel-dresden.de/download/17458/dresdner_rede_jenny_erpenbeck_09052021.pdf [dostęp: 19.03.2026].

2 V. Weider­mann, Eine Art Wun­der, „Die Zeit”, 22.05.2024, onli­ne: https://www.zeit.de/kultur/literatur/2024–05/jenny-erpenbeck-international-booker-prize-literaturpreis [dostęp: 19.03.2026].

3 J. Erpen­beck, Gren­zbe­re­iche, s. 13.

4 V. Weider­mann, Sie weiß sehr genau, woher sie kommt, „Die Zeit”, 21.05.2024, onli­ne: https://www.zeit.de/kultur/literatur/2024–04/jenny-erpenbeck-schriftstellerin-literatur-biografie [dostęp: 19.03.2026].

5 Gro­ßmut­ters kle­in Häu­schen, „Die Zeit”, 29.05.2008, onli­ne: https://www.zeit.de/2008/23/L‑Erpenbeck-NL/komplettansicht [dostęp: 19.03.2026].

6 S. Costa­gli, Die kol­lek­ti­ve Auto­bio­gra­phie. Fami­lie­ne­rin­ne­rung in den Roma­nen von Julia Franck, Jen­ny Erpen­beck und Eugen Ruge, „Modern Lan­gu­ages Open” 2017, nr 4, s. 1–11.

7 Gro­ßmut­ters kle­in Häu­schen

8 Tam­że.

9 Tam­że.

10 A. Bien­dar­ra, Über den Erfolg der Weltau­to­rin Jen­ny Erpen­beck, „Text und Kri­tik” 2025, t. 246, s. 80–89.

11 L. Hui, Kul­tu­rver­mit­tlung im Span­nungs­feld von Text­treue und äuße­ren Kon­trol­l­fak­to­ren. Eine ver­gle­ichen­de Unter­su­chung der engli­schen und chi­ne­si­schen Über­set­zung des Romans Heim­su­chung von Jen­ny Erpen­beck, „Inter­kul­tu­rel­les Forum der deutsch-chi­ne­si­schen Kom­mu­ni­ka­tion” 2025, vol. 5, nr 1, s. 138–158.

12 R. Pokryw­ka, Die Meta­phern des Exils im neu­esten deut­sch­spra­chi­gen Roman. „Gehen, ging, gegan­gen” von Jen­ny Erpen­beck, „Ohr­fe­ige” von Abbas Khi­der, „Das Mäd­chen mit dem Fin­ger­hut” von Micha­el Köhl­me­ier, „Tema­ty i Kon­tek­sty” 2017, nr 7 (12),
s. 412–425.

13 V. Weider­mann, Sie weiß sehr genau

14 Tam­że.

15 Lista klien­tów agen­cji jest dostęp­na onli­ne: https://wylieagency.com/clients.html [dostęp: 19.03.2026].

16 C. Gan­sel, Ausra­diert? Wie die Lite­ra­tur der DDR ver­schwand, Lipsk: Rec­lam, 2026.

16 V. Weider­mann, Sie weiß sehr genau

18 C. Wür­fel, Guten Tag, was ist hier eigen­tlich los, „Die Zeit”, 15.08.2024, onli­ne: https://www.zeit.de/2024/35/jenny-erpenbeck-schriftstellerin-ddr-kritik [dostęp: 19.03.2026].

19 Tam­że.

20 Tam­że.

21 M. Wol­ting, „Zukunft? Das ist das grün­dlich Ande­re” – Zu Aspek­ten der Rezep­tions­ge­schich­te von Chri­sta Wolf in Polen [w:] Zwi­schen Moskau­er Novel­le und Stadt der Engel. Neue Per­spek­ti­ven auf das Leben­swerk von Chri­sta Wolf, red. T. Hör­nigk, C. Gan­sel, Ber­lin: VBB, 2015, s. 151.

22 C. Wür­fel, Guten Tag

23 A. Sobo­czyn­ski, Die Aufer­ste­hung, „Die Zeit”, 16.06.2024, onli­ne: https://www.zeit.de/2024/26/ddr-literatur-ostdeutschland-usa-grossbritannien [dostęp: 19.03.2026].

24 C. Wür­fel, Guten Tag

25 V. Weider­mann, Sie weiß sehr genau

26 K. Elster­mann, Lau­da­tio auf Jen­ny Erpen­beck, „Tho­mas Mann Jahr­buch” 2017, vol. 30, s. 179.

Monika Wolting, fotografia ze zbiorów autorki

– profesor zwyczajny w Instytucie Filologii Germańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, krytyczka literacka.

więcej →

Fallback Avatar

– niemiecka pisarka, reżyserka teatralna i operowa.

więcej →

Powiązane teksty

12.04.2026
Szkice

„Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej” – o komiksowych adaptacjach „Wiedźmina”

Wiedźmin i komiks pojawili się w moim świecie mniej więcej w tym samym czasie, choć całkowicie osobno. Wychowywałam się na literaturze fantastycznej, pierwszy numer „Nowej Fantastyki” zakupiłam jako dziecko – o komiksowych adaptacjach Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego pisze Aleksandra Zielińska.