Jesteśmy wrzuceni w obcą grę

„Bar­dzo poważ­nie trak­tu­ję zaba­wę. Myślę, że może być czymś wywro­to­wym. Lite­ra­tu­rę trak­tu­ję jako zaba­wę, ale wła­śnie bar­dzo poważ­ną. Spraw­dzam, czy za pomo­cą róż­nych zabie­gów mogę doko­nać mikro­prze­su­nięć i pozwo­lić sobie i kil­ku czy­ta­ją­cym oso­bom tro­chę ina­czej żyć”. O Ćpu­nie i Głup­ku, naj­now­szej powie­ści Mate­usza Gór­nia­ka, z auto­rem roz­ma­wia Emi­lia Kon­wer­ska.

Emi­lia Kon­wer­ska: Mia­łam zacząć ina­czej, ale ponie­waż popro­si­łeś, żeby­śmy pocze­ka­li z roz­mo­wą, aż wybio­rą papie­ża, to na począ­tek zapy­tam cię o to, po co takie­mu mło­de­mu czło­wie­ko­wi Biblia. Mamy w Ćpu­nie i Głup­ku wyraź­ne nawią­za­nie do Moj­że­sza, któ­re­go zna­le­zio­no w koszu w krza­kach. Ale nie tyl­ko. Pamię­tam to przede wszyst­kim z Biblii dla naj­młod­szych, któ­rą czy­ta­łam jako dziec­ko. A naj­le­piej pamię­tam ilu­stra­cje.

Mate­usz Gór­niak: Też mia­łem taką Biblię i pamię­tam ten obra­zek, to pew­nie pierw­szy trop, ale jest jeden waż­niej­szy. Otóż według mnie w Ody­sei, Don Kicho­cie, kil­ku­dzie­się­ciu oswo­jo­nych przez ludzi dzie­łach są takie małe try­bi­ki nar­ra­cyj­ne, któ­re po prze­chwy­ce­niu spra­wia­ją, że wszyst­ko dzia­ła lepiej, rze­czy mają jakieś inne kolo­ry i inne połą­cze­nia. I pomy­śla­łem, że mogę je sobie po pro­stu zabrać, bez wyko­ny­wa­nia moc­nych gestów pro­fa­na­cji. Mło­de­mu chło­pa­ko­wi nie wypa­da­ło­by teraz pro­fa­no­wać, bo już tyle rze­czy spro­fa­no­wa­no, a my powin­ni­śmy być już tro­chę za tym, zoba­czyć, czy z tych wszyst­kich rze­czy, któ­re wyrzu­ci­li­śmy na śmiet­nik, coś moż­na zre­cy­klin­go­wać.

Posta­ci Ćpu­na i Głup­ka oraz inni twoi boha­te­ro­wie koja­rzą mi się z figu­ra­mi z Taro­ta, któ­re­go tak napraw­dę nie znam, albo z arche­ty­pa­mi, o któ­rych też mam raczej powierz­chow­ną wie­dzę.

Takie kla­sy­fi­ka­cje bar­dzo mi odpo­wia­da­ją. Powie­dział­bym, że Tarot i gry mnie inspi­ru­ją, gdy­bym znał się na grach i Taro­cie. Bar­dziej inte­re­su­je mnie budo­wa­nie posta­ci przez arche­typ niż psy­cho­lo­gię. Arche­typ plus współ­cze­sna psy­chia­tria plus kil­ka moich oso­bi­stych kolo­rów rów­na się postać.

Współ­cze­sna pop-psy­cho­lo­gia też ope­ru­je taki­mi pro­sty­mi, inten­syw­ny­mi posta­cia­mi. Jeste­śmy zale­wa­ni nagłów­ka­mi w sty­lu: Jak roz­po­znać nar­cy­za. 10 cech albo Uwa­żaj, psy­cho­pa­ci są wokół cie­bie. Co musisz o nich wie­dzieć? Wszy­scy mamy mieć jed­ną rolę na całe życie.

Tak, ale u mnie to mogą być róż­ne cechy. Na przy­kład Kami­los zaczy­na budo­wać sie­bie od tego, że wyra­sta mu ogon. I ten ogon jest czymś wyjąt­ko­wym, czymś jak wło­sy Sam­so­na.

Od razu poja­wia się tutaj kate­go­ria prze­zna­cze­nia. Jak myślisz, czy jeste­śmy ska­za­ni na swój los?

Jeste­śmy wrzu­ce­ni w obcą grę, ktoś inny napi­sał fabu­łę. Ta fabu­ła sama się sta­ła, kie­dy jesz­cze nas nie było, nie mogli­śmy pro­te­sto­wać, jed­nym z jej para­me­trów jest prze­zna­cze­nie, któ­re­go moż­na unik­nąć przy odro­bi­nie szczę­ścia.

„W Kairze spa­ce­rom nie było koń­ca i w Kairze nie mia­ły te spa­ce­ry żad­ne­go sen­su” – piszesz. Pomy­śla­łam, że to dobra meta­fo­ra Ćpu­na i Głup­ka, że ta książ­ka jest jak spa­cer bez sen­su.

I to była moja decy­zja kom­po­zy­cyj­na, zwią­za­na rów­nież z tym, że zmie­ni­łem wydaw­nic­two. Darek Sośnic­ki chciał ode mnie usen­sow­nie­nia, wię­cej porząd­ku i bar­dziej kla­sycz­nej kom­po­zy­cji. Stwo­rzo­ny prze­ze mnie świat wyda­wał mu się faj­ny i sen­su­al­ny. Tyl­ko chciał na przy­kład sku­pie­nia się na ojcu i synu, skró­ce­nia opo­wie­ści o kin­der-ter­ro­ry­stach czy o tirow­cach, a ja zada­łem sobie zaje­bi­ście, ale to zaje­bi­ście waż­ne pyta­nie: czy chcę napi­sać powieść jak póź­ny DeLil­lo, bar­dzo dla mnie waż­ny i zawsze prze­pięk­nie skom­po­no­wa­ny jak haiku, czy chcę napi­sać coś takie­go jak Pyn­chon, czy­li książ­kę, któ­ra się roz­ła­zi, jest tro­chę bez sen­su poza tym, że jest tam wiel­ka, oral­na przy­jem­ność z namna­ża­nia się aneg­dot i świat, w któ­rym cią­gle powsta­ją nowe rze­czy, otwie­ra­ją się kolej­ne lin­ki. I zde­cy­do­wa­łem, że chcę, żeby moja nar­ra­cja była wła­śnie taka – nie­upo­rząd­ko­wa­na, tro­chę głu­pia, widzą­ca pozy­tyw­ność w prze­ga­da­niu.

Czy­li jesteś na spa­ce­rze, nagle widzisz jakiś cie­ka­wy dla cie­bie garaż i skrę­casz za nie­go, bo nie wiesz, co tam będzie?

Albo nawet sto­ję pod ran­do­mo­wym gara­żem i cze­kam, aż coś się sta­nie, a potem idę gdzieś indziej.

A jesteś post­mo­der­ni­stą?

Chy­ba nie. Na pew­no w emo­cjach jestem neo­mo­der­ni­stą, ale post­mo­der­nizm koja­rzy mi się z pozo­sta­niem na jakimś meta­po­zio­mie, a ja pró­bu­ję przy­wró­cić przy­jem­no­ści lite­ra­tu­ry do cze­goś pro­ste­go i pry­mi­tyw­ne­go. Lite­ra­tu­ra pro­sta jak posłu­gi­wa­nie się młot­kiem – opo­wie­ści o śmier­ci i miło­ści zamiast wyszu­ka­nej meta­re­flek­sji.

Okre­ślam two­ją książ­kę jako powieść sen­so­rycz­ną. Wyda­je mi się, że boha­te­ro­wie cały czas umiesz­cza­ją się w prze­strze­ni, w jakimś tu i teraz, doko­nu­ją prób jakie­goś mapo­wa­nia świa­ta i samych sie­bie w tym świe­cie. Może jak w grze kom­pu­te­ro­wej? Pytam, ale nie znam się na grach, nie gram w nie.

To posze­rza­nie mapy jak w grze, żeby nie była już czar­na, zawsze towa­rzy­szy mi pod­czas pisa­nia, nie tyl­ko w tej książ­ce. Ale też nie znam się na grach.

A chciał­byś być jak Har­mo­ny Kori­ne lite­ra­tu­ry?

To chy­ba bar­dziej w Trash Sto­ry. A szcze­gól­nie w miej­scach, któ­re redak­tor­ka, Mar­ta Syr­wid, uzna­ła za zbęd­ne, her­me­tycz­ne, zro­bio­ne tyl­ko i wyłącz­nie dla mnie same­go. Tam była zapi­sa­na w tabel­ce opo­wieść o szczu­rze, któ­ry cho­dzi po śmiet­ni­ku. Har­mo­ny Kori­ne jest dla mnie strasz­nie waż­ny, po napi­sa­niu ostat­niej książ­ki zoba­czy­łem jego dwie naj­now­sze rze­czy – i ta miłość się nie skoń­czy. Aggro Dr1ft oglą­da­łem, kie­dy pło­nę­ło Los Ange­les – a w tym fil­mie wyko­rzy­sta­no taką cie­pło­czu­łą kame­rę. Nato­miast w Baby Inva­sion został zasto­so­wa­ny filtr zamie­nia­ją­cy twarz doro­słe­go czło­wie­ka w twarz boba­sa. I tam wła­śnie jest gang boba­sów wrzu­co­ny w grę kom­pu­te­ro­wą. Takie dys­to­pij­ne kon­struk­cje bar­dzo mnie krę­cą, bo moż­na dzię­ki nim opo­wie­dzieć świat z tro­chę innej per­spek­ty­wy.

W Ćpu­nie i Głup­ku dzie­ciń­stwo też jest waż­nym tema­tem.

Dzie­ciń­stwo jako zja­wi­sko w życiu czło­wie­ka, to z jed­nej stro­ny. A z dru­giej, pisząc to, pierw­szy raz czu­łem, że jestem pol­skim pisa­rzem, i pierw­szy raz zaj­mo­wa­łem się Pol­ską jako tema­tem. Dzie­ciń­stwo Głup­ka jest fan­ta­zją o Pol­sce 2012 roku. Bar­dzo zale­ża­ło mi na tym, żeby uro­dził się wła­śnie wte­dy, ze wzglę­du na upior­ne kon­ste­la­cje, któ­re two­rzy­ły tam­ten czas. To było Euro w Pol­sce i Ukra­inie, pio­sen­ka Koko Euro spo­ko, dru­ga kaden­cja Donal­da Tuska, Ewa Kopacz i dopa­la­cze. Myślę o epi­de­mii dopa­la­czy jak o spo­łe­czeń­stwie, w któ­rym wybu­chła bom­ba bio­lo­gicz­na.

 

Teraz, w 2025 roku, w Ukrainie jest wojna, a ja idę przez Pragę i widzę, że na chodniku leżą opakowania po tych zombie-lekach przeciwbólowych, od których uzależnieni są ludzie w Stanach. I paranoicznie myślę, czy to nie Rosjanie podrzucili na polski rynek fentanyl, żebyśmy stali się zombie.

Cho­dzi mi o to, że w 2012 roku epi­de­mia dopa­la­czy była odbie­ra­na jako prze­jaw nasze­go hedo­ni­zmu i naszej nudy, a teraz trud­no patrzeć na to tyl­ko w ten spo­sób.

Tak, ale pod­czas lek­tu­ry Ćpu­na i Głup­ka cały czas przy­po­mi­na­ło mi się mot­to Chi­lij­skie­go poety Ale­jan­dra Zambry: „Nie ma domu ani rodzi­ców, ani miło­ści. Są tyl­ko towa­rzy­sze zabaw”. Zaba­wa jest moim zda­niem naj­waż­niej­szą ideą w two­jej nowej książ­ce.

Bar­dzo poważ­nie trak­tu­ję zaba­wę. Myślę, że może być czymś wywro­to­wym. Lite­ra­tu­rę trak­tu­ję jako zaba­wę, ale wła­śnie bar­dzo poważ­ną. Spraw­dzam, czy za pomo­cą róż­nych zabie­gów mogę doko­nać mikro­prze­su­nięć i pozwo­lić sobie i kil­ku czy­ta­ją­cym oso­bom tro­chę ina­czej żyć.

Ale twój Ćpun prze­gry­wa tę grę, ta zaba­wa nie koń­czy się dobrze.

Tak, on ma kon­kret­ny powód swo­jej prze­gra­nej – dopa­la­cze i 2012 rok.

W jed­nej z recen­zji prze­czy­ta­łam, że poru­szasz temat kapi­ta­li­zmu, ale bar­dzo nie chcia­ła­bym tak czy­tać tej książ­ki. Bo co nowe­go moż­na jesz­cze powie­dzieć o kapi­ta­li­zmie? Czy nie powie­dzia­no już wszyst­kie­go przez ostat­nie czter­dzie­ści lat?

Nie napi­sa­łem książ­ki o kapi­ta­li­zmie, mało nawet o nim myśla­łem. Albo ina­czej: mam swój sto­su­nek do kapi­ta­li­zmu, widać to zapew­ne w każ­dej rze­czy, któ­rą piszę. Ale kapi­ta­lizm z mojej per­spek­ty­wy jest czymś prze­zro­czy­stym jak powie­trze – żyje­my w nim, na co dzień się nad tym zbyt­nio nie zasta­na­wia­jąc. Mnie cho­dzi o wypra­co­wa­nie lite­rac­kich stra­te­gii survi­va­lo­wych.

Ale widzę w two­jej książ­ce coś inne­go. Poszu­ki­wa­nie uto­pii albo pyta­nie o moż­li­wość stwo­rze­nia sobie świa­ta. To wła­śnie pró­bu­je zro­bić Głu­pek wraz z gru­pą przy­ja­ciół.

Uto­pia zaczy­na się wła­śnie od zaba­wy. Swo­im pisa­niem chciał­bym mówić tak jak rodzi­ce, któ­rym zale­ży na tym, żeby ich dzie­ci gra­ły w mądre gry. Lepiej baw­my się w wymy­śla­nie nowych świa­tów, a nie w psy­cho­de­li­ki. To jest bar­dzo antyć­puń­ska, antyp­sy­cho­de­licz­na książ­ka. Nar­ko­ty­ki też są okre­ślo­nym, mają­cym swo­je para­me­try spo­so­bem postrze­ga­nia świa­ta, na dłuż­szą metę wyda­ją mi się nie­cie­ka­we i hedo­ni­stycz­ne. Tak jak Pyn­chon śmiał się z hipi­sów, tak teraz moż­na się pośmiać z kul­tu­ry psy­cho­de­li­ków. Ta książ­ka jest o jakiejś poko­le­nio­wej tra­ge­dii dopa­la­czy. Są rocz­ni­ki, któ­re mają to w swo­jej bio­gra­fii – jak inne mia­ły Czar­no­byl. New­sy o Małej Madzi, dopa­la­czach i śmier­ci Wisła­wy Szym­bor­skiej. Kie­dyś na kom­pu­te­rze w biblio­te­ce, bo nie mie­li­śmy jesz­cze smart­fo­nów, zoba­czy­li­śmy z kole­gą nagłó­wek: Nie­sa­mo­wi­te zja­wi­sko w miesz­ka­niu Wisła­wy Szym­bor­skiej. Mała Madzia. I to jest dla mnie rok 2012.

A gdy­byś miał coś powie­dzieć o 2025 roku?

Bio­gra­fia Głup­ka jest roz­pię­ta mię­dzy dwo­ma cykla­mi rzą­dów Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, tyl­ko że wszyst­ko jest już ina­czej. Na innych pozio­mach doświad­cza się świa­ta, któ­ry jest roz­pier­do­lo­ny. Są nowe moż­li­wo­ści, ale też nowe, strasz­ne cho­ro­by, jest bar­dzo dużo zbu­rzo­nych budyn­ków. Ćpun nie może przy­kle­ić się do tego, co jest tu i teraz, a Głu­pek nie chce w tym być. Niko­go nie ma w teraź­niej­szo­ści. Tyl­ko Ryba jest życio­wą posta­cią, ale dwaj głów­ni boha­te­ro­wie są zanu­rze­ni albo w prze­szło­ści, albo w przy­szło­ści.

Czas jest kwe­stio­no­wa­ny przez two­ich boha­te­rów.

Tak, według mnie ten czas, któ­ry jest przy­ję­ty – na przy­kład: teraz jest dzie­więt­na­sta pięć­dzie­siąt dwa – to jakieś oszu­kań­stwo. Czę­sto mam poczu­cie, że coś jest zaje­bi­ście nie tak. To wszyst­ko jest nie do przy­ję­cia. Jak się pod­rą­ży temat sen­su, to oka­zu­je się, że naj­le­piej jest w niczym nie uczest­ni­czyć, wszyst­ko „nie”.

A jed­nak Ćpun i Głu­pek to książ­ka o fun­da­men­tal­nych potrze­bach. O potrze­bie miło­ści, uwa­gi, czu­ło­ści, poczu­cia bez­pie­czeń­stwa. Jest w tym coś głę­bo­ko huma­ni­stycz­ne­go. Ale też jest to jakoś fil­mo­we, poko­nu­jesz dłu­gą, trud­ną dro­gę, w cza­sie jej prze­mie­rza­nia dołą­cza­ją do cie­bie róż­ne oso­by – po to, żeby odkryć te pro­ste praw­dy. Te pod­sta­wy. Jak w Czar­no­księż­ni­ku z Oz. I to jest z jed­nej stro­ny dzie­cin­ne, a z dru­giej bar­dzo doro­słe.

I to jest takie lim­bo, w któ­rym chcę się zatrzy­mać.

A co z duali­zma­mi? U sie­bie widzę jakąś skłon­ność do sil­nych dycho­to­mii, prze­ci­wieństw, któ­rej nie mogę się pozbyć. Ostat­ni i pierw­szy, dobry i zły, nie­bo i pie­kło, post i kar­na­wał.

U mnie też to jest zauwa­żal­ne i sta­ram się to mak­sy­ma­li­zo­wać. Idę w to cały czas. Nie bez powo­du ludz­kość uży­wa­ła tych sil­nych kate­go­rii przez tysią­ce lat. Sko­ro już są, to może­my ich użyć i wypier­do­lić je w kosmos. Spra­wić, że będą więk­sze, sil­niej­sze. Wie­my, jak nie zako­chi­wać się we wła­dzy, więc może­my bawić się duali­zma­mi.

Teraz jesteś jak twoi boha­te­ro­wie. Czer­piesz z prze­szło­ści, ona cię inspi­ru­je, odzy­sku­jesz te wiel­kie figu­ry; moty­wy są po to, żeby budo­wać nową, lep­szą przy­szłość. U cie­bie też nie ma teraź­niej­szo­ści.

Tak. Moż­na uczyć się od swo­ich posta­ci, moż­na mieć życze­nie, żeby zamie­nić się w coś, co one mają. A potem one są już napi­sa­ne, roz­ma­wia się o nich z kimś, tak jak ja teraz z tobą, i wte­dy docho­dzi się do jakichś wnio­sków. I te posta­ci napraw­dę zaczy­na­ją cię zmie­niać. To jest pięk­ne doświad­cze­nie.

Okładka książki Mateusza Górniaka pt. „Ćpun i Głupek”.
Mateusz Górniak, „Ćpun i Głupek”, Warszawa: Convivo, 2025.

– pisarz, dramaturg i krytyk filmowy.

więcej →

– poetka i publicystka.

więcej →

Powiązane teksty

04.04.2026
Rozmowy

Język odgrywa istotną rolę w odczłowieczaniu. Percival Everett jest tego świadomy

Percival Everett, świadomy magicznej mocy języka, posługuje się nim jako bronią, co jest naturalne, bo polem bitwy jest tu fikcja literacka. Słowo staje się narzędziem wymierzania sprawiedliwości, gdyż nie można w tej sprawie liczyć na naturę, Boga ani historię. Pozostaje trzymać się magii języka – mówi Tomasz Macios, tłumacz Drzew, w rozmowie z Amelią Sarnowską.