W literaturze, inaczej niż w dawnym rapie, szansę na „reprezentowanie biedy” autor dostaje zwykle kilka lat po opuszczeniu podwórka, rozpoczęciu studiów, lekturze Marksa, Darwina, Smitha czy Balcerowicza. A że nędza wyjątkowo lubi się z ideologią, to na kartach wielu powieści o biedocie od historii ludzi ciekawsza bywa historia idei – pisze Adam Woźniak.