Cóż to za żartobliwy (dla wielu pewnie wręcz niedorzeczny) pomysł szumnie zakładać wpływ Marii Rodziewiczówny, pisarki końca XIX i początku XX wieku, na Czesława Miłosza? Co ma wspólnego powieściopisarka, na wzmiankę o której lekceważąco prychali krytycy i badacze literatury wielu epok, z noblistą, jednym z najwybitniejszych poetów minionego wieku? Czy zakładanie tu jakiegokolwiek oddziaływania, w obszarze stricte literackim, to nie aby sprzeczność logiczna?
Byt Rodziewiczówna
Można tak na to spojrzeć, jednak zamiast kierować drogich czytelników tego tekstu ku analizom ściśle logicznym, chciałabym zaprosić ich do odnalezienia w tym osobliwym zestawieniu twórców sensu ontologicznego. Sam Miłosz miał do książek Rodziewiczówny podejście zupełnie nienaukowe, traktował je – tak to dzisiaj interpretuję – jak rodzaj zabytkowego lustra, poprzez które możliwy jest kontakt z innym wymiarem rzeczywistości. Ze światem, z którego się jest, w którym zaczęło się istnieć i do którego nie ma już powrotu inną niż literacka drogą. A jednak tę rzeczywistość nosi się głęboko w sobie jak pewną szkieletową strukturę. Z jednej strony jest rusztowaniem wyobrażeń, stereotypów. Z drugiej – kośćcem, który kształtuje, ale i całe szczęście zarasta gąszczem emocji, przeżyć, myśli, weryfikacji. Obrasta, aż traci surowość – jak linia brzegu rzeki pokrywająca się czerwcowymi chaszczami i kwiatami.
Ładunek wybuchowy
Dzieliło ich czterdzieści osiem lat. Maria Rodziewicz1 urodziła się w grozą podszyty ciemny zimowy poranek2, gdy powstanie styczniowe zaczęło ogarniać teren historycznej Litwy, co zresztą przypieczętowało, w pełnym znaczeniu tego podniosłego słowa, los pisarki. Konfiskaty majątków, kontrybucje i zesłanie rodziców na Syberię: oto najważniejsze symbole jej brutalnego dzieciństwa i młodości. Przerzucana między opiekunami, dorasta w logice przemocy i defensywy – na polskich panów napiera carska Rosja, ale mieszkańcy dworów kreują dynamikę absolutnego wyzysku, haraczy i dominacji wobec różnorodnego etnicznie, lecz żyjącego w skrajnej nędzy i zaniedbaniu chłopstwa, które, co oczywiste, na ucisk i niewolę reaguje buntem. Energia społecznej destrukcji nie ma gdzie ujść, napięcie bez odpływu grozi wybuchem, a gdy wybucha, natychmiast gromadzi się nowe. „Niewiele chyba jest geograficznych obszarów na naszej planecie tak naznaczonych przez ludzkie cierpienie jak Białoruś i Ukraina”3, napisze Czesław Miłosz o miejscu, w którym żyła Rodziewicz (urodzona na Grodzieńszczyźnie, wrośnięta w Polesie4).
Noblista z kolei przyszedł na świat 30 czerwca 1911 roku w Szetejniach w Litwie etnicznej. To ważne rozróżnienie: i Miłosz, i Rodziewiczówna urodzili się w obszarze dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, leżącym w ówczesnym Imperium Rosyjskim. Ten teren utrwalił się w polskiej historiografii pod nazwą „Kresy”, ale dzisiaj rośnie świadomość jego obciążeń względem podmiotowości państw i zamieszkujących Litwę, Białoruś czy Ukrainę wspólnot.
Przyjście na świat Marii Rodziewicz w 1863 roku zbiegło się z uwłaszczeniem chłopów, ale jej dorastanie i młodość przypadły na czas, kiedy patriarchalna, paternalistyczna logika dworu wciąż wielu wydawała się jedyną słuszną w organizowaniu świata. Dlatego jej konflikty z wsią bywały ostre, lecz paradoksalnie pozostawały i tak stosunkowo łagodne na tle tego, co działo się wokół innych dworów-fortec na Polesiu, gdzie przemoc klasowa przybierała formę skrajną. Czterdzieści osiem lat później, gdy urodził się Miłosz, a było to już po rewolucji 1905 roku, stosunki klasowe wyraźnie się zmieniły, ziemiaństwo zostało osłabione, chłopska emancypacja przyspieszała coraz bardziej, a w Litwie galopowała także emancypacja narodowa.
We wznowionej właśnie przez Wydawnictwo Znak Dolinie Issy Miłosz wspomniał rzucony przez Litwina granat, który wpadł do jego dziecięcego pokoju – lecz na całe szczęście nie wybuchł. Tomasz, bohater powieści, „który tylko częściowo jest mną”5, jak pisał noblista, jest „pańskim dzieckiem”. Ta tożsamość silnie wpływa na to, kim czuje się w swojej krainie dziecięcej szczęśliwości. Lecz sam obraz tej krainy znacząco wykracza poza powierzchnię podziałów społecznych – jest porażająco głęboki, cały czas pulsują w nim pytania o dobro i zło, radość, okrucieństwo i cierpienie. I o to, jakie emocjonalno-duchowe procesy w istocie zachodzą w człowieku.
Bardzo niezdefiniowani
Tam, gdzie urodził się i spędzał pierwsze lata życia Miłosz, kultura szlachecka przetrwała często w formie zaścianków, czyli miejsc, w których pańskie życie było mniej dworskie, mogłoby się raczej zdawać chłopskie, bliskie naturze, czasem uderzająco nieszablonowe. Choć Kunatowie, dziadkowie od strony jego matki Weroniki, mieszkali w dworze z okazałą biblioteką, fortepianem i pomieszczeniem zwanym „apteczką”, w którym zapachy ziół i przypraw oszałamiały równie mocno jak kolor miedzi licznych garnuszków, to poeta tak mówił o wychowaniu przez rodziców mamy:
moja sytuacja klasowa, bardzo niezdefiniowana, wynikała z tego, że nigdy nie przeszedłem przez kulturę szlachecką […], dziadkowie moi nie mieli żadnych dworskich tradycji. Specjalnie w naszym zakątku, tam na Litwie, było mnóstwo oryginałów tak zwanych. To znaczy ludzi żyjących na swój sposób i zupełnie nie dbających o żadne konwencje. Tak samo mój dziadek o to zupełnie nie dbał, moja babka zupełnie nie dbała6.
Owej babce Józefie z domu Syruć (utrwalonej zresztą umownie w Dolinie Issy), zwanej przez Czesława Lisią, gdyż kojarzyła się wnukowi między innymi ze stworzeniem leśnym, bliskie były potęgi przyrody, fascynowała ją, zdaje się, niezależność natury. Nie nosiła halek, gdy było ciepło, kąpała się wielokrotnie w ciągu dnia w rzece, jej duchowość była wzmożona i nie ograniczała się tylko do katolickiej głębokiej pobożności, ale sięgała wszelkich form życia pośmiertnego, pozamaterialnego, duchów i czarów włącznie7.
Warto tu zaznaczyć, że i Rodziewiczówna znacząco odstawała od swojego ziemiańskiego środowiska pod względem dbania o obyczaje, a akcję jednej ze swoich najbardziej emblematycznych powieści – Dewajtisie – osadziła na litewskiej Żmudzi, właśnie w szlacheckim zaścianku, gdzie ciężko pracujący heros Marek Czertwan, zdecydowanie bardziej wyrobnik niż pan, ocala ziemię i dostaje w nagrodę rękę ukochanej kobiety. Tytułowy Dewajtis to dąb, symbol zapożyczony z mitologii pogańskiej Litwy.
Jeśli zaś o samą oryginalność Marii Rodziewicz idzie, nosiła się, jak to wtedy mówiono, „po męzku”: krótkie włosy, papieros podpalany krzesiwem, siekiera i piła do robót ręcznych trzymana niedaleko biurka, przy którym pisała książki. Sama wyciosała kilkumetrowy krzyż i postawiła go w parku wokół dworu, wśród stuletnich drzew – obok kuli armatniej z potopu szwedzkiego, która rąbnęła tam w ziemię. Lecz narzędzia stolarskie służyły jej też do wyrabiania mebli, które pokrywała ręcznie malowanymi wzorami kwiatowymi. Razem z żarliwym katolicyzmem falowały w niej buddyzm i teozofia, zaś na towarzyszki swej kresowej doli-niedoli zawsze wybierała kobiety.
Choć w dominującej od dziesiątek lat opinii uważa się ją za pisarkę konserwatywną, hołdującą tradycjom ziemiańskim, zarówno w życiu, jak i w powieściach – choć w życiu zdecydowanie bardziej – potrafiła rozsadzać schematy. Nienaruszalna jest w jej książkach obrona ziemi dziedziczonej po przodkach, co na ogół faktycznie oznacza uświęcanie wartości ziemiańskich, stawianie dworu jako cywilizacyjnego centrum, także katolicyzm jest u niej orężem walki o wpływ – przeciwko jednoznacznie utożsamianemu z caratem prawosławiu. A równocześnie mierzyła się czasem ze zdumiewającymi dla jej miejsca w świecie ideami, takimi jak anarchizm (Ragnarök), podważała także nierozerwalność małżeństwa (Nieoswojone ptaki). W książkach stawiała za wzór kobiety walczące o przetrwanie, a kiedy u ich boku pojawiali się partnerzy, kazała odgrywać im rolę przyjaciół, nie opiekunów (Macierz, Czahary, Kądziel) – czyli figur, które nie zagrażają wolności kobiety.
Jest w książkach Rodziewiczówny jakaś niełatwa do nazwania inność i dziwność, coś co płynie z jej żywiołu i naturalnych odruchów, braku cyzelowania zdań, z pisarskiego pośpiechu (była z niego znana). I zdaje się, że mimo pobieżnej znajomości biografii pisarki – wszak do 2023 nie było pełnego opracowania jej życia8 – Czesław Miłosz wyczuwał tę inność, przyglądał się jej i szukał na nią słów. Oceniając, że Rodziewiczówna dobrze zna się na sprawach litewskich, pisał:
Chyba jest to ten aspekt jej twórczości, który mógłby wskazywać, że nie zawsze powtarzała pojęcia obiegowe, nawet jeżeli nie była dość samodzielna, żeby przekroczyć pewną granicę9.
W kronice okaleczonych przodków
To zastanawiające, że układając na początku lat 90. eseje w swojej książce Szukanie ojczyzny, Miłosz postanowił otworzyć ją tekstem pod tytułem Rodziewiczówna. Był to moment, w którym – po dziesiątkach lat życia na emigracji – noblista fizycznie zaczął znowu zbliżać się do Polski.
Gdyby nie perspektywa czasu i przestrzeni, tj. moich lat w Kalifornii, pewnie nie zajmowałbym się tą powieściopisarką, bojąc się, żeby korona nie spadła mi z głowy. Teraz wymądrzania się za wszelką cenę, byle wydąć kilka nazwisk niekoniecznie na to zasługujących, są mi obojętne i mogę być wobec Rodziewiczówny sprawiedliwszy. I jednak coraz bardziej wracając w myślach do domu, w strony rodzinne, nie mogę tych powieści pominąć10.
Przypomniał sobie zatem, jak już we wczesnych latach 20. XX wieku przynosił ze szkolnej biblioteki babce Stanisławie Miłoszowej powieści Rodziewiczówny, a potem sam je czytał. Po siedemdziesięciu latach zaczął zastanawiać się nad tym, co ma jeszcze wspólnego z jedenastoletnim chłopcem, który po przeprowadzce z rodziną do Wilna, gdzie musiał odciąć się od życia ziemiańskiego, chłonął świat Rodziewiczówny. Siedemdziesiąt lat później zaobserwował jej dydaktyzm, moralizowanie, „awantury arabskie”, które mają niewiele wspólnego z prawdopodobieństwem psychologicznym, ale i dar opowiadania – rzadki, jak zauważył, w polskiej literaturze.
Przede wszystkim jednak odnotował, że u żadnego z powieściopisarzy nie dostrzegł tylu realiów życia na ziemiach dawnej Rzeczpospolitej co u Rodziewiczówny. „Czytanie Rodziewiczówny jest zajęciem bolesnym, raniącym, to jakby czytać kronikę rodzinną, w której występują nieszczęśliwi, okaleczeni przodkowie”11, notował, nie potrafiąc oddzielić powieści pisarki od całej dwudziestowiecznej historii „Kresów”, łącznie z wymordowanymi w Holokauście Żydami, zrujnowanymi dworami, kolejnymi zsyłkami na Sybir, gułagami, przesiedleniami.
Rodziewiczówna trwała w swoim dworze aż do jesieni 1939 roku, kiedy została z Hruszowy wypędzona. Prawie całą wojnę spędziła w Warszawie, mając osiemdziesiąt jeden lat przeżyła powstanie – brudna, wychudzona, chora, notowała w swoim kalendarzyku: „Warszawa bez kropli wody – po gardło w kale i moczu, i plwocinach” (17 września)12. Ci, którzy ją spotykali, ze zdumieniem przyglądali się temu, jak trwała na wysokich piętrach kamienic i tylko w ostateczności schodziła do schronów, mówiła bowiem: jeśli zginąć, to w słońcu. Jej dewizą było zdanie: „Żyć trzeba tak, by się ni życia, ni śmierci nie bać”. I jeszcze to: „Dwa razy człowiek nie umiera, ale raz i tylko tam i tak, jak mu Bóg przeznaczył”.
Zmarła w listopadzie 1944 roku, wyczerpana obustronnym zapaleniem płuc, w zimnej chacie niedaleko Skierniewic.
Nieświadomość
Wracając jednak do lektury Miłosza – może zaskakiwać, że od młodości wyczulony na konserwatywną polskość, niechętny społeczeństwu klasowemu i, rzecz jasna, polskiemu antysemityzmowi, rozumiał, dlaczego pojawia się on w książkach Rodziewiczówny. Nazywał to najprościej, jak się da: „W środowiskach opisywanych przez Rodziewiczównę słowo «antysemityzm» byłoby niezrozumiałe. Po prostu taki jest porządek świata”13 – porządek, w którym transakcje finansowe, utożsamiane z Żydami, są zagrożeniem dla ładu feudalnego i świętych praw. Lektura Miłosza jest więc, w jakimś podstawowym sensie, nieoceniająca, a to, co wyczytuje z powieści Rodziewiczówny, traktuje przede wszystkim jako informacje.
Dlatego zestawiając Rodziewiczównę z Orzeszkową (do autorki Nad Niemnem miał Miłosz wielki szacunek), pisał też:
Czytanie Rodziewiczówny przypomina więc nieco czytanie pamiętników, których autor wiele przekazuje świadomie, ale i wiele mimo woli. Z mniejszym chyba powodzeniem można tak czytać Orzeszkową, która wydaje się już zepsuta intelektualizmem i humanitarnymi wątpliwościami14.
To wspaniała obserwacja, bo naprowadza na refleksję, że na powieściową surowość świata Rodziewiczówny, jego sztywność i konserwatyzm można spróbować spojrzeć jak na problem psychoanalityczny – tak, jakby emocje nie były do końca symbolizowane i pogłębiane, dlatego może prosta wizja świata, jaskrawe podziały na dobro i zło stały się w tym pisarstwie obroną przed chaosem nie do końca uświadamianych konfliktów. W tym sensie świat przedstawiany przez Rodziewiczównę jest prawdziwy, choć uproszczony, broni się bowiem przed afektem i analizą.
W tym miejscu zestawianie Miłosza z Rodziewiczówną natrafia na naturalny opór. Wszak Czesław Miłosz od swych wczesnych lat szukał znaków i sposobów na poznanie, a potem wypowiedzenie głębi rzeczywistości i wielostronności ludzkiego doświadczenia, a także wielowarstwowości każdego człowieka, doskonale zdając sobie też sprawę, jak ważną tego częścią są emocje i duchowość. Dokąd prowadzi nas los, jak radzić sobie z rozczarowaniami? Jak dotykamy tego, co mroczne, co napawa nas lękiem, jest groźne? Jako nastolatek na poddaszu dworku w Krasnogrudzie, rodzinnym majątku matki, w którym spędzał wakacje, zagrał w rosyjską ruletkę. Przyłożony do głowy rewolwer nie wypalił.
Gdy myślę o tym wydarzeniu, przypomina mi się – choć przecież nie ma tu bezpośredniego biograficznego związku – opowieść Miłosza z Doliny Issy o Magdalenie, gospodyni księdza Peikswy, z którym miała romans. Tragiczna, niemogąca się spełnić miłość i ciemna rozpacz popchnęły dziewczynę ku samobójstwu. Połknęła truciznę na szczury, ale mimo pochówku jej duch nie chciał opuścić ziemi, roztłukiwał jajka i smażył jajecznicę na zimnej płycie pieca. „Niewidzialnym tasakiem rozszczepiał niewidzialne polana i rozpalał ogień, który buzował i trzeszczał jak prawdziwy”15. I wszedł w sen Tomasza, wciągając go w nim pod ziemię, do grobu:
Jak to możliwe, żebym, mając ciało, ciepło, dłoń, palce, musiał umrzeć i przestać być ja? Właściwie może to nie był nawet sen, bo leżąc na najgłębszym dnie, pod powierzchnią realnych zjawisk, czuł cielesnego siebie, skazanego, rozpadającego się, już po śmierci, a zarazem, biorąc udział w tym unicestwieniu, zachowywał zdolność stwierdzania, że on tu jest ten sam, co on tam. Krzyczał i obudził się16.
Być ponad i widzieć w każdym szczególe
8 grudnia 1980 roku w Sztokholmie, wygłaszając mowę noblowską, Czesław Miłosz pytał17, jak poeta ma zobaczyć rzeczywistość z wysoka, znajdując jak Pegaz ponad nią, i równocześnie widzieć ją w każdym szczególe? Odpowiedź znalazł w upływie czasu:
„Widzieć” znaczy nie tylko mieć przed oczami, także przechować w pamięci, „widzieć i opisywać” znaczy odtwarzać w wyobraźni. Dystans, jaki stwarza tajemnica czasu, nie musi zmieniać wydarzeń, krajobrazów, twarzy ludzkich, w gmatwaninę coraz bardziej blednących cieni. Przeciwnie, może je ukazywać w pełnym świetle, tak że każdy fakt, że każda data nabiera wyrazu i trwa na wieczne przypomnienie ludzkiego znieprawienia, ale i ludzkiej wielkości. Ci, którzy żyją, otrzymują mandat od tych wszystkich, którzy umilkli na zawsze. Wywiązać się ze swego obowiązku mogą tylko, starając się odtworzyć dokładnie to, co było, wydzierając przeszłość zmyśleniom i legendom. Tak ziemia widziana z wysoka, w wiecznym teraz, i ziemia trwająca w odzyskanym czasie stają się na równi materiałem poezji18.
Może właśnie dlatego nagie, szorstkie, ascetyczne książki Rodziewiczówny pod koniec życia zaczął badać z taką ciekawością – bo otworzyły przed nim przeszłość bez zmyśleń i legend. Mógł dopełnić je sobą i wszystkim, co przez kilkadziesiąt lat przechowywał w pamięci, odtwarzał w wyobraźni.
Natura i krew, dobro i zło
Jak odcisnęły się w pamięci Czesława Miłosza książki Rodziewiczówny, które czytał jako nastolatek? To ocenić dużo trudniej. Przyznawał, że jedną z jego ukochanych powieści było Lato leśnych ludzi, czyli książka, z której interpretacją borykali się od zawsze krytycy i badacze literatury. To równocześnie powieść skautowska, relacja z życia trzech osób (w powieści to Pantera, Żuraw i Rosomak, w rzeczywistości Maria Rodziewicz i dwie bliskie jej kobiety) w leśnej dziczy, pean na cześć poleskiej przyrody, ale też przedziwna powieść patriotyczna, w której las to nie tylko pole walki między bezwzględnymi siłami natury, ale też miejsce, które obsiewają powstańcze lub wojenne mogiły. Jarosław Iwaszkiewicz pisał o Lecie…, że to pierwszy naprawdę znaczący utwór Rodziewiczówny, której wcześniejsze książki „zawierały wszystkie swe walory dodatnie w absolutnej niedbałości – i nieudolności ujęcia”19. Tymczasem:
pod koniec swojej kariery literackiej, jako dowód nieśmiertelności poezji, najgłębszego związku człowieka z naturą ujawnia się pierwsze dzieło autorki. Nie dlatego, żeby było lepiej, staranniej pisane od innych (choć może i tak), a dlatego, że od pierwszej do ostatniej karty przeniknięte jest tak głęboko wielkiem, pierwotnem umiłowaniem życia, że dyszy buddyjskim jakimś oddechem zlania się z przyrodą. […] W ostatnim utworze Rodziewiczówny śmierć człowieka staje się czemś równie spokojnem, prostem i z natury rzeczy wynikającem, jak śmierć zwierzęcia […]. Bezwględnie tu się skrywa źródło nigdy niewyczerpalne poezji. Bo poetką przede wszystkim jest autorka „Lata leśnych ludzi”. W poczuciu jedności świata i ścisłego zespolenia indywidualności z całością wielką i nieskończoną. W poczuciu swej małości20.
Czy Miłosz znał te słowa? Czy rosnąc w szacunku do przyrody, która na przesiąkniętej pogaństwem Litwie była wręcz święta, a potem widząc w potędze natury także jej nieprzebrane okrucieństwo, miał w głowie tę powieść Rodziewiczówny? Chyba nigdy nie mówił o tym, na ile Dolina Issy, powieść pisana autoterapeutycznie we Francji, w pierwszej połowie lat 50., gdy opuściła go wena poetycka, mogła nieść w sobie echo Lata leśnych ludzi. Co pomyślałby Miłosz o tym, że geografia wokół Niewiaży, nad którą się urodził – nazwanej w powieści Issą – jest dla niego tak samo ważna jak szczegóły siedliska leśnych ludzi z powieści Rodziewiczówny, którego namalowana przez nią mapa istnieje do dzisiaj?21 Nikt już na to pytanie nie odpowie.
Miałabym takich więcej
Czy motyw dwóch braci, tak częsty, że aż obsesyjny w powieściach Rodziewiczówny – sama musiała bowiem oddłużyć majątek nieumiejętnie zarządzany przez brata, którego zresztą uznawała za czarną owcą w rodzinie – nie przemówił wystarczająco silnie do Czesława Miłosza? Poruszające jest to, jak sam martwił się od wczesnych lat, czy nie przeniknęła do jego żył „zła krew” brata jego ojca, Witolda, chorującego na gruźlicę, wynędzniałego, niepotrafiącego się utrzymać. To babka Miłoszowa, czytelniczka powieści Rodziewiczówny, obwiniała się szczególnie za niepowodzenia życiowe syna. Miłosz pisał zaś o stryju:
miał niesłychanie silny wpływ na moją młodocianą wrażliwość. Tak utrwalał się we mnie lęk przed przegraną, aż rodzaj grozy, stąd też brała się moja aż przesadna dokładność i pracowitość. Jak też upór w trzymaniu się cnót solidności i wytrwałości. Lęk przed przegraną uniemożliwiał mi wybranie sposobu życia bohemy i zmuszał do zarobkowania w biurach Polskiego Radia czy później w Ameryce na uniwersytecie. Biedny Wituś jest więc jakoś odpowiedzialny za moje liczne wyróżnienia i nagrody, łącznie z Noblem22.
„Losy bohaterów Rodziewiczówny ciekawią nas, bo są oni obdarzeni silną wolą i ta wola, zgodnie z dydaktycznym zamiarem autorki, zwrócona jest ku dobremu”23, pisał Miłosz może też o tym, w czym widział znaczenie bliskie sobie, poecie, dla którego wartość literatury była związana z tym, czy popycha ona czytelnika ku dobru czy ku złu.
Niech się oni dostosują do mnie
U Rodziewiczówny dostrzegł Miłosz na pewno – bo pisał o tym w eseju jej poświęconym – owo poczucie inności wynikające z bycia Polakiem, ale Litwinem; Litwinem, czyli mieszkańcem Wielkiego Księstwa Litewskiego, którego wiecznym antagonistą był Koroniarz, a więc mieszkaniec Królestwa Polskiego. To poczucie litewskiej odmienności było charakterystyczne dla całej jego rodziny. Nie inaczej czuła to Rodziewicz, która swój ród Czertwanów-Rodziewiczów wywodziła z Litwy, w jej dworze na ścianie wisiała Pogoń, historyczny herb Wielkiego Księstwa Litewskiego, a jeszcze po napadzie w 1919 roku pod Warszawą, kiedy pocisk z rewolweru wbił się w jej policzek i wyleciał za uchem, mówiła w rozmowie z prasą: „Litewska głowa twarda. Przetrzyma wiele ciosów”24.
Gdy po latach Czesław Miłosz wrócił na spotkanie autorskie do Wilna, podkreślał, że nie jest ani poetą litewskim, ani polskim, ale poetą urodzonym na Litwie, piszącym po polsku25. „Mieszkając za granicą, starałem się pisać właśnie dla mojej wioski, zajmować się moją wioską. Ostatecznie wykładając literaturę polską, zajmowałem się moją wioską, tak samo pisząc wiersze po polsku”26. Pisząc w języku polskim, pracując na jego rzecz i dzierżąc swoją litewską odrębność, trzymał też w głowie jedno przekonanie: „Niech się oni dostosują do mnie, co ja mam się do nich dostosowywać. Taka była moja filozofia. No i jakoś się dostosowali”27.
***
„Czym będzie w dwudziestym pierwszym wieku Polesie, już bez Lachów i Żydów, nie będę próbował zgadnąć. Przeszłości nie da się po prostu przekreślić”28, pisał też Miłosz w Rodziewiczównie. Nie ma polskich panów ani Żydów, zaczął się piąty rok pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, jest życie w bezradności i niepewności. Po co więc nam dzisiaj jeszcze ta przeszłość? Czy, żeby wrócić do mowy noblowskiej Miłosza, tajemnica czasu pomaga lepiej syntetyzować szczegół i ogół doświadczenia? Chyba przynajmniej dopóki się nad tym zastanawiamy, coś ma szansę zacząć się wyłaniać – a nasz mandat od tych, którzy na zawsze stracili głos, być może nie zostaje całkiem zmarnowany.
1 W tekście będę używać wymiennie dwóch form nazwiska: Rodziewicz i Rodziewiczówna. Pisarka zawsze własnoręcznie podpisywała się „Rodziewicz” – taki zapis jej nazwiska znajdziemy też w różnego rodzaju dokumentach. Jednak jako autorka książek, na ich okładkach i w ich kontekście, była Rodziewiczówną. Kwestię tę analizuję szeroko w mojej książce Rodziewicz-ówna. Gorąca dusza, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2023.
2 Data urodzenia Marii Rodziewiczówny do dzisiaj jest na ogół błędnie podawana. Tymczasem znany jest akt urodzenia pisarki (Akt urodzenia Marii Rodziewicz, Pieniuha, par. Międzyrzecz, pow. wołkowyski, Urodzenia w roku 1863, akt nr 11). Urodzona 30 stycznia Rodziewiczówna na chrzcie otrzymała imiona Emilia Maria Ludwika.
3 C. Miłosz, Rodziewiczówna [w:] tegoż, Szukanie ojczyzny, Kraków: Znak, 1992, s. 28.
4 Specyfikę Polesia, jego złożoną etniczność (w której największą grupą byli Poleszucy) i najbardziej ostrą dwuwarstwową strukturę społeczną, jaka występowała w obszarze dawnych ziem polskich, znakomicie przybliżał Józef Obrębski. Por. tegoż, Polesie. Studia etnosocjologiczne, Warszawa: Oficyna Naukowa, 2007.
5 C. Miłosz, Przypis po latach [w:] tegoż, Dolina Issy, Kraków: Znak, 2026 [ebook].
6 Czesława Miłosza autoportret przekorny. Rozmowy przeprowadził Aleksander Fiut, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2003, cyt. i skrót za: A. Franaszek, Miłosz. Biografia, Kraków: Znak, 2024, cz. 1: Rajski ogród 1911–1920 [ebook].
7 Zob. A. Franaszek, Miłosz. Biografia…
8 E. Padoł, Rodziewicz-ówna…
9 C. Miłosz, Rodziewiczówna…, s. 34.
10 Tamże, s. 38.
11 Tamże, s. 16.
12 Kalendarzyk-notatnik Marii Rodziewiczówny z 1944 r., Dział Rękopisów Ossolineum, sygn. 13 5499/I.
13 C. Miłosz, Rodziewiczówna…, s. 24.
14 Tamże, s. 15.
15 C. Miłosz, Dolina Issy…
16 Tamże.
17 Czesław Miłosz – Nobel Lecture, Nobel Prize, online: https://www.nobelprize.org/prizes/literature/1980/milosz/25508-czeslaw-milosz-nobel-lecture-1980/ [dostęp: 31.05.2026].
18 Tamże.
19 J. Iwaszkiewicz, Konflikt Anatola Sterna z Marią Rodziewiczówną, „Kurier Polski” 1920, nr 223.
20 Tamże.
21 Mapa znajduje się w zbiorach Muzeum Literatury w Warszawie.
22 C. Miłosz, Materiały do mojej biografii, niepublikowane, cyt. za: A. Franaszek, Miłosz. Biografia…
23 C. Miłosz., Rodziewiczówna…, s. 38.
24 „Kurier Warszawski”, 24 maja 1919 (wyd. wieczorne).
25 Zob. wypowiedź Kariny Jarzyńskiej, literaturoznawczyni i religioznawczyni, [w:] T. Sokołowski, Czesław Miłosz | Filmowy Kanon Literatury, scen. A. Gasper, Ninateka, 2021.
26 Wypowiedź z filmu Wiktora Mellera i Andrzeja Miłosza z 1980 roku, wykorzystana w T. Sokołowski, Czesław Miłosz | Filmowy Kanon Literatury…
27 Tamże.
28 C. Miłosz, Rodziewiczówna…, s. 28.
