Johnson nie wierzy w to, że ludzie są skazani na bycie grzesznymi, że rodzą się w popapranej konfiguracji. To tylko ofiary Ameryki, jej dziwactw i krzywo rozumianej wolności, czy też ciągłego stawania się na nowo. To tylko sen nagle stał się koszmarem – o prozatorskim debiucie Denisa Johnsona pisze Piotr Brencz.