Żydowskie marzenie o tutejszości

W wyobraź­ni topo­gra­ficz­nej Żydów wschod­nio­eu­ro­pej­skich – sko­ja­rzo­nej z prze­strze­nia­mi miej­ski­mi i mało­mia­stecz­ko­wy­mi, skon­cen­tro­wa­nej przede wszyst­kim na wyobra­że­niu szte­tla jako ostoi tra­dy­cyj­ne­go życia żydow­skie­go – wieś wyda­je się zaj­mo­wać miej­sce mar­gi­nal­ne, a przy­naj­mniej jej obec­ność w żydow­skim ima­gi­na­rium kul­tu­ro­wym sta­no­wi nadal nie dość roz­po­zna­ne i zba­da­ne zagad­nie­nie. Według Ali­ny Moli­sak, opie­ra­ją­cej się na ana­li­zie wybra­nych przed­sta­wień wsi w lite­ra­tu­rze jidy­szo­wej, wiej­ska prze­strzeń z per­spek­ty­wy żydow­skiej wystę­pu­je naj­czę­ściej w trzech warian­tach: jako obszar dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej, w któ­re­go obrę­bie pro­wa­dzo­ny jest han­del obwoź­ny, dzia­ła wzię­ta w aren­dę karcz­ma bądź dzier­ża­wio­ne są łąki, lasy czy mły­ny (typo­wy­mi dla tego warian­tu boha­te­ra­mi są żydow­scy aren­da­rze i dzier­żaw­cy); jako miej­sce zamiesz­ka­nia, w któ­rym Żydzi – w inte­rak­cji z oto­cze­niem nie­ży­dow­skim – wypra­co­wu­ją okre­ślo­ne prak­ty­ki prze­strzen­no-kul­tu­ro­we (na przy­kład adap­to­wa­nia bądź prze­kształ­ca­nia wybra­nych ele­men­tów kul­tu­ry domi­nu­ją­cej); jako miej­sce życia i dzia­ła­nia boha­te­ra, któ­re­go Moli­sak nazy­wa „żydow­skim dzie­dzi­cem” (w taki spo­sób zosta­je wykre­owa­na na przy­kład postać sta­re­go Łaje­wa z powie­ści Z jar­mar­ku Szo­le­ma Alej­che­ma: Łajew dosto­so­wu­je się do „pań­skie­go sty­lu życia”, jego „ogrom­ny pań­ski dwór” kon­tra­stu­je z „mały­mi, niski­mi, ciem­ny­mi chat­ka­mi chłop­ski­mi”, od nie­ży­dow­skich szlach­ci­ców boha­ter ten róż­ni się zaś tym, że trak­tu­je chło­pów jak ludzi)1.

Posta­ci nie­ży­dow­skich miesz­kań­ców wsi poja­wia­ją się zarów­no w prze­strze­niach szte­tlo­wych, jak i wiej­skich; róż­na jest jed­nak inten­syw­ność ich obec­no­ści i kon­tak­tów z miesz­kań­ca­mi żydow­ski­mi. Ina­czej niż w przy­pad­ku lite­rac­kich obra­zów szte­tla, wieś nie odgry­wa roli żydow­skiej enkla­wy. W sche­ma­cie opo­wie­ści szte­tlo­wej inte­rak­cje mię­dzy Żyda­mi a chło­pa­mi są nie­zbęd­ne, ale obar­czo­ne wza­jem­nym dystan­sem. Jako wyznacz­nik życia na wsi pisa­rze żydow­scy wska­zu­ją tym­cza­sem prze­strzen­ną bli­skość, któ­ra sprzy­ja mię­dzy­ludz­kim (w tym mię­dzy­et­nicz­nym) kon­tak­tom oraz więk­sze­mu prze­pły­wo­wi infor­ma­cji na temat realiów życia codzien­ne­go sąsia­dów. Kwe­stia fak­tycz­ne­go wpły­wu tej prze­strzen­nej bli­sko­ści na spo­sób postrze­ga­nia chło­pów i wsi wyma­ga dal­szych badań. Nie­mniej mogę zary­zy­ko­wać wstęp­ną tezę, że wize­ru­nek chło­pów, jaki kreu­je lite­ra­tu­ra jidysz, oscy­lu­je zasad­ni­czo mię­dzy dwo­ma bie­gu­na­mi: z jed­nej stro­ny ste­reo­ty­pem nega­tyw­nym, okre­śla­ją­cym nie­ży­dow­skich miesz­kań­ców wsi jako agre­syw­nych, ciem­nych, roz­wią­złych i nad­uży­wa­ją­cych alko­ho­lu, a z dru­giej – ste­reo­ty­pem pozy­tyw­nym, utoż­sa­mia­ją­cym ich z budzą­cą rodzaj fascy­na­cji tęży­zną cia­ła, wigo­rem i żar­li­wym odda­niem pra­cy fizycz­nej.

Wiej­skie przed­sta­wie­nia są reali­zo­wa­ne w jesz­cze jed­nym warian­cie – toż­sa­mo­ścio­wym. Wieś sta­je się tu prze­strze­nią nego­cjo­wa­nia miej­sca żydow­skie­go i żydow­skiej toż­sa­mo­ści w nie­ży­dow­skim oto­cze­niu. Rezul­ta­ty i uwa­run­ko­wa­nia tego pro­ce­su moż­na prze­śle­dzić na przy­kła­dzie dwóch opo­wia­dań – Erd [Zie­mia] Rache­li Korn (w prze­kła­dzie Anny Rut­kow­ski) i Der frem­der [Obcy] Isra­ela Joshuy Sin­ge­ra (w moim tłu­ma­cze­niu). Oba tek­sty zna­la­zły się w wyda­nej nie­daw­no anto­lo­gii Cha­sydz­ka maszy­na paro­wa i inne opo­wia­da­nia2. Te dwa lite­rac­kie uję­cia wsi kon­cen­tru­ją się na posta­ciach żydow­skich gospo­da­rzy – Mor­de­cha­ja w utwo­rze Korn i Rafa­ela w opo­wia­da­niu Sin­ge­ra – któ­re pozwa­la­ją tema­ty­zo­wać osa­dzo­ny w doświad­cze­niu wsi toż­sa­mo­ścio­wy model żydow­skiej „tutej­szo­ści”. Wyra­sta on z poczu­cia lokal­nej przy­na­leż­no­ści i iden­ty­fi­ka­cji z zamiesz­ki­wa­ną oko­li­cą oraz z jej spo­łecz­no­ścią przy jed­no­cze­snym pra­gnie­niu zacho­wa­nia odręb­no­ści kul­tu­ro­wej i języ­ko­wej. Bycie „tutej­szym” Żydem nie jest warian­tem asy­mi­la­cji, a raczej stra­te­gią inte­gro­wa­nia żydow­sko­ści z lokal­no­ścią.

W opo­wia­da­niach Korn i Sin­ge­ra żydow­ską toż­sa­mość boha­te­rów sygna­li­zu­ją reli­gij­ne atry­bu­ty, jak na przy­kład tałes Mor­de­cha­ja, bądź rytu­ały – Rafa­el spro­wa­dza z mia­sta rze­za­ka czy też odma­wia wie­czor­ną modli­twę maj­rew. W kon­stru­owa­niu żydow­skiej „tutej­szo­ści” Korn idzie jesz­cze o krok dalej, włą­cza­jąc wiej­skie kra­jo­bra­zy w żydow­skie pole sym­bo­licz­ne albo na odwrót – opi­su­jąc przy­rod­ni­cze zja­wi­ska za pomo­cą meta­fo­rycz­nych porów­nań spla­ta­ją­cych obra­zy natu­ry z tra­dy­cją żydow­ską: „Przej­rza­łe źdźbła owsa przy naj­lżej­szym podmu­chu wia­tru dzwo­ni­ły niby srebr­ne, małe dzwo­necz­ki przy bal­sa­min­ce – rytu­al­nej pusz­ce do prze­cho­wy­wa­nia korzen­nych przy­praw”3.

W obu przy­wo­ły­wa­nych opo­wia­da­niach żydow­skie marze­nie o zako­rze­nie­niu w lokal­no­ści pod­le­ga róż­ne­go rodza­ju wery­fi­ka­cjom.

Okładka książki „Chasydzka maszyna parowa i inne opowiadania. Antologia prozy jidysz (XVI–XXI wiek)”
„Chasydzka maszyna parowa i inne opowiadania. Antologia prozy jidysz (XVI–XXI wiek)”, red. K. Szymaniak, il. A. Czudżak, Warszawa: Żydowski Instytut Historyczny, Polskie Towarzystwo Studiów Jidyszystycznych, 2024.

Weryfikacja wspólnoty nieżydowskiej: „Der fremder” [„Obcy”] Israela Joshuy Singera

W opo­wia­da­niu Obcy Sin­ger śle­dzi mecha­nizm dzia­ła­nia wspól­no­ty wiej­skiej, któ­ra zarzą­dza pra­wem do przy­na­leż­no­ści i jako taka legi­ty­mi­zu­je też żydow­ską „tutej­szość”, zwłasz­cza w momen­tach kry­zy­so­wych, zagra­ża­ją­cych obo­wią­zu­ją­ce­mu sta­tus quo. Punk­tem wyj­ścia uka­za­nej przez pisa­rza sekwen­cji wyda­rzeń jest kra­dzież dwóch koni mły­na­rza Rafa­ela (lub jak woła­ją na nie­go we wsi – Rafa­ła); na wieść o występ­ku do mły­na scho­dzą się chło­pi, by obej­rzeć miej­sce rabun­ku. Oko­licz­no­ści zda­rze­nia są nie­po­ko­ją­ce: zło­dziej wypro­wa­dził konie w nocy, zabi­ja­jąc wcze­śniej psa pil­nu­ją­ce­go obej­ścia i prze­ci­na­jąc żela­zną szta­bę na wro­tach do staj­ni, w dodat­ku nie zosta­wił żad­nych śla­dów. Obser­wu­je­my, jak wśród chło­pów gwał­tow­nie nara­sta napię­cie, ich coraz więk­szy gniew jest pod­sy­ca­ny przez lęk o wła­sne bez­pie­czeń­stwo, rośnie też strach przed tym, co zagra­ża wspól­no­cie i usta­lo­ne­mu porząd­ko­wi świa­ta. Ta inten­sy­fi­ka­cja emo­cjo­nal­na dopro­wa­dza do aktu zbio­ro­we­go wymie­rze­nia spra­wie­dli­wo­ści, któ­rym rzą­dzi mecha­nizm „kozła ofiar­ne­go”. Roz­po­czy­na­ją się poszu­ki­wa­nia spraw­cy. Na pod­sta­wie emo­cjo­nal­nych, a nie racjo­nal­nych prze­sła­nek wyty­po­wa­ni zosta­ją ci, któ­rzy w wiej­skiej gro­ma­dzie mają sta­tus „wewnętrz­nych innych”, a więc z róż­nych powo­dów sytu­ują się na mar­gi­ne­sie „swoj­sko­ści”. Naj­pierw o kra­dzież posą­dza­ją chło­pi Cyga­nów, bo „ci czar­ni bez­boż­ni­cy cią­gle krad­ną konie”, potem rzeź­ni­ka Joj­ne, bo „jest mia­sto­wy i wie, jak się maj­stru­je przy żela­zie”, osta­tecz­nie wina spa­da na śle­pe­go kowa­la Cegieł­ka, któ­ry „sie­dział w kry­mi­na­le z mia­sto­wy­mi zło­dzie­ja­mi i oni wyuczy­li go, jak ciąć żela­zo”, a ponad­to „z psa­mi […] nauczył się obcho­dzić jesz­cze za cza­sów, gdy był hyc­lem”. Znaj­du­ją się kolej­ne argu­men­ty prze­ma­wia­ją­ce prze­ciw­ko kowa­lo­wi – ktoś zauwa­ża, że odkąd wró­cił z kry­mi­na­łu, we wsi cały czas coś ginę­ło, a wcze­śniej nic takie­go się nie dzia­ło. Nawet topo­gra­fia pod­kre­śla jego odosob­nie­nie i nie­przy­na­leż­ność, któ­re mogą być szko­dli­we dla wiej­skiej wspól­no­ty: dom kowa­la stoi na gór­ce, z dala od pozo­sta­łych zabu­do­wań we wsi. Wszyst­ko ukła­da się zatem w sen­sow­ną całość; pro­blem w tym, że opie­ra się ona na fał­szy­wej racjo­na­li­za­cji, któ­ra ugrun­to­wu­je myśle­nie zako­rze­nio­ne w ste­reo­ty­pach i uprze­dze­niach.

W cią­gu eska­lu­ją­cych reak­cji, emo­cji i zda­rzeń nastę­pu­je gwał­tow­na zmia­na spo­so­bu postrze­ga­nia żydow­skie­go mły­na­rza. Ze swo­je­go sta­je się tytu­ło­wym obcym. Na począt­ku opo­wia­da­nia Rafa­el wpi­su­je się w model „oswo­jo­ne­go Żyda”, któ­re­go „tutej­szość” jest skut­kiem zewnętrz­nej legi­ty­mi­za­cji – w taki spo­sób boha­ter jest postrze­ga­ny przez nie­ży­dow­skich sąsia­dów:

Rafa­el był swój we wsi. Nie tyl­ko on, ale już jego ojciec uro­dził się w Leśniów­ce. Sta­rzy chło­pi pamię­ta­ją nawet jesz­cze jego dziad­ka, gdy ten był pach­cia­rzem u dzie­dzi­ca we dwo­rze. Do tego Rafa­el zacho­wy­wał się jak chło­pi we wsi, a nie jak Żyd. Ani nie pro­wa­dził skle­pi­ku, ani nie han­dlo­wał rze­cza­mi. Tak jak wszy­scy gospo­da­rze z Leśniów­ki, sam obra­biał swo­ją zie­mię, brał drze­wo z lasu, hodo­wał kro­wy. Jego żona, Bej­le, jak inne chłop­ki we wsi kopa­ła ziem­nia­ki, doiła kro­wy i jeź­dzi­ła na każ­dy targ w mia­stecz­ku, żeby sprze­da­wać gęsi, kury i jaj­ka. W jego sta­rym mły­nie wszy­scy chło­pi z oko­li­cy mie­li­li swo­je żyto. Było wia­do­mo, że waga Rafa­ela jest dokład­na i moż­na na niej pole­gać. Z chło­pa­mi mówił po pol­sku jak rów­ny z rów­nym, choć nie wspo­mi­nał Mat­ki Boskiej, Jezu­sa Chry­stu­sa i jego świę­tych cudów. I nawet swo­ją krze­pą nie odsta­wał od naj­sil­niej­szych gospo­da­rzy we wsi. Z łatwo­ścią poko­ny­wał wąskie scho­dy, nio­sąc do mły­na korzec zbo­ża. Dla­te­go uwa­ża­li go za swo­je­go, tutej­sze­go z Leśniów­ki, i jego nie­szczę­ście prze­ży­wa­li jak wła­sne4.

Z per­spek­ty­wy wiej­skiej wspól­no­ty Rafa­el jest jak chłop, zacho­wu­je się jak chłop, mówi jak chłop, zatem może jedy­nie się upodob­nić do chło­pa, przy­swo­ić chłop­ski model życia, ale chło­pem nigdy nie zosta­nie. Sfor­mu­ło­wa­nie „być jak” świad­czy o dystan­sie nadaw­cy komu­ni­ka­tu wobec kogoś, o kim mowa, a kto jest postrze­ga­ny jako inhe­rent­nie obcy. Gdy Rafa­el odma­wia udzia­łu w zbio­ro­wym akcie zemsty, a więc nie daje dowo­du swo­jej lojal­no­ści wobec gru­py, zosta­je wyklu­czo­ny ze wspól­no­ty:

on chce się wykrę­cić od pój­ścia z nami, ten Żyd… odsu­nął się od wsi jak obcy. […] W cichą gwiaź­dzi­stą noc chło­pi z Leśniów­ki wyda­li dwa wyro­ki na ludzi, któ­rzy nie mogli już nale­żeć do wspól­no­ty. Zło­dzie­ja Cegieł­ka zabi­li […]. Mły­na­rzo­wi Rafa­elo­wi wybi­li kamie­nia­mi szy­by w izbie5.

Okre­śle­nie „ten Żyd” zosta­je tu uży­te jako per­for­ma­tyw obco­ści, któ­ry negu­je przy­na­leż­ność do wiej­skiej wspól­no­ty.

Weryfikacja internalizowana: „Erd” [„Ziemia”] Racheli Korn

Toż­sa­mo­ścio­wa „tutej­szość”, pod­le­ga­ją­ca jak u Sin­ge­ra zewnętrz­nej wery­fi­ka­cji, oka­zu­je się złud­na – nie moż­na być i Żydem, i chło­pem; te dwie toż­sa­mo­ści są roz­łącz­ne. Opo­wia­da­nie Zie­mia Rache­li Korn cie­ka­wie kom­pli­ku­je Sin­ge­row­ską kon­klu­zję, wpro­wa­dza­jąc boha­te­ra, któ­ry inter­na­li­zu­je toż­sa­mość Żyda-chło­pa czy żydow­skie­go chło­pa. Jego toż­sa­mość – tak jak chłop­ską – legi­ty­mi­zu­je zie­mia.

War­to w tym miej­scu przy­po­mnieć, że dla twór­czo­ści Korn – zarów­no pro­za­tor­skiej, jak i poetyc­kiej – istot­ne zna­cze­nie ma kon­tekst auto­bio­gra­ficz­ny. Autor­ka uro­dzi­ła się w 1898 roku w osa­dzie Sucha Góra, nie­da­le­ko mia­stecz­ka Mości­ska w Gali­cji Wschod­niej. Jej rodzi­ce pro­wa­dzi­li gospo­dar­stwo rol­ne. Uro­dze­nie i wycho­wa­nie na wsi nie tyl­ko zawa­ży­ły na tema­ty­ce utwo­rów Korn, ale tak­że ukształ­to­wa­ły jej lite­rac­ką wyobraź­nię; mia­ły rów­nież wpływ na jej wizję wsi jako prze­strze­ni żydow­sko-chłop­skiej.

Mor­de­chaj, boha­ter jej opo­wia­da­nia, porzu­ca pra­cę mle­cza­rza, by pro­wa­dzić wła­sne gospo­dar­stwo i upra­wiać rolę, któ­rą dzier­ża­wi od dzie­dzi­ca. Dowia­du­je­my się, że:

Już mu zbrzy­dła ta roz­jeż­dżo­na dróż­ka, prze­ja­dło mu się to krą­że­nie dzień w dzień z zardze­wia­łą bań­ką mle­ka i pogię­tym koszem po boga­tych mia­sto­wych domach. Nie­raz zimo­wą porą pal­ce zamar­z­ły mu na kość i kawał­ki skó­ry odpa­da­ły od gołe­go, suro­we­go mię­sa. Mor­de­chaj czuł, że przez te wszyst­kie lata roz­wo­że­nia mle­ka w naj­głęb­szym zaka­mar­ku jego ser­ca tli­ła się ukry­ta tęsk­no­ta za wła­snym kawał­kiem pola, za takim gospo­dar­stwem, jakie było kie­dyś u nich w domu, zanim ojciec nie stra­cił całe­go mająt­ku, pro­ce­su­jąc się z bra­tem6.

W posta­ci Mor­de­cha­ja kumu­lu­je się napię­cie mię­dzy mobil­no­ścią a osia­dło­ścią, któ­re okre­śla spe­cy­fi­kę dia­spo­rycz­nej kon­dy­cji żydow­skiej. Zauważ­my, że boha­ter rezy­gnu­je z pro­fe­sji uka­zu­ją­cej kwin­te­sen­cję galu­tu (dia­spo­ry): bycie mle­cza­rzem utrzy­mu­je go w nie­ustan­nym ruchu, ska­zu­je na codzien­ną i uciąż­li­wą wędrów­kę oraz na poczu­cie zależ­no­ści od innych; dodat­ko­wo – na pozio­mie inter­tek­stu­al­nym – zosta­je sko­ja­rzo­ne z powo­ła­ną przez Szo­le­ma Alej­che­ma figu­rą Tew­je­go Mle­cza­rza. Sta­jąc się „Żydem-chło­pem” upra­wia­ją­cym zie­mię, Mor­de­chaj sprze­ci­wia się tuła­cze­mu mode­lo­wi życia, któ­ry uosa­biał Tew­je, a pod­kre­śla swo­ją więź z zamiesz­ki­wa­ną oko­li­cą. Jego tęsk­no­ta za wła­snym kawał­kiem pola to w isto­cie tęsk­no­ta za egzy­sten­cjal­nym zako­rze­nie­niem i pra­gnie­nie zado­mo­wie­nia, dają­ce­go poczu­cie bycia u sie­bie (na swo­im miej­scu). Mor­de­chaj dys­po­nu­je zresz­tą moc­ny­mi argu­men­ta­mi prze­ma­wia­ją­cy­mi za jego chłop­sko­ścią: po pierw­sze – nie tyle przy­swo­ił sobie to, co wiej­skie, ile po pro­stu uro­dził się w rodzi­nie pro­wa­dzą­cej wła­sne gospo­dar­stwo i sam jest nazy­wa­ny „dobrym gospo­da­rzem”; po dru­gie – jest „tutej­szy”, z wiej­ską oko­li­cą zwią­za­ny egzy­sten­cjal­nie i kul­tu­ro­wo, a z inny­mi miesz­kań­ca­mi – wspól­no­tą doświad­cze­nia. Dowo­dzi tego, gdy nuci ludo­we przy­śpiew­ki, a do koni zwra­ca się po pol­sku i gdy podob­nie jak inni chło­pi musi mie­rzyć się z siła­mi natu­ry i siła­mi histo­rii.

For­ma zado­mo­wie­nia, opar­ta na byciu „Żydem-chło­pem”, jest w tek­ście Korn kon­struk­cją para­dok­sal­ną. W upra­wia­niu roli Mor­de­chaj prze­ja­wia wręcz neo­fic­kie zaan­ga­żo­wa­nie – typo­we dla kogoś, kto nie do koń­ca czu­je się pew­ny zaj­mo­wa­nej przez sie­bie pozy­cji, kogoś, kto przy­na­le­ży do gru­py mniej­szo­ścio­wej (i nie rezy­gnu­je z tej toż­sa­mo­ści), a mimo to zgła­sza akces do gru­py domi­nu­ją­cej. Tym samym nie­uchron­nie sytu­uje się „pomię­dzy”, z poczu­ciem koniecz­no­ści nie­ustan­ne­go potwier­dza­nia swo­jej podwój­nej przy­na­leż­no­ści. Mor­de­chaj żywi prze­ko­na­nie, że moż­li­we jest osią­gnię­cie peł­ne­go zako­rze­nie­nia. Wyda­je się, że w tym celu nie potrze­bu­je apro­ba­ty sąsia­dów. Wystar­czy, że będzie miał swo­ją zie­mię:

Z liche­go, jało­we­go pola uzy­skał dwa­na­ście metrów zbo­ża. W obo­rze sta­ło pięć mło­dych, czar­nych krów i dwie jałów­ki. Mor­de­chaj nie dawał chwi­li wytchnie­nia ani sobie, ani żonie z dzieć­mi, ani koniom.
– Na razie jestem u obcych. Nie mam tu jesz­cze nic. Kie­dy wszyst­ko będzie moje, moż­na będzie odpo­czy­wać i nawet jeść bia­łą cha­łę.
Nie bez koze­ry chło­pi, idąc do dru­giej wsi do kościo­ła, zatrzy­my­wa­li się koło jego zbo­ża i cią­gnąc przez pal­ce sze­ro­kie, zie­lo­ne źdźbła mło­dej psze­ni­cy, pota­ki­wa­li z uzna­niem gło­wa­mi:
– Kie­dy pole tra­fia w ręce dobre­go gospo­da­rza, musi zwró­cić za cięż­ką harów­kę pokaź­ny pro­cent. Ha, bra­cia! Musi!7

Pra­cy na roli i w gospo­dar­stwie Mor­de­chaj pod­po­rząd­ko­wu­je nie tyl­ko swo­je życie, ale też życie swo­jej rodzi­ny. Jego dąże­nie do peł­nej „tutej­szo­ści” wpły­wa destruk­cyj­nie, a nawet tra­gicz­nie na rela­cje rodzin­ne (potrze­by i pra­gnie­nia dzie­ci są ogra­ni­cza­ne przez ojcow­skie aspi­ra­cje, co rodzi mię­dzy­ge­ne­ra­cyj­ne kon­flik­ty); oddzia­łu­je tak­że na rela­cje ludz­ko-zwie­rzę­ce (nie bez przy­czy­ny Mor­de­chaj zysku­je od nie-Żydów przy­do­mek „koń­ska śmierć”, a od Żydów „male­cha­mo­wes” – anioł śmier­ci). Zarów­no rela­cje rodzin­ne, jak i ludz­ko-zwie­rzę­ce ukła­da­ją się hie­rar­chicz­nie i patriar­chal­nie, nazna­czo­ne są też zwy­kle fizycz­ną prze­mo­cą: „Za jego ple­ca­mi opo­wia­da­no w dzie­się­ciu oko­licz­nych wio­skach, że cięż­ką pra­cą zamę­czył swo­ją pierw­szą żonę na śmierć. Podob­nie znę­ca się nad swy­mi koń­mi”8.

Marzenie o ucieczce z „tutejszości”

Kon­strukt żydow­skiej „tutej­szo­ści” jest uwa­run­ko­wa­ny gen­de­ro­wo, co ma ści­sły zwią­zek ze spe­cy­fi­ką wiej­skiej struk­tu­ry spo­łecz­nej. W opo­wia­da­niu Sin­ge­ra przy­na­leż­ność kobie­ty do wspól­no­ty jest prze­dłu­że­niem przy­na­leż­no­ści jej męża. Bej­le, żona mły­na­rza, tak jak on, funk­cjo­nu­je we wsi „jak chłop­ka”. Ina­czej jed­nak ukła­da­ją się rela­cje mał­żeń­skie. Nie­ży­dow­skie chłop­ki zosta­ją wyłą­czo­ne z męskich spraw, do zgro­ma­dzo­nych przy mły­nie kobiet wójt krzy­czy: „Po co cią­gną się tu za nami baby z dzieć­mi […]. Do domu, kobie­ty, do domu!”9. Tym­cza­sem Rafa­el dzie­li się z Bej­le swo­imi roz­ter­ka­mi, a ta – choć może się wyda­wać nie­co komicz­na w swo­jej poczci­wo­ści i pro­sto­dusz­no­ści, gdy pró­bu­je rato­wać męża przed udzia­łem w zbio­ro­wym mor­dzie i tłu­ma­czy chło­pom, że ten nagle zacho­ro­wał – sta­je po jego stro­nie. To ona otwar­cie (choć nie­sku­tecz­nie) prze­ciw­sta­wia się logi­ce zbio­ro­wej agre­sji.

Opo­wia­da­nie Korn wpro­wa­dza istot­ny dyso­nans w postrze­ga­niu poten­cja­łu sym­bo­licz­ne­go zie­mi, któ­ry wią­że się z rodza­jem per­spek­ty­wy, z jakiej patrzy­my na wieś: z punk­tem widze­nia pod­mio­tu męskie­go lub pod­mio­tu kobie­ce­go. Przy­wią­za­nie do zie­mi, fun­da­ment poczu­cia zado­mo­wie­nia Mor­de­cha­ja, dla kobiet poja­wia­ją­cych się w życiu boha­te­ra – dru­giej żony Bejl­cze i cór­ki Ite – sta­je się źró­dłem znie­wo­le­nia. Bejl­cze, któ­ra jako była słu­żą­ca pomiesz­ki­wa­ła w mie­ście i teraz za nim tęsk­ni, doświad­cza wsi jako miej­sca ska­zu­ją­ce­go ją na samot­ność. Zna­mien­ny w tym kon­tek­ście jest już moment przy­jaz­du boha­ter­ki do gospo­dar­stwa nowo poślu­bio­ne­go męża; oko­licz­ny kra­jo­braz wywo­łu­je w niej nie­po­kój i poczu­cie osa­cze­nia:

Dziew­czy­na dalej sie­dzia­ła nie­ru­cho­mo i spo­glą­da­ła na świe­żo poła­ta­ny dach cha­ty i las, któ­ry niczym ciem­na rama oka­lał zie­lon­ka­we pagór­ko­wa­te pole i odci­nał je od resz­ty kra­jo­bra­zu.
Czer­wo­na­we pro­mie­nie zacho­dzą­ce­go słoń­ca prze­świe­ca­ły przez łany mło­de­go zbo­ża i ozła­ca­ły zie­le­nią­ce się kło­sy. Nad pola­mi uno­sił się niczym zie­lon­ka­wa mgieł­ka pyłek z kwit­ną­ce­go żyta. Nie sły­chać było żad­ne­go ludz­kie­go gło­su, wszyst­ko zda­wa­ło się jak­by wymar­łe. Bej­le wzdry­gnę­ła się. Turec­ki szal zsu­nął jej się na ramio­na i z czar­nej, koron­ko­wej chu­s­ty wyj­rza­ła wąska, pie­go­wa­ta niczym upstrzo­ne pta­sie jajo w gnieź­dzie, twarz10.

Dla Ite, cór­ki Mor­de­cha­ja z jego pierw­sze­go mał­żeń­stwa, źró­dło znie­wo­le­nia tkwi w opre­syj­nej struk­tu­rze spo­łecz­nej, zgod­nie z któ­rą kobie­ta pod­le­ga wła­dzy ojca bądź męża. W tym porząd­ku mał­żeń­stwo sta­no­wi w dużej mie­rze trans­ak­cję eko­no­micz­ną, zależ­ną od ukła­dów mię­dzy gospo­da­rza­mi. W per­spek­ty­wie wyj­ścia za mąż Ite dostrze­ga swo­ją szan­sę na uwol­nie­nie się spod wła­dzy ojca tyra­na, nadzie­je boha­ter­ki oka­zu­ją się jed­nak złud­ne, ponie­waż ojciec, któ­ry potrze­bu­je pie­nię­dzy na zakup zie­mi, nie wypo­sa­ża dziew­czy­ny w posag. Kul­mi­na­cję jej bez­sil­no­ści, roz­cza­ro­wa­nia i poczu­cia zamknię­cia w pułap­ce bez wyj­ścia w poru­sza­ją­cy spo­sób uka­zu­je nastę­pu­ją­cy frag­ment:

Zabra­ła się za sko­pa­nie ogród­ka, roz­bi­ja­jąc przy tym gru­dy zie­mi z taką furią, aż roz­kru­szo­na zie­mia pry­ska­ła jak czar­ny, gęsty deszcz. Kie­dy prze­sta­ła na chwi­lę kopać i wypro­sto­wa­ła ple­cy, natych­miast poczu­ła takie zmę­cze­nie w całym cie­le, że musia­ła wbić gwał­tow­nie moty­kę w nie­sko­pa­ną zie­mię i oprzeć się o pobli­skie drze­wo. […] Ite pochy­li­ła się ku zie­mi i wycią­gnę­ła sztyw­ne człon­ki. I nagle jak­by jej krew poczu­ła puls tej żywy­mi soka­mi wypeł­nio­nej zie­mi i odpo­wie­dzia­ła osza­la­ły­mi i moc­ny­mi ude­rze­nia­mi ser­ca. Jej zdła­wio­ny krzyk, gorą­cy i przej­mu­ją­cy niczym miło­sne tre­le sło­wi­ka w krót­kie let­nie noce, powtó­rzył się kolej­no trzy razy. Potem jej cia­ło jak­by się roz­pły­nę­ło, pogrą­żo­ne w cichym, nie­utu­lo­nym pła­czu11.

W opo­wia­da­niach Korn i Sin­ge­ra bycie „tutej­szym” Żydem wyni­ka nie tyle z same­go fak­tu uro­dze­nia w wiej­skiej oko­li­cy, ile ze współ­dzie­le­nia jej ze spo­łecz­no­ścią nie­ży­dow­ską, zatem dosto­so­wy­wa­nia się do panu­ją­cych w tej gru­pie reguł i warun­ków zamiesz­ki­wa­nia, a jed­no­cze­śnie nego­cjo­wa­nia w niej swo­je­go, żydow­skie­go miej­sca. Moż­na na ten pro­ces spoj­rzeć dwo­ja­ko: z jed­nej stro­ny pole­ga on na ogra­ni­cze­niu pod­mio­to­wej spraw­czo­ści w two­rze­niu wię­zi przy­na­leż­no­ści, a z dru­giej – pozwa­la na wytwa­rza­nie wła­sne­go poczu­cia lokal­no­ści i zado­mo­wie­nia. W obu przy­pad­kach pro­ces ten nie może się zakoń­czyć i dopeł­nić, bo żydow­skiej „tutej­szo­ści” trze­ba dowieść lub ją nie­ustan­nie potwier­dzać i ugrun­to­wy­wać. Zarów­no w warian­cie Sin­ge­ra (upodob­nie­nia do chłopa/chłopki), jak i w warian­cie Korn (inter­na­li­zo­wa­nej chłop­sko­ści), żydow­ską „tutej­szość” okre­śla fun­da­men­tal­na nie­sta­bil­ność; jako taka pozo­sta­je ona marze­niem o zado­mo­wie­niu, któ­re oka­zu­je się nie­moż­li­we do speł­nie­nia.

 

1 Zob. A. Moli­sak, Żyd patrzy na chło­pa… Wiej­skie prze­strze­nie i chłop­scy boha­te­ro­wie. Kil­ka przy­kła­dów z lite­ra­tu­ry jidysz, „Stu­dia Juda­ica” 2019, nr 1 (43), s. 31–48.

2 Cha­sydz­ka maszy­na paro­wa i inne opo­wia­da­nia. Anto­lo­gia pro­zy jidysz (XVI–XXI wiek), red. K. Szy­ma­niak, il. A. Czu­dżak, War­sza­wa: Żydow­ski Insty­tut Histo­rycz­ny, Pol­skie Towa­rzy­stwo Stu­diów Jidy­szy­stycz­nych, 2024.

3 Tam­że, s. 378. W ory­gi­na­le jidy­szo­wym poja­wia się tyl­ko wyra­że­nie pso­mim-pusz­kes, czy­li „besa­min­ka”, „bal­sa­min­ka”; wyja­śnie­nie doty­czą­ce funk­cji przed­mio­tu zosta­ło dopi­sa­ne przez tłu­macz­kę.

4 Tam­że, s. 397–340.

5 Tam­że, s. 404.

6 Tam­że, s. 371.

7 Tam­że, s. 372.

8 Tam­że, s. 366.

9 Tam­że, s. 401.

10 Tam­że, s. 374.

11 Tam­że, s. 370.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego w ramach dotacji celowej „Inne tradycje”.

Czytaj także

19.02.2026 Rozmowy

Radość odkrywania, radość tłumaczenia

Po 1968 roku naprawdę sądziłam, że w Polsce niewiele osób będzie chciało zajmować się literaturą jidysz czy choćby mówić w tym języku. Ostatnie ćwierćwiecze uświadomiło mi, że historia lubi zaskakiwać. Mamy jeszcze mnóstwo pracy – mówi Bella Szwarcman-Czarnota, autorka antologii Mam dla Was historię, w rozmowie z Karoliną Koprowską.

22.05.2025 Recenzje

Genealogiczne uwikłania

Najnowsze powieści Mateusza Pakuły Skóra po dziadku i Ewy Wieżnawiec O wilku mówiono w izbie – choć zanurzone w odmiennych rejestrach gatunkowych i stylistycznych, a także osadzone w innych topografiach – obrazują, jak ściśle to, co osobiste, splata się z tym, co zbiorowe, i w jak znaczącym stopniu to, co wydarza się we wspomnianej Wielkiej Historii, formuje jednostkowe losy.

16.08.2026 Recenzje

„Sztuką nie lada, prawdziwym osiągnięciem, jest zapomnienie o swoim ojcu” – „Moi przyjaciele” Hishama Matara

Ojcowie w powieści Matara stają się punktem wyjścia dla tożsamości, lecz także jej napięcia i załamania. Relacje ojciec–syn są metaforą relacji między przeszłością a przyszłością. To, co zostaje odziedziczone, nieustannie domaga się opowiedzenia, a jednocześnie nie zawsze daje się w pełni wypowiedzieć – o powieści Hishama Matara pisze Aleksandra Samonek.

15.08.2026 Recenzje

Fantastyka społecznego podmiotu

Należy podkreślić, że przy całym bogactwie refleksji, jakie oferuje powieść Wang, jest to wciąż klasyczna literatura fantasy, oparta głównie na seriach dramatycznych wydarzeń, choć nie brakuje tutaj również rozbudowanych, wielostronicowych dialogów – o Krwi nad jasną przystanią M.L. Wang pisze Marcin Świątkowski.