Wznowienie swojej debiutanckiej powieści Zjazdy są najgorsze (1995, wydanie polskie 2025) Mariana Enríquez poprzedziła krótkim wprowadzeniem, w którym poniekąd tłumaczy się z powrotu na księgarskie półki owego bardzo młodzieńczego dzieła, a przy okazji stawia coś w rodzaju autodiagnozy literackiej. Zauważa:
[moje nastoletnie obsesje – red.] [b]ardzo przypominają moje obecne obsesje: wampiryzm, seks między mężczyznami, niepokojące Baudelaire’owskie piękno, bolesne piękno Rimbauda, fantastyka i horror, pomieszczenia podziemne, demony, River Phoenix i Keanu Reeves, Lestat i Louis1.
Uwagi wstępne
W powyższym stwierdzeniu jest pewna doza pisarskiej kokieterii, ale również zupełnie celna obserwacja – niektóre wątki, czy też raczej tematy, dają się wytropić w wielu tekstach argentyńskiej autorki, kojarzonej przede wszystkim z literaturą grozy, ale ambitną i z pazurem. Jednym z tych tematów, w moim przekonaniu niezmiernie istotnym dla samej pisarki, ale dającym się czytać także jako swoisty znak czasów, jest kwestia ludowej argentyńskiej religijności, czy może szerzej: ludowej duchowości współczesnych Argentyńczyków, o czym akurat w przytoczonym cytacie mowy nie ma, zagadnienie to bowiem pojawia się w twórczości Enríquez nie od razu.
Celem niniejszego tekstu jest próba wniknięcia w prozę Mariany Enríquez, przede wszystkim w jej monumentalną (pod względem fizycznym i literackim) powieść Nasza część nocy (2019, polskie wydanie 2021, w przekładzie Marty Jordan i Katarzyny Okrasko), ze szczególnym naciskiem właśnie na owe ludowe wątki – nie jest to bowiem jedyny kąt, pod jakim da się tę powieść czytać. Do sprawy tej jednak zabiorę się dwuetapowo: w pierwszej części niniejszego szkicu przyjrzę się temu, jak wątki argentyńskich wierzeń funkcjonują w opowiadaniach pisarki, w drugiej przejdę już do samej powieści. Nie chcę przez to bynajmniej sugerować, że powieść jest w jakiś sposób wyższa rangą czy ważniejsza od form krótkich. W przypadku Enríquez na pewno tak się sprawy nie mają, to jednak nade wszystko wybitna nowelistka, o czym świadczyć może także fakt, że jej najnowszy tom Un lugar soleado para gente sombría („Słoneczne miejsce dla mrocznych ludzi”, 2024) to ponownie zbiór opowiadań. Ale jeśli chodzi o ewolucję tematyki wierzeń – i tego, co się z nimi wiąże – Nasza część nocy jawi się jako zwieńczenie pewnej drogi, swoiste maksimum (przynajmniej na razie) w pisarskim dorobku Argentynki.
Strona B religii
Rzeczywisty sukces czytelniczy oraz uznanie wśród krytyków literackich przyniosły argentyńskiej autorce dwa nowelistyczne zbiory: Niebezpieczeństwa palenia w łóżku (2009) oraz To, co utraciłyśmy w ogniu (2016)2. Czytelnicy i recenzenci zwracali uwagę na wątki religijne zawarte w tych tekstach, zresztą sama autorka często odnosiła się do owych zagadnień. W jednym z wywiadów mówiła:
[…] lubię czytać na ten temat, wszystko, co dotyczy rytualnej magii europejskiej, ale też pogańskich wierzeń i mitologii z Ameryki Łacińskiej. Wszystko, co ma związek z okultyzmem i pogańską religijnością – bo to nie to samo – stanowi jakby stronę B religii3.
Sam ów fakt nie ma w sobie jeszcze nic dziwnego. Przeciwnie, nawet przeciętnie zorientowany w horrorach widz lub czytelnik wie, że wierzenia, rytuały, magia i tym podobne stanowią jeden z najbardziej klasycznych motywów literatury grozy. Wierzenia – dodajmy – wyznawane przez tych „innych”, egzotyczne, dalekie – niekoniecznie w geograficznym sensie, choć to najczęściej, równie dobrze jednak mogą być to przecież „gusła” ludzi żyjących obok bohaterów. Obca religijność doskonale sprawdza się w fabułach grozy, ponieważ pozwala usprawiedliwić i wprowadzić do opowieści niesamowitość, różne straszliwe praktyki, a więc element irracjonalny i złowrogi. Schemat „bohater należący do naszego świata gdzieś podróżuje i tam przeżywa straszne rzeczy” jest nader klasyczny, ale wciąż ma się dobrze: czy to będzie Jonathan Harker jadący do Transylwanii w Draculi Brama Stokera, czy grupa młodych Amerykanów podróżujących do Szwecji w filmie Midsommar w reżyserii Ariego Astera, mechanizm pozostaje ten sam – ci „inni” mają mroczne wierzenia i praktyki; jeśli w nie wejdziesz, to przepadniesz. Obca religijność służy także jako uprawdopodobnienie tego, co niesamowite – jak choćby w klasycznym Smętarzu dla zwierzaków Stephena Kinga (pochówek, który jest punktem wyjścia prawdziwej grozy, odbywa się, nieprzypadkowo przecież, na indiańskim cmentarzu) – oraz jako „dostawca” horrorowych postaci czy motywów – tu sztandarowy przykład stanowi haitańskie vodou, pełnoprawna religia afrykańskiego pochodzenia sprowadzona przez amerykańską popkulturę do zombie i nakłuwanych laleczek.
W twórczości Mariany Enríquez „inna” religijność jako frapujące tło oraz źródło niesamowitości także się pojawia, ale zarazem zostaje zniuansowana. Sama prozaiczka podchodzi zaś do zagadnienia w sposób wręcz programowy, co widać w jej deklaracjach. W innym wywiadzie deklaruje:
Interesuje mnie pokazywanie ludowej i pogańskiej religijności, co się wiąże z moją fascynacją tradycją anglosaską, w której takie elementy wciąż się mieszają: wampir to postać z ludowej mitologii Europy wschodniej, a Stoker go sobie bierze i tworzy Draculę. Z jakiegoś powodu u nas [w Argentynie / Ameryce Łacińskiej – T.P.] do tego nie doszło, nasza fantastyka nie czerpała z przesądów lokalnych społeczności. Historycznie jest tu pustka. Ja chcę do tego sięgać i to jest gest polityczny. Tym nie należy gardzić, to część naszej kultury4.
I, jak zobaczymy, ów polityczno-społeczny program pisarski rzeczywiście jest realizowany.
Argentyńska religijność ludowa
Trzeba przyznać, że jeśli chodzi o tę „stronę B religii”, pisarka ma z czego czerpać.
Argentyna – choć to samo można by powiedzieć w zasadzie o każdym latynoamerykańskim kraju – tożsamość religijną ma dość złożoną. Jako dawna kolonia katolickiej Hiszpanii była i nadal jest postrzegana, od wewnątrz i z zewnątrz, właśnie jako kraj rzymskokatolicki. Takie wyznanie obowiązywało na terenach rządzonych przez władców z Madrytu, a rdzennymi kultami, czy też po prostu rdzenną ludnością, nikt się nie przejmował (w Argentynie widać to tym wyraźniej, że nie było tu wielkich cywilizacji jak w Andach czy Mezoameryce, lecz mniej liczne, choć różnorodne grupy etniczne, częściej poddawane eksterminacji niż ewangelizacji). Kiedy na początku XIX wieku kraj uzyskał niepodległość, zaczęli do niego napływać wyznawcy innych religii, przede wszystkim protestanci i anglikanie – obecność brytyjska była tu bardzo istotna – ale także żydzi, muzułmanie i inni. Dopiero w XX wieku, wobec narastającego znaczenia innowierczych grup migracyjnych, ukształtowała się koncepcja, w myśl której Argentyńczycy to naród z gruntu katolicki.
Niemniej w cieniu oficjalnego katolicyzmu rozwijał się jego wariant ludowy, często niezbyt widoczny z centrum – czyli z Buenos Aires – i wchodzący w interakcje z innymi kultami. Zapewne najbardziej jaskrawym symptomem tej mieszanki byli tak zwani święci ludowi, a więc postaci cudownych patronek i patronów, czczonych tak, jak katolicy czczą świętych, tyle że niefigurujących na oficjalnych listach osób kanonizowanych. Na prowincjach pojawiały się więc postaci uznawane za święte, a wywodzące się z folkloru i regionalnych podań, takie jak Gauchito Gil, gauczo-rozbójnik czy Nieboszczka Correa, heroiczna niewiasta, która zmarła na pustyni z pragnienia, ratując swoje nowo narodzone dziecko. Nie brakowało także wpływów afrykańskich, czy ściślej: afrobrazylijskich, ponieważ wierzenia dawnych niewolników trafiały do Argentyny zwykle właśnie via Brazylia. Istotną rolę odgrywały procesy związane z synkretyzmem, czyli nakładanie się na siebie wierzeń chrześcijańskich oraz rdzennych – pod tym względem szczególnie ciekawie prezentuje się na przykład północ kraju, gdzie żyją zachowujący silną tożsamość Guaranie. Wreszcie w orbitę religijną wchodziły postaci ze świata polityki, kultury czy po prostu takie, które dziś nazwalibyśmy celebrytami, a w Argentynie bywają darzone kultem o wyraźnym charakterze religijnym.
Przez dekady te ludowe kulty pozostawały na marginesie – nie tyle w sensie liczebności, niemożliwej zresztą do oszacowania, ile ze względu na ich niewidoczność bądź widoczność słabą w publicznym dyskursie. „Centrum” nie oglądało się na „prowincję”. Wyznania respektowały podział społeczeństwa: do świętych gauczów czy afrykańskich orisz modlić się mogły klasy ludowe; mieszczaństwo i klasy wyższe opowiadały się za klasycznym katolicyzmem, prowincjonalne wierzenia postrzegały przy tym jako gusła. Zaczęło to ulegać zmianie wraz z ruchami migracyjnymi wewnątrz kraju: do miast, a przede wszystkim do stolicy, napływała siła robocza z głębi kraju, przynosząc swoje zwyczaje i wierzenia. W efekcie to nie „światła” stolica „ucywilizowała” prowincję, lecz prowincja przemieniła stolicę. Margines przeniknął do centrum. To, co peryferyjne, stało się centralne. A wyznania i praktyki zarezerwowane dla konkretnych grup przenikały do klas wyższych. Nie zmienia to jednak faktu, że religijność wciąż funkcjonuje w Argentynie jako element klasowy i, co się z tym wiąże, rasowy.
Wierzenia jako źródło grozy
W tomie Niebezpieczeństwa palenia w łóżku znajdziemy cztery opowiadania odnoszące się do wątków religijnych, w sumie tekstów zbiór ów zawiera dwanaście. Trzy z nich uznać można za fabuły w tym kontekście typowe – to znaczy wykorzystujące motyw religijny tak jak w tekstach grozy często się zdarza: jako symbol tego, co niezrozumiałe i obce, jako zjawiska, z których wynikać może niebezpieczeństwo nie do końca zrozumiałe dla bohaterów, a tym samym dla czytelników. Są to opowiadania Maryja Dziewica z glinianki, Wózek oraz Cysterna.
Weźmy pierwsze z nich, bardzo udany, a zarazem klasyczny – jeśli chodzi o użycie grozy – tekst. Jest to historia grupy dziewczyn, do których dołącza atrakcyjny chłopak imieniem Diego. Diego interesuje się Silvią, co wzbudza zazdrość w pozostałych bohaterkach, najsilniej w jednej z nich – Natalii. Ma ona w sobie pewien rys szczególny, jest najbardziej zdecydowana, ale też nieobce są jej najwyraźniej praktyki magiczne, ponieważ w pewnym momencie wspomina koleżankom, że dodała Diegowi do picia swoją krew miesięczną (to klasyczny motyw w magii miłosnej). Kulminacja tej historii następuje podczas wyprawy całej grupy do glinianki, gdzie można się kąpać; nad zbiornikiem stoi także jakaś kapliczka, która w obiegowej opinii kojarzona jest z Matką Boską. Natalia podchodzi do kapliczki – narratorka (mająca w tekście formę mnogą, przemawia w imieniu dziewczęcej zbiorowości) nie widzi ani świętej figury, ani tego, co Natalia tam robiła, cała relacja przekazana zostaje przez tę ostatnią. Dziewczyna oświadcza, że to wcale nie jest Matka Boska, lecz „czerwona kobieta, z gipsu i goła. Ma czarne sutki”. Dodaje, że „to coś brazylijskiego” i że „o coś ją poprosiła”. Zakończenie opowiadania nie jest jednoznaczne, czytelnik pozostaje z niepewnością, ale nie ulega wątpliwości, że Diego i Silvię spotyka coś złego ze strony ogromnych psów, które pojawiły się nad glinianką: pozostałe dziewczyny słyszą krzyki owej pary i po prostu się oddalają.
Mechanizm jest tu więc niezmiernie prosty: tajemnicza postać kobiety, obdarzona magiczną mocą, wysłuchuje prośby zazdrosnej nastolatki i ściąga nieszczęście na obiekty owej zazdrości. Czytelnik nie wie, co to w zasadzie za postać ani co dokładnie się wydarzyło, z pewnością jednak coś bardzo złego, najpewniej śmierć. Rzekoma Matka Boska nie zostaje w tekście zidentyfikowana, choć z pewnością wielu czytelników z Argentyny bez trudu rozpoznaje w tej figurze Pombę Girę, ogromnie ważną postać z panteonu afrobrazylijskiego, ducha kobiecej seksualności. Niemniej ów kulturowy kontekst nie ma dla fabuły żadnego znaczenia, a wręcz zostaje zamaskowany: to po prostu nadprzyrodzona i groźna istota, źródło tajemnicy i grozy, nic więcej.
W Wózku zaobserwować można podobny mechanizm: brutalnie potraktowany przez mieszkańców dzielnicy mężczyzna rzuca klątwę i za jej sprawą cała okolica staje się istnym piekłem na ziemi – nieszczęście omija jedynie dom kobiety, która stanęła w obronie zaatakowanego. Niewiele wiemy o charakterze mocy mężczyzny i jego klątwie, oprócz tego, że jest czarnoskóry i że posługuje się magią afrobrazylijską (pojawia się słowo „macumba”). Z punktu widzenia mechaniki fabuły nie ma to znaczenia: to po prostu opowieść o okrutnej magicznej karze. W Cysternie z kolei magia stanowi tło: rzecz dzieje się w domu znachorki, pełnym obiektów religijnych i magicznych, często skonkretyzowanych, niemniej ich funkcją wydaje się po prostu podkreślenie niesamowitości, nadprzyrodzoności tego miejsca.
To bardzo dobre, doskonale skonstruowane opowiadania, pod względem tematyki religijnej jednak mocno klasyczne.
Wierzenia ludowe sproblematyzowane
Niebezpieczeństwa palenia w łóżku otwiera jednak tekst, w którym ludowe wierzenia zyskują inny wymiar. Choć na pierwszy rzut oka, zwłaszcza dla czytelników nieobeznanych z kulturą (północnej) Argentyny i Paragwaju, niekoniecznie będzie to zauważalne. Takim odbiorcom Ekshumacja aniołka jawić się będzie jako zasadniczo typowe opowiadanie o kontakcie żyjącej osoby z duchem. Narratorka znajduje w ogrodzie swojej babci kości, które okazują się szczątkami zmarłej przed wieloma laty kilkumiesięcznej siostry owej babci, pochowanej przy domu. Duch dziewczynki zaczyna towarzyszyć narratorce, która nawiązuje z widmową dziewczyną bliską relację. Enríquez odwołuje się tu do powszechnego we wspomnianym regionie – także do dziś, choć w mniejszym stopniu niż przed dekadami – obyczaju specjalnego traktowania zmarłych dzieci: wierzono, że owe angelitos (aniołki), jako istoty nieskażone grzechem, mają bezpośredni kontakt z Bogiem, a zatem mogą opiekować się swoimi wciąż żyjącymi rodzinami. Dlatego szczątki chowano blisko, na domowych podwórkach, żeby w ten sposób zapewnić sobie ochronę. W opowiadaniu tym materia związana z wierzeniami wykorzystana zostaje w znacząco inny sposób niż we wcześniej omówionych tekstach.
W To, co utraciłyśmy w ogniu ludowa religijność pojawia się rzadziej, ale za to potraktowana zostaje dogłębniej. W Brudnym dzieciaku narratorka spotyka żyjącego na ulicy chłopca, którego matka jest narkomanką; dziecko należy do zupełnie innego świata niż opowiadająca w tekście kobieta: ona to klasa średnia, chłopiec – to najuboższa warstwa klas ludowych. Autorka eksploruje ów wątek odmienności i przepaści między żyjącymi tak blisko – w fizycznym sensie – ludźmi, a jednym z nośników tej odmienności jest właśnie religijność. W opowiadaniu przywołuje się trzy postaci – marginalnie Pombę Girę oraz dwóch ludowych świętych z północy Argentyny: Gauchita Gila, świętego gaucza, oraz San La Muerte, Świętego Śmierć, szkieletową postać stanowiącą uosobienie śmierci. Ci dwaj ostatni ukazani zostają jako postaci komplementarne: Gauczo jest pozytywny, ale „szkielet” – jak mówi o nim chłopiec – jest zły. Mroczny święty może być tu odczytywany jako symbol tego, co niedostępne dla narratorki i czytelników; podkreśla on dystans dzielący klasy społeczne. San La Muerte emanuje grozą, Enríquez pozostaje tu wierna gatunkowej konwencji, ale Święty Śmierć nie jest wyłącznie „straszakiem”, jak w typowym horrorze, lecz właśnie metaforą pewnych różnic społecznych.
Ubogie slumsy pojawiają się także w wyjątkowo mrocznym opowiadaniu Pod czarną wodą, w którym jedna z podmiejskich dzielnic Buenos Aires zostaje opanowana przez jakieś bardzo groźne i demoniczne siły: jej mieszkańcy ulegają swego rodzaju opętaniu. W pewnym momencie wspomina się o zupełnym braku „ludowych świętych, takich jak Gauchito Gil, Iemanjá czy nawet figurek Matki Boskiej”5, które ustępują innym, potwornym i niezrozumiałym objawom jakiegoś kultu. Święty gauczo i afrobrazylijska orisza stają się zatem synonimami normalności – w kontrze do tego, co obce i nieznane.
Warto wspomnieć o jeszcze jednym opowiadaniu: w Pajęczej sieci nie ma wprawdzie odniesień do konkretnych wierzeń, ale szczególną rolę odgrywa tu przestrzeń: to opowiadanie o podróży dwóch kobiet i męża jednej z nich do Paragwaju. Kobiety pochodzą z pogranicza, mężczyzna jest obcy, mieszka w Buenos Aires, zwiedzana prowincja kompletnie mu się nie podoba, irytuje go, prowokuje złośliwe komentarze. Fabuła jest pełna niedopowiedzeń, nie wiadomo więc, co się ostatecznie stało, w każdym razie mężczyzna znika: w nieokreślony, ale nadnaturalny sposób miejscowe kobiety pozbywają się przykrego intruza. Kluczową rolę odgrywa tu przestrzeń: lokalna przyroda i kultura. Są one same w sobie nadzwyczajne, racjonalnie nie do ogarnięcia, w pewnym sensie magiczne – i groźne dla obcych. Ale wektor ulega zmianie: w typowym horrorze tego rodzaju „dzikie” miejsca są źródłem strachu i odrzucenia – tutaj ich mroczna moc okazuje się „sprawiedliwa” i daje satysfakcję. Enríquez kreuje tu mityczną przestrzeń argentyńsko-paragwajskiego pogranicza.
I tym samym – można by rzec – wszystkie narzędzia zostały przygotowane: mogła narodzić się Nasza część nocy.
*
Nasza część nocy Mariany Enríquez spotkała się ze znakomitym przyjęciem. Można by oczywiście uznać, że nic w tym dziwnego – za sprawą wcześniejszych tytułów, przede wszystkim dwóch tomów opowiadań, argentyńska pisarka zyskała szeroki rozgłos i uznanie w świecie hiszpańskojęzycznym, łącząc status poczytnej twórczyni z wielką życzliwością krytyki. Niemniej między krótką nowelą o klarownej strukturze, z jedną wyraźną linią fabularną i mocną puentą, a złożoną i wielowątkową powieścią, liczącą ponad sześćset stron, zachodzą fundamentalne różnice i zapewne spora część czytelników zadawała sobie pytanie, czy mistrzyni błyskotliwych opowiadań grozy udźwignie taką formę. W powszechnej – także mojej – opinii: zdecydowanie udźwignęła. Nasza część nocy to z jednej strony wciągająca fabuła, z drugiej – interesująco zbudowana struktura powieściowa, z trzeciej wreszcie – tekst dający się czytać na kilku poziomach i na kilku poziomach polityczny. Enríquez za tę powieść otrzymała kilka liczących się nagród, na przykład hiszpańską Premio Herralde (to nagroda wydawnictwa Anagrama, w którym autorka zresztą od lat publikuje, a zatem zasadniczo marketingowa, ale postrzegana jako literacko nobilitująca; dostaje się ją z zasady za rzeczywiście dobre teksty), Krajową Nagrodę Krytyków (to z kolei czysty prestiż, za wyróżnieniem nie idą żadne pieniądze, niemniej lista nagrodzonych tytułów mówi sama za siebie – są to tylko wybitne lub prawie wybitne teksty) czy wreszcie Premio Celcius (a więc wyróżnienie za prozę fantastyczną przyznawane na Czarnym Tygodniu w Gijón, najważniejszej chyba „gatunkowej” imprezie literackiej w Hiszpanii). To ostatnie nie dziwi – wszak Nasza część nocy to fantastyka grozy pełną gębą, w duchu, powiedzmy, kingowskim – jednak te dwie pierwsze nagrody raczej rzadko trafiają w ręce autorów fantastyki (ciekawa jest tu paralela z Baśnią o wężowym sercu Radka Raka, wydaną w tym samym 2019 roku, która także przebiła mury getta i zapewniła twórcy zarówno laury związane z literaturą fantastyczną, jak i te spoza nurtu, chociażby Nagrodę Literacką „Nike”).
Struktura
Powieść składa się z sześciu części. W pierwszej z nich śledzimy podróż Juana z sześcioletnim synem Gasparem, którzy wyjeżdżają po śmierci Rosario, żony tego pierwszego i matki drugiego, z Buenos Aires i kierują się na północ kraju, do przygranicznej prowincji Corrientes. Czytelnik stopniowo zdaje sobie sprawę nie tylko z tego, że za śmiercią kobiety kryje się pewna zagadka, ale też ze szczególnej magicznej mocy towarzyszącej mężczyźnie oraz dziecku. Jest 1981 rok, w Argentynie rządzi wojskowa junta i przejawy jej zbrodniczej działalności – na przykład ciała „wywrotowców” wrzucane do rzek – są w zasadzie na porządku dziennym. Celem podróży mężczyzny i dziecka okazuje się siedziba rodziny Rosario, która to familia praktykuje mroczną magię, służąc Ciemności. W części drugiej fabuła cofa się do 1983 roku, do czasów dzieciństwa Juana, który zdradza wyjątkowe mediumiczne talenty. W trzeciej – lata 1985–1986 – relacjonowane jest dalsze życie Juana i Gaspara, mieszkających w argentyńskiej stolicy. Toczy się tu coś w rodzaju procesu edukacyjnego: ojciec stosuje wobec syna różnego rodzaju praktyki, magiczne i często nacechowane przemocą, których cel stanie się jasny dopiero pod koniec opowieści. W części czwartej do głosu dochodzi Rosario, która wspomina swoje dzieciństwo i dorastanie – czyli lata 60. i 70. – na łonie niezwykłej rodziny, obdarzonej nadprzyrodzonymi mocami i oddającej się poszukiwaniom okultystycznym w ramach działalności mrocznego Zakonu. Część piąta to sprawozdanie dziennikarki, która już w latach 90. zajmuje się tematem masowych mogił z ciałami ofiar junty i trafia na trop prowadzący do Zakonu i jego rytualnych praktyk. Wreszcie część ostatnia doprowadza do finału historii Gaspara – bohater dorasta i poznaje prawdę zarówno o swojej rodzinie od strony matki i jej groźnych wobec niego planach, jak i o działaniach ojca, który starał się przygotować syna na starcie z potężnym przeciwnikiem: do owego starcia ostatecznie dochodzi, Gaspar wyrównuje rachunki.
Na płaszczyźnie fabularnej zatem jest to swego rodzaju saga rodzinna: historia chłopaka przygotowywanego przez rodziców – którzy musieli ponieść najwyższą ofiarę – do zdobycia mocy i kompetencji potrzebnych, żeby zmierzyć się ze swoją rodziną i jednocześnie złowrogą organizacją służącą Ciemności. W tym sensie jest to poniekąd klasyczna – w zarysie – historia bohatera, który musi wziąć własny los w swoje ręce, odciąć się od przeznaczenia, wytyczyć własną ścieżkę. Wszystko to opowiedziane zostaje w ramach powieści skomponowanej z prawdziwym rozmachem: wcale nieprzesadzone wydają się porównania Naszej części nocy do tradycji wielkich latynoamerykańskich powieści XX wieku, takich jak choćby Gra w klasy, Rozmowa w Katedrze czy Terra nostra, ale także przecież znacznie późniejsi Dzicy detektywi. Martín Solares w nieopublikowanej jeszcze książce Una historia dibujada de las novelas („Rysunkowa historia powieści” – jest to ilustrowany esej poświęcony typologii powieści pod kątem jej konstrukcji) zalicza Naszą część nocy do kategorii „powieść w powieści” i zauważa, że w dziele tym:
autorka przedstawia sześć powieści o rodzinie potężnych czarowników, powiązanych z miejscową dyktaturą wojskową w latach siedemdziesiątych. Powieść obejmuje trzy dekady i dzieje się w trzech krajach, ale walka między ciemnością i niewinnością sprawia, że nie sposób odłożyć tej książki, kiedy człowiek ją zacznie. Nie mamy tu zatem powieści zawierającej po prostu drugą powieść […]: tutaj poszczególne powieści objawiają się jedna obok drugiej, niczym stado rekinów ścigających ofiarę, i tylko jedna z nich, środkowa, cofa się w czasie, by dogłębnie wyjaśnić historię poprzedzającą losy rodziny czarowników. To jedno z największych powieściowych osiągnięć, na poziomie najlepszych dokonań latynoamerykańskiej powieści w XXI wieku6.
Prawdą jest, że w dzisiejszej hispanoamerykańskiej prozie takie śmiałe powieściowe realizacje zdarzają się niezbyt często – trwa jednak epoka zwięźlejszych, raczej wyciszonych formatów; pewnie także dlatego krytyka i czytelnicy tak bardzo docenili ów tytuł.
Polityka
Najbardziej narzucającym się – i najczęściej prezentowanym w recenzjach czy analizach – odczytaniem Naszej części nocy jest lektura polityczna. Nic w tym dziwnego.
Rozliczenia z okresem dyktatury wojskowej – przez samą juntę zwanym „procesem reorganizacji narodowej” – to jeden z kluczowych tematów literatury argentyńskiej ostatnich dekad. Krytycy i badacze piśmiennictwa Argentyny mówią często o „pokoleniu dzieci”, czyli o generacji pisarek i pisarzy, którzy dyktatury zaznali w dzieciństwie albo wręcz już wyłącznie w formie traumy dziedziczonej po wcześniejszych pokoleniach. Trzeba pamiętać, że argentyńska dyktatura wojskowa rzeczywiście należała do najkrwawszych reżimów na kontynencie: liczba ofiar, zwanych desaperecidos – zaginionymi/znikniętymi – sięga około trzydziestu tysięcy; do tego dochodzą inne formy represji, w tym nielegalne adopcje dzieci aresztowanych i często mordowanych kobiet, a na to wszystko nakładają się trauma przegranej wojny o Malwiny/Falklandy (pogrzebała ona juntę, ale pozostała otwartą raną w świadomości narodowej Argentyńczyków) oraz trudny proces demokratyzacji i rozliczeń ze sprawcami zbrodni politycznych – rozliczeń, które miewały swoje sukcesy, więcej jednak porażek. To zatem najzupełniej naturalne, że twórcy urodzeni w latach 60. i 70. – ale też później – powszechnie odnosili się do doświadczenia i pamięci okresu junty, sięgając po najróżniejsze konwencje i tonacje: od klasycznych fabuł prezentujących drastyczne wspomnienia z perspektywy dziecka (jak w Kamczatce Marcela Figuerasa, znanej u nas także z ekranizacji) aż po poetykę dziwności i fantastyki (której przedstawicielem może być choćby Gustavo Nielsen i jego Auschwitz).
Mariana Enríquez to rocznik 1973, miała zatem dziesięć lat, kiedy upadła dyktatura – a więc dostatecznie dużo, by odczuć jej grozę, i z pewnością wystarczająco, by śledzić koleje późniejszych (prób) rozliczeń. W jej wcześniejszych tekstach tematyka drastycznej przeszłości już się pojawiała (najwyrazistszym tego przykładem mogą być opowiadania Kiedy rozmawiałyśmy ze zmarłymi z Niebezpieczeństw palenia… oraz Zajazd z tomu To, co utraciłyśmy…, w których tragiczna przeszłość powraca w formie nadprzyrodzonych nawiedzeń), a w Naszej części nocy rządy wojskowych oraz ich drastyczne represje stanowią stały i niezmiernie istotny motyw od samego początku pierwszej części. Świadomość represji i obecność ich ofiar to jeden z elementów budujących niesamowitość scenerii, przez którą Juan i Gaspar podróżują na północ kraju: rzeki pełne trupów, objawiające się mediumicznym bohaterom duchy pomordowanych, prorocze wizje (jedna z bohaterek widzi jakąś wojnę na dalekim i zimnym morzu – ewidentne nawiązanie do walk o Malwiny), represje ze strony władz wymierzone we wszystko, co wyłamuje się z homogenicznej normy (a więc także w praktyki i rytuały magiczne – bo tym samym niekatolickie). Nie chodzi tu jednak tylko o ów kontekst politycznej grozy, która współbrzmi z grozą innego typu. Zakon – czyli główny ośrodek złych mocy związanych z Ciemnością – współpracuje z reżimem i czerpie z niego bezpośrednie korzyści, w tym te najbardziej makabryczne: ofiary politycznej przemocy bywają wykorzystywane przez Zakon do koszmarnych praktyk rytualnych. W kraju trwa rzeź, dlatego wzmożona działalność okultystycznych magów zabijających dla swojej korzyści może pozostać niezauważona. Stąd bierze się ów jakże istotny dla powieści motyw z części piątej, czyli prowadzone po latach ekshumacje, które ujawniają prawdę o praktykach wojskowych, a zarazem o mrocznych rytuałach magicznych: ciał jest bowiem za dużo jak na szacowaną liczbę pomordowanych partyzantów.
Enríquez potęguje grozę na kartach swojej powieści za pomocą szerokiego wachlarza środków, uzyskując dzięki temu nie tylko potężny efekt, ale nade wszystko tworząc poruszającą metaforę epoki wszechobecnego strachu i paraliżującej niepewności. Horror nadprzyrodzony stapia się tu w jedność z horrorem polityczno-społecznym, groza wynikająca z kontaktu z niebezpiecznymi innymi światami spotyka się z potworną przemocą władzy wobec części społeczeństwa, jak najbardziej realistyczną. Jak zauważa Ana Forcinito w szkicu poświęconym powieści, autorka opowiada w niej „historię bohatera, który od dziecka żyje najpierw otoczony, a potem prześladowany przez przemoc przekraczającą porządek rozumowy”, owo nagromadzenie potworności zaś z jednej strony odsłania zaburzenie porządku doświadczanego świata, a z drugiej ukazuje niemożliwość przyswojenia sobie tej rzeczywistości7. Innymi słowy: groza, choć czerpie także z szerokiego repertuaru gatunku horroru, ma cele stricte realistyczne – oddać atmosferę epoki, pokazać, jak tamte lata wpływały na umysłowość żyjących w nich ludzi i kolejnych pokoleń.
Magia
Tym, co bardzo rzuca się w oczy podczas lektury powieści, jest ogromna różnorodność magicznych praktyk przewijających się przez jej strony: Enríquez, opisując praktyki Zakonu i poszukiwania związanych z nim ludzi, prezentuje złożony amalgamat okultystyczny.
Rodzina, z której wywodzi się Rosario, przeniosła się do Argentyny pod koniec XVIII wieku i prowadzi na miejscu szerokie poszukiwania związane z mocą i Ciemnością, choć, jak dowiaduje się w dzieciństwie bohaterka, Argentyna znajduje się daleko od centrum – w domyśle: centrum magicznych mocy. Podstawą poszukiwań jest tu szeroko rozumiany okultyzm europejski, związany przede wszystkim z praktykami spirytystycznymi, a więc z poszukiwaniem kontaktu z tamtym światem. Członkowie Zakonu jednak poszerzają pole poszukiwań: w czwartej części pojawia się na przykład motyw magii afrykańskiej. Jeden z członków organizacji sprowadza z terenów dzisiejszej Nigerii dziewczynę obdarzoną mediumiczną mocą. Na Nigeryjce przeprowadzane są różnorakie eksperymenty, prowadzące do jej fizycznego wyczerpania – nietrudno dostrzec tu nawiązanie do kolonialnych praktyk wyzysku. Europejski okultyzm zostaje więc wzbogacony o magię afrykańską, a wszystko to w celu rozwijania nadprzyrodzonych zdolności Zakonu, który osoby posiadające moc wykorzystuje jako surowiec, ponieważ – zgodnie z maksymą średniowiecznego alchemika Rajmunda Llulla – żeby wytworzyć złoto, trzeba mieć złoto; na tej samej zasadzie magia karmi się magią.
Zdecydowanie najwięcej miejsca w powieści zajmują jednak nawiązania do magicznych praktyk argentyńskiej północy. Autorka wraca tu do przestrzeni rozwijanej w niektórych opowiadaniach – czyli do kresowych prowincji Corrientes i Misiones – oraz do postaci i kultów zarysowanych także w niektórych nowelach. Tym razem jednak czyni to na znacznie większą skalę – choćby ze względu na to, że dysponuje przestrzenią powieściową – ale i cele stawia sobie – a w każdym razie osiąga – śmielsze.
Długo można by wyliczać religijno-magiczne motywy pojawiające się przede wszystkim w pierwszej, a także w kolejnych częściach powieści. Niesamowity charakter północnych kresów kraju ma swoje konkretne źródła, nie chodzi wcale wyłącznie o to, że to tereny słabo zaludnione i z punktu widzenia Buenos Aires peryferyjne. Kluczem okazuje się tutaj etniczny i kulturowy żywioł Guaranów, rdzennych mieszkańców tych terenów – niezbyt licznych, rozproszonych, żyjących de facto poza argentyńskim społeczeństwem, w cieniu, niemniej guarańska obecność jest wyczuwalna wszędzie i na każdym poziomie: w języku (zapożyczenia z guaraní), w obyczajach, przede wszystkim sakralnych.
Tutejsza przestrzeń pełna jest guarańskiej sakralności, która przy pobieżnej lekturze jawić się może po prostu jako sugestywna magiczna dekoracja, w istocie jednak autorka przytacza i pokazuje autentyczne wierzenia i praktyki, zrekonstruowane na kartach powieści z antropologiczną wręcz precyzją. Widać to choćby w scenach, kiedy to Juan z Gasparem spotykają szwagierkę tego pierwszego, kobietę o imieniu Tali, która jest strażniczką sanktuarium San La Muerte – Świętego Śmierci. W opowiadaniu Brudny dzieciak Święty Śmierć pojawiał się raczej na zasadzie wzmianki, jako mroczny rewers dobrego Gauchito Gila, szkieletowa figurka darzona czcią w niebezpiecznych intencjach. Tutaj owa postać – obiekt autentycznego kultu, najpewniej rezultat przetworzenia przez Guaranów pewnych praktyk chrześcijańskich – odgrywa całkiem istotną rolę, a Juan przechodzi specjalny rytuał, podczas którego Tali pod skórę wszczepia mu magiczny amulet. I znów: jest to scena znakomicie wpisująca się w konwencję niesamowitej grozy, ale zarazem obyczaj absolutnie autentyczny i praktykowany do dziś w Argentynie i Paragwaju. Pojawiają się tu także inne postaci – jak choćby Święty Güesito, dość straszna postać ludowego świętego inspirowanego postacią zgwałconego i zamordowanego chłopca – oraz praktyki związane z amuletami payé, leczeniem czy rzucaniem zaklęć, rozwijające i potęgujące obraz tej niesamowitej przestrzeni północy Argentyny; nie są one bynajmniej rezultatem swobodnych fantazji autorki, lecz wynikiem jej niewątpliwie pogłębionych studiów nad tematem.
Szczególnie ciekawy jest jednak wydźwięk, jaki miejscowe – guarańsko-synkretyczne – praktyki zyskują w powieści. Że budują nastrój i wyjątkowość miejsca i bohaterów – to oczywiste. Ale warto zwrócić uwagę na to, że magiczne umiejętności zdobywane przez Juana (między innymi poprzez jego zanurzanie się w rdzennej tradycji magii, w tutejszych rytuałach i praktykach) służą sprawie, o którą bohater walczy. A sprawą tą jest sprzeciw wobec złowrogiej i zbrodniczej działalności Zakonu oraz chęć powstrzymania jego członków. Oni także karmią się mocą z różnych źródeł, tyle że podstawą jest tu okultyzm z zewnątrz. Można więc czytać opisany w Naszej części nocy konflikt jako starcie między magią lokalną a magią obcą, guarańskie obrzędy kontra spirytystyczne i krwawe ceremonie z ofiarami z ludzi. A wszystko to w kontekście rządów junty wojskowej, za której czasów wszelkie niekatolickie praktyki były zakazane i tępione, musiały więc zejść do podziemia i tym samym zyskiwały charakter de facto wywrotowy.
Dzieło Mariany Enríquez to zatem powieść rozrachunkowa i polityczna, i to na wielu poziomach, religijność i magia stają się zaś kluczowymi narzędziami do opisu prezentowanego tu konfliktu. Zakon, dążący do kontaktu z potężną Ciemnością, zachowuje się tak jak dyktatorska władza: jego cele są ideologiczne, jednostki nie mają znaczenia; należy poświęcić to, co indywidualne, na rzecz zbiorowego i holistycznego ideału. Zakon, tak jak i junta, dąży do świata homogenicznego, jednowymiarowego, podporządkowanego jednemu centrum, służącego jednej władzy. Po przeciwnej stronie zaś staje Juan i przygotowywany przez niego syn Gaspar, jednostki, ludzie dążący do samostanowienia, którzy moc potrzebną do owego starcia czepią z różnorodności, z tego, co lokalne: heterodoksja okazuje się skutecznym narzędziem do walki, pozwala rozbić opresyjną formację od środka.
Nasza część nocy to zatem wielka polityczna powieść grozy i zarazem wyjątkowo ciekawy przypadek literatury nawiązującej do ludowych wierzeń i kultów. Autorka nie tyle zmierza do ich opisu czy analizy, ile raczej wykorzystuje je do złożonej refleksji politycznej, społecznej i kulturowej, mocno osadzonej, rzecz jasna, w argentyńskim kontekście, ale dającej się czytać absolutnie uniwersalnie.
1 M. Enriquez, Zjazdy są najgorsze, tłum. K. Okrasko, Warszawa: Echa, 2025, s. 5.
2 W Polsce tomy te ukazały się w nieco skomplikowanej sekwencji: najpierw ten późniejszy – w 2017 roku, a potem w 2022 roku tom pod tytułem Niebezpieczeństwa palenia w łóżku, zawierający oba zbiory w całości; przekładów dokonała Marta Jordan.
3 J.C. Rincón, Mariana Enríquez y el lado B de las religiones, „Revista Libros y letras” 2022, online: https://www.librosyletras.com/mariana-enriquez-y-el-lado-b-de-las/ [dostęp: 15.02.2026].
4 V. Boix, Entrevista a Mariana Enriquez. Simpatía por los demonios, „Revista Ñ” 2020, online: https://www.clarin.com/revista-enie/simpatia-demonios_0_vE7c0RiW.html [dostęp: 15.02.2026].
5 M. Enriquez, Niebezpieczeństwa palenia w łóżku, tłum. M. Jordan, Warszawa: Echa, 2022, s. 334.
6 M. Solares, Una historia dibujada de las novelas, 2025 [przed publikacją – T.P.].
7 A. Forcinito, Cicatrices que arden. Horror, espectralidad y memoria en „Nuestra parte de noche”, de Mariana Enríquez, „Generación Hijes: memoria, posdictadura y posconflicto en América Latina” 2023, nr 30, s. 204, online: https://conservancy.umn.edu/server/api/core/bitstreams/3abe6ff4-ee94-4edc-aa3b-c4c1b67e587d/content?trackerId=604d6454a01f3cd5 [dostęp: 15.02.2026].
