Claudia Rankine zaczyna swoją książkę nieprzypadkowo od zaproszenia czytelników do bezpiecznej, przytulnej domowej przestrzeni (koce, przyćmione światło, poduszki). Zanim zdążymy się rozgościć i zdjąć wierzchnie okrycia, poczucie domowości znika. Zostajemy z niego wytrąceni. Okazuje się, że w tej książce nie ma oaz spokoju, wszystkie są zanieczyszczone przez akty mikrorasizmu.
Inaczej niż James Baldwin czy Ta-Nehisi Coates w swoich esejach, Rankine ukazuje rasizm jako wdzierający się w przestrzenie i relacje prywatne, najintymniejsze, w samo ciało i umysł. Autorka czerpie z tradycji Baldwina, uzupełniając przekaz o aspekt cielesny; dosłownie wnikamy bowiem w jej myśli i odczucia. Rasizm nie jest tu jedynie społecznym i politycznym konstruktem, od którego można uciec w prywatność. Nie tylko istnieje w relacjach zawodowych, oficjalnych, ale również uobecnia się tam, gdzie wielu z nas upatruje swojej bezpiecznej przystani i siły: w przyjaźniach i innych bliskich więziach. Jest odczuwany w ciele, w czysto fizjologiczny sposób: przez wyrzuty adrenaliny, niepokój, ucisk w żołądku, mdłości, wymioty, pęcherze na skórze. Rankine wtłacza nas w swoje somatyczne objawy. Stres wywołany przez kolejne sytuacje prowadzi do obsesyjnych myśli, bólów głowy, zagnieżdża się w snach, anektuje każdą wolną przestrzeń. Widzimy, jak narasta, nie znajdując ujścia. Drobne uszczypliwości, przejęzyczenia, uwagi. Przejawy mikroagresji, które w przypadku ich związku z kolorem skóry nazywamy mikrorasizmem, to właśnie pozornie błahe akty wrogości i przemocy słownej (na przykład obelg) wobec osób o innym niż biały kolorze skóry. Rankine swoją książką pokazuje, że właśnie taki rodzaj działań i analogiczne zaniedbania składają się na zjawisko rasizmu, którego ciężar z każdą interakcją się zwiększa i nigdy nie znika. Nagromadzenie tego typu sytuacji szokuje także czytelników podzielających wątpliwości podmiotu: „czy ona naprawdę to powiedziała?”. Przechodzimy przez kolejne stadia: szoku, niedowierzania, żałoby, akceptacji, powolnego zdrowienia. Inaczej, niż kiedy w naszą przestrzeń wdziera się rasizm osób nieznanych, konfrontacja z osobami, z którymi pracujemy czy spędzamy wolny czas, bywa o wiele trudniejsza. Niekiedy problematyczne bywają również bierność bliskich czy nieumiejętność przyjęcia emocji i bólu drugiej strony – odmowa zrozumienia, brak empatii, co z pewnością utrudnia pozostawanie w dobrych relacjach i zachowanie poczucia bezpieczeństwa. Jak pokazuje Rankine, rasizm polega na byciu dotkliwie widocznym i obserwowanym, a skutek podobnych długoterminowych doświadczeń to zamknięcie jednostki i jej znikanie. Prawdziwa przyjaźń musi dopuszczać doświadczenia obu stron, ich pełną ekspresję i przynajmniej próbę wzajemnego zrozumienia oraz wsparcia. Tutaj przyjaźń zawodzi. Na kwestię koloru skóry w książce Rankine nakłada się także problematyka płci – opisywana w części drugiej Obywatelki… Serena Williams, czarnoskóra kobieta, nie może uciec od etykietek. Jeśli zareaguje na niesprawiedliwość, jest postrzegana jako wściekła czarna kobieta, szalona i przewrażliwiona; jeżeli natomiast okaże radość, jej zachowanie jest oceniane jako niestosowne. Słynny crip walk, wykonany przez Williams po wygranej na Igrzyskach Olimpijskich w 2012 roku, został uznany za dziwactwo; gdy jednak tenisistka zaprezentowała go w trakcie występu Kendricka Lamara podczas Super Bowl NFL 2025 (koncert odbył się w ramach tak zwanego half time, dla wielu wydarzenia ważniejszego od samego meczu), ruch ów zmienił znaczenie: stał się świadectwem siły i swobody (oraz pewną złośliwością wobec Drake’a). Czarna kobieta powinna się uśmiechać, usuwać się w cień, nie powinna sprawiać problemów ani przesadzać w wyrażaniu emocji. Rasizm (podobnie jak dyskryminacja płciowa) potwierdza słuszność starego feministycznego hasła, że prywatne jest polityczne.
Obywatelka… składa się z siedmiu części, w których osobiste doświadczenia przeplatają się z analizą wydarzeń sportowych, tekstów kultury oraz poezją. Możemy zanurzyć się w wielość opowieści, które prowadzą nas coraz głębiej, w sam środek ciała i umysłu podmiotu. Doświadczanie rasizmu jest tak obezwładniające i trudne do wyrażenia, że niezbędna okazuje się tutaj zmiana formy: przechodzimy zatem od prozy do poezji, jako tej bardziej odsłaniającej i intymnej, a potem od poezji do sztuk wizualnych, zdolnych wyrażać to, czego język już nie jest w stanie. Obrazy, choć rzadko napawające nadzieją, pozostawiają na nią przestrzeń, gdy sam tekst staje się ciężki, gęsty, trudny do uniesienia. To książka wstrząsająca za sprawą swojej intymności i nagromadzenia bólu; książka, przy której się płacze. Spojrzenie na sztukę może to doświadczenie pogłębić, ale może też – dzięki wymiarowi estetycznemu oglądanych dzieł – pozwolić odbiorcom na zaczerpnięcie oddechu. Jednym z ciekawszych zabiegów jest włączenie do książki scenariuszy z poetyckich wideoesejów tworzonych przez Rankine z Johnem Lucasem. Docieranie do granic języka wymusza zmianę formy wyrazu; krótkie filmowe eseje skupiają się na bolesnych wydarzeniach z najnowszej historii Stanów Zjednoczonych Ameryki, głównie na morderstwach popełnionych w wyniku policyjnej brutalności. Tutaj zbrodnie te przekazane zostały w formie scenariuszy poszczególnych odcinków, które można odnaleźć także w sieci (dla pełniejszego doświadczenia).
Obok pracy literackiej Rankine wykonuje w Obywatelce… także pracę kuratorską, tworząc multimedialną wystawę. Gromadzi na niej twórców z różnych dyscyplin i form wyrazu: rzeźbiarzy, performerów, artystów kolażu, sztuki figuratywnej, feministycznej, konceptualnej, abstrakcyjnej. Posługuje się fotografiami, wideoesejami własnego współautorstwa, nagraniami meczów, a nawet internetowych influencerów. Włączenie warstwy wizualnej do książki o rasie jest ryzykownym zabiegiem. Może sprowadzić zamieszczone w niej obrazy jedynie do funkcji ilustracyjnej, do bardzo wąskiego, ograniczającego znaczenia. Kuratorski dobór dzieł Rankine jest zarazem dość bezpieczny i możliwie różnorodny, reprezentacyjny. Znalazłam tutaj swoich ulubieńców, twórców obserwowanych od lat, ale też stosunkowo młodych i mało znanych. Właśnie dzięki Rankine niektórych odkryłam na nowo (na przykład Davida Hammonsa), z innymi zetknęłam się po raz pierwszy (Wangechi Mutu). Zapewne większość z pojawiających się tutaj artystów jest nieznana szerszej publiczności w Polsce, tym ważniejsze wydaje się, aby przy lekturze Obywatelki… nie sprowadzać ich dzieł jedynie do aspektu tożsamościowego. Byłoby to sprzeczne z samym celem sztuki, z intencjami jej twórców, a także krytyków i aktywistów, długo walczących najpierw o uznanie Afroamerykanów i włączenie ich prac do kanonu sztuki, a z czasem także o spojrzenie sięgające poza stricte etniczne/socjologiczne ujęcie. Jak zauważyła Kalia Brooks Nelson:
Pisanie o sztuce, szczególnie w wykonaniu białych krytyków, tradycyjnie zmagało się z wyrażeniem i docenieniem intersekcjonalnych wartości sztuki tworzonej przez czarnych artystów1.
Rankine przytacza w drugiej części książki słowa youtubera Jaysona Mussona z nagrania How to Be a Successful Artist: „kwiat namalowany przez czarnucha staje się kwiatem niewolniczym, kwiatem de Amistad”. Następnie autorka komentuje: „daje on tym samym do zrozumienia, że każda relacja między białym widzem a czarnym artystą staje się z miejsca relacją między białym człowiekiem a czarną własnością”2. Uderzające, że dokładnie tych słów użył jeden z białych kolekcjonerów, zwracając się do artystki Toyin Ojih Odutoli (reprodukcja jej pracy znajduje się w Obywatelce…): „I own you”3. Artystka wspomina, że biali odbiorcy z wyższych sfer akceptują jej obrazy, ponieważ malowane przez nią postacie są im bliskie ze względu na to, co posiadają, gdzie mieszkają i jak wyglądają. Wykreowane przez nią arystokratyczne rody łatwiej utożsamiać z bogactwem niż z człowieczeństwem. W rzeczywistości czarni rzadko dysponują dziedziczonymi z pokolenia na pokolenie dobrami. W ten sposób dochodzi do zmiany perspektywy: z przedmiotu sztuki na jej pełnoprawny podmiot. Wydaje się, że literatura dawno wyprzedziła sztuki wizualne.
Spróbuję więc wymknąć się tym spostrzeżeniom i sprawdzić, dokąd powiodą mnie wybrane prace zamieszczone w Obywatelce… Artyści, którzy pojawiają się zbiorze Rankine, dają upust doświadczeniom związanym z rasą, seksualnością oraz statusem imigranta. Większość z nich urodziła się w Stanach Zjednoczonych (jak choćby Glenn Ligon, Carrie Mae Weems, Nick Cave, David Hammons), część to emigranci z Nigerii (Odutola) czy Kenii (Wangechi Mutu), są wśród nich także amerykańscy artyści chińskiego pochodzenia (Mel Chin) oraz biali (Kate Clark oraz William Turner). Książkę zamyka reprodukcja obrazu Turnera.
Nasza skóra jest organem, którego główne zadanie ma polegać na ochronie naszego wnętrza przed światem. O ile jednak nie przeciskają się przez nią zarazki, płyny czy przedmioty, to już emocje, słowa, sytuacje „bierzemy do siebie”. Rankine przypomina sobie: „To, co cię spotyka, nie należy do ciebie, dotyczy cię tylko poniekąd. Nie jest twoje. Nie jest tylko twoje”4 [podkreślenie – M.K.] – jest też nasze. Całą książkę można czytać jako zapis zmagania się z dylematem, czy brać świat do siebie, a jeśli nie, to jak w nim funkcjonować bez zubażania siebie? I jaka w tym rola, nas – osób, które przynależą do grupy, która wykorzystuje i pogwałca prawa innych? Jak wziąć na siebie trochę ciężaru, który Rankine przed nami odsłania, tego ciężaru, którego nie była w stanie przyjąć znajoma pisarki? W cytowanym fragmencie ważnym elementem jest przejście od „ty”, zaimka sygnalizującego wyższość, do „ja”, które jest tutaj zarówno wyrazem zadomowienia się w swoim ciele, jak i utożsamienia zewnętrznego świata z innym. Właśnie to zadanie stawia nam sztuka: zobaczyć w dziełach czarnoskórych artystów po prostu człowieka albo własne ja, a nie jedynie obce nam, pojmowane czysto intelektualnie doświadczenia i światy. Takie wejście w tekst i w obraz jest nieprzyjemne, to wejście w ciało, które boli i które pamięta.
Skóra, jej odcień, może być barierą w kontaktach ze światem, zapraszać do niechcianych interakcji. Ale też być same w sobie całym światem, jak na Ucertain, yet Reserved Toyin Ojih Odutoli, rysunku z 2012 roku wykonanym długopisem i ołówkiem. Ta reprezentatywna dla stylu artystki praca czyni z czarnej skóry konstelację migotliwych barw, często porównywanych do efektu mięsistej tkaniny, skaryfikacji, warstw geologicznych czy nawet topografii5. Połyskliwe kolory uwodzą odbiorców. Postać widoczna na rysunku zadziera głowę w geście niepewności, jakby chciała dodać sobie trochę odwagi i zdystansować się. Te sploty zielonych, pomarańczowych, żółtych i niebieskich rozedrganych linii możemy interpretować w kontekście tekstów Rankine jako przepuszczalność świata, ale również jako zobrazowane uzewnętrznianie bogactwa oraz piękna świata wewnętrznego. To także mniej optymistyczna możliwość przełożenia na język artystyczny słów Rankine z ostatniej części książki: „jak opiekować się rannym ciałem, takim ciałem, które nie jest w stanie zachować treści swojego życia”6, zupełnie jakby życie i towarzyszący mu ból musiały wydostać się na zewnątrz. Możliwe jest również odczytanie tej pracy jak zabliźnionych ran po każdym akcie mikroagresji. Kolor skóry nie tylko bywa źródłem bólu i desygnatem inności, ale także zachwytu, otwarcia. Postaci Odutoli zachwycają chyba najmocniej spośród wszystkich artystów zamieszczonych w zbiorze. Jej późniejsze prace określa się niekiedy „wizualną narracją”, ponieważ artystka tworzy nowe światy i całe historie, w których osadza postaci ze swoich rysunków, czego najsłynniejszym przykładem była wystawa w Whitney Museum z przełomu 2017/2018 roku To Wander Determined zbierająca portrety pochodzące z kolekcji dwóch fikcyjnych nigeryjskich rodów w wykreowanym świecie, w którym homoseksualizm jest normą, a heteroseksualizm rzadkością), czy zamknięta na początku tego roku wystawa w berlińskim hamburger Bahnhof U22 – Adijatu Straße, gdzie przestrzeń wystawowa została zamieniona w wymyśloną stacje metra z wyobrażonymi przystankami. Prace Odutoli, wykonane głównie pastelami, węglem i długopisem, oglądane z bliska hipnotyzują. Delikatne, ale wyraźne kolory przenikają się, postaci przełamywane są przez geometryczne wzory, faktury tkanin i tła, na których widzimy bohaterów. Możemy ich umiejscowić w teraźniejszości lub równoległym świecie – jako taki właśnie stworzyła go artystka, inspirująca się pisarstwem Z.N. Hurston, Odutola czerpie ze świata przedstawionego (niemiecka stacja U‑Bahn), rozbudowując go i ekstrapolując w nowe światy (nieistniejące stacje). Rankine niejako powtarza praktykę wizualnej narracji artystki, która tutaj wyrasta z rzeczywistych doświadczeń opisanych w Obywatelce…, przeradzając się w coś potencjalnie nowego i pięknego.
Drugą pracą, która niesie w sobie ziarno nowego świata i optymizmu jest jeden z około 500 stworzonych przez Nicka Cave’a słynnych Soundsuits (kostiumów dźwiękowych). Cave to artysta pracujący z istniejącymi już przedmiotami, z których tworzy rzeźby, asamblaże i kostiumy. To także tancerz i performer urodzony w 1959 roku. Chociaż obiekt zmieszczony w książce składa się z naszywanych kwiatów, rosnących z ciała, dając piękny estetyczny efekt, cała seria wywodzi się z bolesnych doświadczeń. Cave zaczął tworzyć swoje Bodysuits po pobiciu Rodneya Kinga (1991) oraz zamieszkach z 1992 roku, które były społeczną odpowiedzią na zajście. Kostiumy powstają z odpadków i resztek, takich jak plastikowe kwiaty, zabawki, skrawki tkanin, metali, ich nazwa związana jest z charakterystycznymi dźwięków, jakie wydają w ruchu. Strój z Obywatelki… dosłownie rozkwita i ukazuje potencjalne narodziny piękna na gruncie najtrudniejszych doświadczeń. Baza kostiumu jest czarna, co wywołuje skojarzenia z kolorem skóry i doświadczeniami rasowymi. Cave przekształca to, co niechciane, porzucone, ale i naznaczone: używa przedmiotów opresyjnych, będących nośnikami rasizmu i przekształca je w czyste piękno (w jednym z kostiumów możemy zobaczyć wielki biały kaptur, przywodzący na myśl stroje Ku Klux Klanu, który został przetworzony w piękną kompozycję). Widać w nich także nawiązania do mody haute couture, łączą w sobie rzeźbę, taniec, performance i modę. Mienią się w świetle, ale są one także zbroją zdolną do ochrony przed światem, stanowią dodatkową warstwą ochronną. Jak podkreśla ich twórca: ukrywają rasę, płeć, klasę noszącej je osoby uwalniając ją od ich ciężaru7. To zastąpienie jednej inności (bolesnej) kolejną (karnawałową, etniczną). Cave jest czarnym, queerowym artystą, który doświadcza wykluczenia także na innych polach niż rasowe. Kostiumy więc są także sposobem na dodanie sobie siły, dowartościowanie ciała i zaakceptowanie przez świat innych form męskości. Prace są zróżnicowane pod względem faktury, zestawienia części matowych z błyszczącymi, organicznych ze sztucznymi. Jednym z moich ulubionych jest kostium przywodzący na myśl odzież ochronną używaną w strefach skażenia lub (jak sama wolę myśleć) średniowieczny strój pszczelarski, z wiklinową maską zastąpioną tutaj starym liczydłem. Co samo w sobie ma wiele znaczeń, choćby co do sposobu patrzenia na świat. Podobny do niego jest zbudowany z krzesła oraz guzików, również przypominający skafander, chociaż w niezwykle wyrafinowany sposób, nadający się na galę. Nawet samo obserwowanie strojów noszonych przez artystę, jest inspirujące i zaciera granice między sztuką a modą, życiem a muzeum; to też po prostu forma zabawy i estetyzacji codzienności. Soundsuits dają nieskończone możliwości interpretacji, niektóre z nich możemy oglądać w formie wideo w ruchu i tańcu, kiedy wreszcie ożywają. Cave oferuje nam wielość interpretacji na poziomie całej serii, jak i poszczególnych prac. Tym, co w nich powtarza jest delikatność, czułość, empatia i to też możemy zobaczyć w kostiumie wybranym przez Rankine. Świat tworzony przez Cave’a to bezpieczny azyl w Inności, kryjówka, która wyrastając z uprzedzeń, daje nam odrobinę radości i piękna. Zanurzenie się w świat Cave’a było dla mnie najbardziej kojące i ekscytujące, co tym cenniejsze, że w literackim wymiarze Obywatelki… próżno szukać miejsca wytchnienia.
Jeśli potraktować Obywatelkę… jako zamysł kuratorski, to Glenn Ligon byłby postacią centralną tej wystawy. Rozumiem i podzielam słabość Rankine do Ligona – to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i uznanych czarnych artystów, choć jego prace mogą wydać się trudne w odbiorze. Pracuje opierając swoje prace na reinterpretacji dzieł pisarzy czy innych twórców, jego najsłynniejsze prace to cytaty nanoszone na płótno, które powoli się rozpadają i stają nieczytelne przechodząc w abstrakcję: jest to proces podobny do powtarzania słów do momentu, w którym tracą swoje znaczenie, zostając jedynie dźwiękiem. Z czasem artysta zwrócił się także ku neonom, sztuce wideo, zwiększał też partie tekstu powracając do utworów Jamesa Baldwina, w zbiorze znajdziemy aż dwie jego prace. W części II Rankine w kontekście sióstr Williams wspomina słowa Zory Neale Hurston: „czuję się najbardziej kolorowa, gdy jestem wrzucona na wyraźne, białe tło” i zaraz dodaje, że te właśnie słowa znalazły się na obrazie Ligona z 1992 roku, Untitled: Four Etchings, komentując: „wygląda to jak reklama pewnego aspektu życia skierowana do wszystkich czarnych ciał”8. Białe tło jest tezą całej książki, rasa uwidacznia się jedynie na tle społeczeństwa w formie kontrastu, ponieważ jest konstruktem społecznym. Istnieje jedynie w kontekście, nie jako przynależna ludziom od urodzenia esencja ich jestestwa. Prace Ligona czerpiące z tekstów literackich (wspomnianych: Baldwina i Hurston) mają format ludzkiego ciała i do ciała się odnoszą. Artysta w wywiadach zwraca także uwagę na użycie w tych pracach zaimka „ja”, nad którym Rankine również pochyla się w Obywatelce… To występowanie w swoim imieniu i nadawanie sobie znaczenia w opozycji do bycia określanym przez społeczeństwo i obsadzonym w roli Innego. W rozmowie z Andrew Maerkle Ligon powiedział: „Problem sztuki polega na tym, że tworzy się estetyczne obiekty, a te obiekty nie mogą nie porządkować chaotycznych, skomplikowanych spraw”9 i wydaje mi się to bardzo trafnym określeniem jego prac. Ligon przetrwarza teksty kluczowe dla czarnej kultury, jak i niezwykle dla niej problematyczne, co widać w jego pracy Negro Sunshine będącej cytatem z książki Gertrude Stein, w wideowariacji na temat filmu Chata Wuja Toma czy rekontekstualizacji zdjęć Mapplethorpa. Ligon często pracuje z formami lustrzanymi, odbija znane nam już obrazy i tropy aby pogłębić rozumienie rasy lub zmienić wydźwięk pewnych prac. Wykorzystanie kontrowersyjnych żartów Pryora w jego pracach z kolei plasuje się na przecięciu rasy oraz seksualności, komplikując raczej niż wyjaśniając. Wykorzystuje w niej słowa, które wzbudzają w nas protest. Jego twórczość wymaga dużego zaangażowania intelektualnego, nie tylko emocjonalnego. Pierwsza z prezentowanych prac powstała w roku 1992, druga w 2000 i możemy zaobserwować zmianę formy oraz medium. W późniejszej pracy Ligon wykorzystał pył węglowy – odpad, pozostałość po formach przetwarzania węgla, aby wprowadzić naddatek formy i znaczenia (zbędność, bycie odpadem, ale też materiał, który jest czarny i osiada na obrazie). Praca Bez tytułu (speech/crowd) #2 z 2000 roku jest stworzona na podstawie fotografii z Million Man March z 1995 roku i jest jedną z kilku prac zainspirowanych tym wydarzeniem. Po części jest to dekontekstualizacja – bez dodatkowych informacji nie wiemy czym jest to zgromadzenie, ani co za nim stoi. To czyni obraz mniej czytelnym, widz nie wie do końca, co o nim myśleć. Dodatek miału sprawia, że obraz wydaje się starszy niż jest, lekko zniszczony, ziarnisty. Ligon miał ambiwalentny stosunek do tego zgromadzenia wskazując na brak uczestnictwa w nim kobiet oraz kontrast klasycznej męskości z queerowością. Wydarzeniu towarzyszył też „dzień nieobecności”, czyli akcja zachęcająca do pozostania w domach i odmowy wykonywania pracy. Napięcie między widocznością Afroamerykanów w przestrzeni miejskiej oraz wycofanie się z codziennych obowiązków jest interesującą artystę grą. Poruszane przez Ligona zagadnienia często wprost odnoszą się do rasy (jak prace reprodukowane w Obywatelce…) i chociaż wyglądają niezwykle estetycznie, to jednak próbują w sobie zawrzeć sprawy bardzo skomplikowane.
Czarnoskóre ciało jest ciałem skrajnie publicznym i politycznym. Rankine z bólem pisze:
Gdy kładziesz swoje ciało w ciele, w które wchodzi się tak, jakby skóra i kości były miejscami publicznymi, gdy kładziesz swoje ciało w ciele, w które wchodzi się tak, jakbyś była ziemią, po której się kroczy10.
Odbieram to równocześnie jako objaw dysocjacji, zarówno od własnego ciała jaki i jego społecznej reprezentacji. Ale też brak prywatności, ilekroć opuszcza się własne mieszkanie (a jak już wiemy z samego tekstu, nawet tam jest się prześladowanym przez myśli i wspomnienia). Czarne ciało jest fundamentem amerykańskiego dobrobytu zbudowanego na niewolnictwie. Tę część tekstu ilustruje kolaż Sleeping Heads Wangechi Mutu, kenijskiej artystki tworzącej głównie rzeźby oraz kolaże. Jest to brutalny obraz kobiety składającej się z krwi, tkanek (swojego wnętrza) oraz dłoni zaciskających się wokół jej szyi oraz ust. To bardzo dotkliwy obraz ciała uciszanego, ale też pozbawionego tej zewnętrznej warstwy skóry, skrajnie odkrytego, a więc odczuwającego wszystko. Artystka często wypowiada się na temat nierealistycznych oczekiwań wobec kobiecej urody i braku litości dla tego, co odstępuje od wyobrażeniem współczesnego ideału. Dyktatura aktualnie obowiązującego piękna to też sposób na zamykanie kobietom ust i wymuszanie na nich konkretnego zachowania. Kobiety, szczególnie o innym niż biały kolorze skóry, karane są bardziej dotkliwie za nieposłuszeństwo wobec ideału cichej, skromnej i pięknej. Kolaż Mutu jest niezgodą na taki stan rzeczy. Ale słowa Rankine o ciele przywodzą też na myśl cykl prac Body Prints Davida Hammonsa, w których odbijał swoje ciało na papierze, często zastępując sobą inne postacie, wypełniając, całkiem dosłownie, ich nieobecność. Ten cykl (1968–1979) to zabieg nadania czarnemu ciału wartości, pozostawienie cielesnego śladu. Artysta pokrywał swoje ciało tłuszczem (lub ciała innych osób) i odbijał je na papierze, który później oprószał pyłem węglowym i sproszkowanym pigmentem . To tworzy bardzo osobisty, intymny obraz. Prace z tej serii przypominają zdjęcia rentgenowskie, testy Rorschacha a nawet ektoplazmę – ślad ducha. Szczególnie w połączeniu z flagą dają niekiedy upiorne wrażenie ciał, które zniknęły. Postaci wyglądają na rozpaczające, modlące się, zawodzące. To jak ślad i spojrzenie z przyszłości na to jak Afroamerykanie są traktowani przez swoje państwo. Najlepszy komentarz do tej serii pochodzi z recenzji krytyka sztuki Alexandre Stipanovicha: „[Hammons – M.K.] zaprasza widzów do połączenia forensycznych kropek na miejscu politycznej zbrodni”11. Rzeczywiście, prace te wyglądają jak ślady na miejscu zbrodni, w tym wypadku pod postacią państwowej, rasowo motywowanej przemocy. Jednak Rankine wybrała do swojej książki inną pracę Hammonsa, którą łatwo przegapić i potraktować jedynie jako część okładki, odseparowaną od wnętrza książki, jednak jest to honorowe miejsce, widoczne również dla nie-czytelników (lub jeszcze-nie-czytelników). Hammonsa określa się jako kapłana lub szarlatana czarnej sztuki, a jego podejście jako anty-sztukę (głównie z powodu niechęci do establishmentu i światka sztuki; artysta często odmawia udziału w wystawach czy spotkaniach). Równie popularne co Body prints stały się jego performensy, fotografie oraz instalacje, szczególnie zaprezentowane w Ace Gallery Concerto in Black and Blue z przełomu 2002 i 2003 roku (powtórzona w 2025 roku w Hauser & Wirth, wielokrotnie wspominana choćby przez Ligona w jego esejach). Reprodukowana praca In the Hood to zdjęcie przypiętego do ściany czarnego kaptura stworzona w 1993 roku. Ta niezwykła zwięzłość formy jest zrozumiała dla każdego odbiorcy. Bluza z kapturem, a w zasadzie sam kaptur jest elementem kultury młodych czarnych mężczyzn, niosącym jednoznaczne skojarzenia z policyjną brutalnością i instytucjonalnym rasizmem. To symbol zbyt często (szczególnie już po stworzeniu pracy) używany przez organy ścigania jako wytłumaczenie swoich działań w myśl zasady, że kaptur jest elementem maskowania twarzy, a więc i złych zamiarów. Rozdzielony z resztą materiału, wyszarpnięty z niej, znowu (jak w przypadku poprzednich prac artysty) świadczy o nieobecności i przemocy. Kaptur jest też symbolem, w który wtłaczamy setki młodych, czarnoskórych mężczyzn, ujednolicając całą grupę społeczno-demograficzną. Tym, co koresponduje z pracami Hammonsa w tekście Rankine jest zdanie: „ponieważ biali nie potrafią patrolować swojej wyobraźni czarni umierają”12 – jego In the Hood pokazuje właśnie brak wyobraźni białych, który sprowadza wszystkich do jednego stereotypu. To przepis na skierowanie białego poczucia zagrożenia do wnętrza, przyjrzenie się temu co projektujemy na innych. Zamiast oczekiwania ciągłych zmian od czarnoskórych Amerykanów, może warto przyjrzeć się białym obrazom i wyobrażeniom.
Książkę zamyka reprodukcja obraz Williama Turnera The Slave Ship. Widoczny w lewej części obrazu statek w jasnej poświacie bryzy morskiej kontrastuje z horrorem dziejącym się w wodach oceanu. Czarni niewolnicy tonący i zjadani przez morskie ryby-potwory. Zbliżenie na prawą stronę obrazu ukazuje dantejskie sceny, całość pokazuje nam podział na niebo i piekło, spokój statku i grozę tego, co zostawia za sobą. Oto w jaki sposób zaczęła się droga do trudnego obywatelstwa rozpoczętego ponad 400 lat temu, przed powstaniem samego kraju. Rankine powraca do momentu, który choć odległy w czasie, wciąż wpływa na sposób istnienia czarnoskórych obywateli w społeczeństwie Stanów Zjednoczonych. Nie jest to optymistyczne zakończenie dla książki o rasie. Wyraża brak nadziei i rezygnację. Chociaż ten niewielkich rozmiarów tomik jest niezwykle osobisty, składają się nań kolektywne doświadczenia. Bycie obywatelką oznacza doświadczanie rasizmu oraz przemocy, tak ze strony jednostek, jak i struktur państwowych. Bycie obywatelką to bycie rzuconą na białe tło i służenie jako wewnętrzny Inny, negatyw, zaprzeczenie. Autorka wielokrotnie powraca do tej myśli zaczerpniętej od Hurston i towarzyszącego jej kontrastu między byciem widzianą w społeczeństwie jako Inna, a byciem widzianą jako jednostka, tak jak widzimy naszych bliskich i przyjaciół. Samo sformułowanie bycia rzuconą na białe tło niesie w sobie przemoc i działanie, które jest nam zadawane, a więc poza naszą kontrolą. Bycie w roli Innego, wyróżniającego się, na którego się patrzy i pod którego adresem robi się uwagi jest wyczerpujące. Rankine pisze: „Nie jesteś chora, jesteś ranna – boli cię przez resztę życia” oraz „Nikt nie widzi, tylko ty wiesz, że nie jesteś chora, nie jesteś szalona, nie jesteś wściekła, nie jesteś smutna – jesteś ranna, po prostu.”13 dysonans między „ja” prywatnym a „ja” społecznym (narzuconym przez innych) prowadzi do poczucia szaleństwa, ponieważ społeczeństwo nieustannie neguje jakiekolwiek emocjonalne reakcje na rasizm. Wydaje się, że dojście do tej prawdy jest dla autorki wyczerpujące. Funkcjonowanie na tle białości sprawia, że nie można należeć do siebie, ponieważ ciało staje się czymś skrajnie politycznym. Rankine wpuszcza nas do środka, odsłania się abyśmy wreszcie mogli pojąć ogrom ponoszonych przez nią konsekwencji naszego braku wyobraźni.
Rankine nie podaje nam obrazów na tacy, w formie wizualnej ilustracji słów: poszerzają nasze rozumienie tekstu, naddają mu kolejne warstwy, służąc za punkt wyjścia do pogłębienia emocji. Dotyczy to nie tylko tych prac, które Rankine wybrała, ale prowadzi także do całego dorobku wspomnianych artystów, wskazując na pogłębioną pracę, niczym przy organizowaniu muzealnej wystawy (w takim wypadku, tej wystawie może towarzyszyć bogaty program wydarzeń, jeśli tylko sobie na to pozwolimy). Możemy ten wielogłos zaprezentowany przez autorkę pociągnąć dalej, nadbudować nowe teksty kultury i osobiste znaczenia, powtórzyć gest Rankine wobec jej własnej książki. Takie otworzenie na wkład osobisty czytelników świadczy o umiejętności Rankine do budzenia zainteresowania, do zostawiania uchylonych drzwi. Wielogatunkowość i immersyjność Obywatelki… oddaje sposób, w jaki doświadczamy świata w XXI wieku – nasze przeżycia oraz doświadczenia innych są zapośredniczone i ukazane w formie piosenek, filmów, książek, obrazów. Mówimy o nich inaczej w zależności od formy i ta wielogłosowość oddziałuje nie tylko na nasz intelekt i emocje, ale również angażując zmysły poprzez muzykę i sztukę. Doświadczenie rasizmu zostaje nam ukazane jako wszechogarniające i tak też je odczuwamy dzięki nagromadzeniu w Obywatelce… różnych środków wyrazu: od poezji do sztuki, muzyki i esejów wizualnych.
Jako czytelnicy możemy wrócić po tej podróży do bezpiecznej domowej przestrzeni tak jak wracamy po całym dniu zwiedzania muzeów, pełni wrażeń i poruszeni, ale też zmęczeni. Obywatelka… zostawia nas z prośbą o patrolowanie swojej własnej wyobraźni, którą możemy zignorować lub też odpowiedzieć na jej wezwanie.
1 K. Brooks Nelson, Legibility Crisis. Race and Contemporary Art Writing [w:] Art Writing in Crisis, red. B. Haylock, M. Patty, London: Sternberg Press, 2021, s. 18.
2 C. Rankine, Obywatelka. Amerykańska liryka, tłum. J. Mąkowska, Kraków: Karakter, 2025, s. 36.
3 S. Fragoso, A Portrait of Artist Toyin Ojih Odutola [w:] Talk Easy with Sam Fragoso, 19.09.2021, online: https://open.spotify.com/episode/5O5FKZpRcZkBmgoVnnNImg [dostęp: 6.04.2026].
4 C. Rankine, Obywatelka…, s. 143.
5 S. Bardaouil, T. Ojih Odutola, The Sole Demand for Clarity Kills the Work. You’ve Got to Hold the Mystery [w:] Toyin Ojih Odutola U22 – Adjiatu Strasse, Berlin: Nationalgalerie Staatliche Museen zu Berlin, 2025, s. 47.
6 C. Rankine, Obywatelka…, s. 145.
7 N. Cave, Thick Skin, Art21 Extended Play, online: https://www.youtube.com/watch?v=S6cG5wYxRcw [dostęp: 6.04.2026].
8 C. Rankine, Obywatelka…, s. 27.
9 G. Ligon, A. Maerkle, Écriture/Erasure/Ecstasis [w:] G. Ligon, Distinguishing Piss from Rain. Writings and Interviews, New York: Hauser & Wirth Publishers, 2024, s. 256.
10 C. Rankine, Obywatelka…, s. 146.
11 A. Stipanovich, David Hammons „Body Prints, 1968–1979”, New York: Flash Art, 2021, online: https://flash—art.com/2021/05/david-hammons-the-drawing-center/ [dostęp: 6.04.2026].
12 C. Rankine, Obywatelka…, s. 137.
13 Tamże, s. 141–147.
