Powieść ta niewątpliwie jest satyrą, między innymi na liberalny wokeizm, ale przede wszystkim na świat pisarski – o Monie Poli Oloixarac pisze Natalka Suszczyńska.
Przywołując publikacje krytyczne Aleksandra Fiuta i Lidii Burskiej, Urbanowski używa przeciw nim amunicji patriotycznej. Stwierdza, że autorom nie podobał się „przede wszystkim zbyt pochlebny ich zdaniem obraz polskiego społeczeństwa, jaki wyłaniał się z literatury stanu wojennego” – o książce Macieja Urbanowskiego pisze Paweł Dunin-Wąsowicz.
Zaczęło się od spojrzenia w obiektyw. Magdalena Wdowicz-Wierzbowska planowała stworzyć cykl fotografii polskich reporterek. Ale im dłużej trwał projekt, tym większej nabierała pewności, że twarze uchwycone w prostych, czarno-białych kadrach domagają się głosu – o Reporterkach pisze Agata Bisko.
Dwoistość tej krótkiej powieści ma odzwierciedlenie również w języku: obok perspektywy dziecięcej – z typowym dla niej prostym, konkretnym, a zarazem zaskakująco sugestywnym słownictwem – pojawia się tu głos intelektualisty, który porządkuje zdarzenia, opatruje je komentarzem i nadaje im wymiar refleksyjny – o Simurgu Stanka Andricia pisze Patrycja Chajęcka.
Podmiot przywołuje dziecięce historie z barwnymi szczegółami, opisuje zapachy, kolory, a jednocześnie jest niezwykle świadomy własnego błędu poznawczego: nie jest zainteresowany reportażową sprawozdawczością, a raczej poddaje się naturalnej chęci wypełniania luk w pamięci – o debiutanckim tomie wierszy Bartosza Dłubały pisze Karolina Górnicka.
Mam wrażenie, że Kamili Janiak udało się opisać, jak podmiotowość przeskakuje przez czas – nie na poziomie poetyckiego projektu, ale w samym ciele wiersza. To więc nie książka o jaźni, ale raczej jaźń opowiadająca o własnych i cudzych przygodach – o Dziwnych dziewczynach Kamili Janiak pisze Agnieszka Waligóra.
Tak naprawdę Kornelii Sobczak chodzi według mnie o coś innego: o samodzielne, krytyczne myślenie, o podejrzliwość względem wciskanych nam gotowych schematów, ponowne badanie zastygłych historii – o książce Zośka i Rudy. O miłości, przyjaźni i Polsce pisze Małgorzata I. Niemczyńska.
Być może kiedy język jest migotliwy, wieloznaczny i w ruchu, kiedy można nim więcej wyrazić, to ziemia przestaje lunatykować, staje się bardziej stabilna, przystaje – o Lunatycznej krainie Mii Couto pisze Agata Puwalska.
To raczej partytury językowe i liryczne hierofanie niż klasycznie rozumiane wiersze, co niewątpliwie stanowi ogromny atut w dobie powszechnego pastwienia się nad hegemonicznym mainstreamem poetyckim, w którym wciąż preferowane są prostota i biel – o debiutanckim tomie wierszy Szymona Bryzka pisze Karolina Niemiec.
Akcja tej powieści rozgrywa się gdzieś na Dolnym Śląsku, w przestrzeni poniemieckiej, kilkadziesiąt lat po wysiedleniach i repatriacjach, ale nie jest to książka historyczna – o debiucie prozatorskim Anny Jadowskiej pisze Radosław Kobierski.
Czerwone chusty, imperialistyczna stonka i realizm magiczny. Czytana po trzydziestu latach powieść Feliksa Netza frapuje i zachwyca jednocześnie. Czy zachwyci nowe pokolenie czytelników? – o książce Feliksa Netza Urodzony w Święto Zmarłych pisze Radosław Młynarczyk.
Nie ma co można odczytać jak dokument wyśnionego momentu w historii Iranu. Powieść przedstawia topografię Teheranu sprzed lat, sieć ulic, dzielnic, domów i zakamarków. Czytana dziś, nieuchronnie zmusza nas do zadawania pytań o aktualny wygląd tej mapy – o książce Mahsy Mohebali pisze Aleksandra Samonek.
Obsługujemy pliki cookies. Jeśli uważasz, że to jest ok, po prostu kliknij "Akceptuj wszystko". Możesz też wybrać, jakie chcesz ciasteczka, klikając "Ustawienia".